jablko

"znajdź swoją drogę,

czyli prawdy i mity o powołaniu"

czasem można nawet

zabłądzić by dojść do celu

redakcja LISTu rozmawia
z o. Andrzejem Kamińskim,
dominikaninem, kierownikiem duchowym

Ludzie mówią: „Znalazłem swoje powołanie", mając na myśli to, że są np. małżonkami albo osobami duchownymi. Wydaje się, że ktoś, kto znalazł swoje powołanie, ma już święty spokój.
Ja świętego spokoju nie znalazłem. Z chwilą wieczystych ślubów zrzuciłem po prostu balast rozterek związanych z pytaniami, gdzie jest moje miejsce w świecie i jaką drogą Bóg chce mnie prowadzić. Śluby wieczyste dodały mi sił, żeby iść na całość w życiu z Bogiem. W głos powołania trzeba się wsłuchiwać do końca życia. Początkowo, gdy jako kapłan rozpocząłem pracę w klasztorze, powierzono mi opiekę nad nowicjatem - funkcję submagistra. Nie za bardzo się w tym odnajdywałem. Wiedziałem, że zakon to moje miejsce, ale czułem, że bycie submagistrem, później magistrem, to jeszcze nie jest wszystko, co chcę w życiu robić. Wierzyłem jednak, że to etap drogi, który przygotowuje mnie do czegoś innego. Teraz, kiedy pracuję na Ukrainie, marzę, by założyć tam Dom Modlitwy. Nigdy tego marzenia nie nazywałem „głosem powołania", ale może właśnie w ten sposób się ono realizuje. Choć może być też tak, że w Niebie okaże się, że ważniejsze od założenia Domu Modlitwy były rozmowy z ludźmi, które odbywałem tak trochę przy okazji.

dobrze się czasem zakochać,

nawet zakonnikowi

TOMASZ NOWAK OP
Jeden z ojców żyjących w naszym klasztorze twierdził, że przyszedł do zakonu z głodu. Przyjechał do Krakowa na studia, ale nie miał pieniędzy i żeby mieć co jeść, wstąpił do dominikanów. Gdy obchodził 60-lecie życia zakonnego, powiedział: „Skoro już tyle lat noszę habit, to może mam powołanie...?". Do końca męczyła go jakaś niepewność, tymczasem my, jego współbracia, nie mieliśmy wątpliwości, że powołanie miał

Niewyspane

ojcostwo

MATEUSZ CZARNECKI
Bywały chwile, gdy przychodził mi do głowy pomysł, by zostać księdzem lub zakonnikiem. W moim przypadku był na tyle abstrakcyjny, że z wrodzonej przekory brałem go nawet pod uwagę. Nic bardziej oderwanego od rzeczywistości niż stwierdzić: „Byłbym dobrym księdzem, takim z powołania". Bycie mężem, tatą, wyobrażałem sobie znacznie rzadziej. Pewnie dlatego, że było mi dużo bliższe, niż myślałem

Za górami, za lasami,

za siedmioma morzami...

psychologiem Bernadettą Janusz
rozmawia Urszula Jagiełło

Jak pokonać strach przed samotnością?
Nie da się inaczej, jak godząc się na nią. Taka zgoda wydaje mi się głównym czynnikiem, który umożliwia poradzenie sobie ze strachem przed samotnością. Oczywiście możemy mówić o różnych rodzajach samotności. Słysząc to pytanie, pomyślałam o samotności w wymiarze egzystencjalnym, której każdy może doświadczyć, niezależnie od tego, czy żyje w rodzinie, czy nie. Samotność egzystencjalna to taka przestrzeń w nas, do której inni nie mają dostępu. Doświadczamy jej wtedy, gdy np. zmagamy się sami ze sobą, z Bogiem czy ze swoim problemem, bólem. Taka samotność jest częścią kondycji ludzkiej; to ważne doświadczenie, potrzebne człowiekowi do rozwoju.


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl