noce i dnie

Barbary i Jana

IWONA BUDZIAK
Są razem od ponad trzydzie stu lat, od szesnastu związani z jedną ze wspólnot neokatechumenalnych. Historia ich małżeństwa to historia miłości, która rodzi się i dojrzewa wśród burz, nieszczęść i chwil pewności, że to naprawdę miłość

ona i on

Poznali się w czasie studiów. On robił doktorat, ona była na drugim roku. Wydawał jej się ucieleśnieniem sienkiewiczowskich bohaterów i...
zakochała się we własnym marzeniu o nim. On zobaczył w niej piękną, zawsze zadbaną, delikatną dziewczynę. Nie zaprzątali sobie głowy ślubem. Po kilku latach coś zaczęło się między nimi psuć. Zdecydowali się rozstać i pojechali w pożegnalną podróż do Włoch. Gdy wrócili, okazało się, że mimo wszystko chcą być ze sobą. Rok później zawarli związek małżeński. Jedynie w urzędzie, gdyż żadne z nich nie wierzyło w Boga. Jan nawet nie był ochrzczony. Barbara dwukrotnie zachodziła w ciążę i dwukrotnie poroniła. Potrzebowała oparcia, kogoś, kto przy niej będzie. Jan od tego uciekał; nie umiał, nie chciał mieć problemów. Ona chciała zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, dlaczego traci dzieci, gdzie w tym wszystkim jest sens, czy w ogóle jest? Kryzys spowodował, że odczuła potrzebę spowiedzi, zapomnianej od dzieciństwa. Przypadkowy spowiednik zaproponował jej kontakt z Ruchem Światło-Życie. Barbara zaczęła wracać do Kościoła poprzez jedną z grup oazowych. Jan w tym czasie zachowywał dystans wobec jej poczynań i nieco z boku patrzył na to, co się dzieje.

rozwód

Mniej więcej w tym czasie, gdy Barbara powracała do Boga, biskup krakowski Karol Wojtyła został papieżem. W Polsce wszyscy świętowali, nawet telewizja, wówczas areligijna i antyklerykalna, relacjonowała to wydarzenie. I właśnie z telewizora Jan usłyszał słowa, jakimi Papież otwierał swój pontyikat. Do dziś pozostały mu one w pamięci: „Jezus, Syn Boga żywego”. Kilka lat później przyjął chrzest. Bardzo tego chciał. Zakonnik, którego poprosił o sakrament, zapytał tylko, czy wierzy w Jezusa. Odpowiedział, że tak. Przyjął chrzest, otrzymał Pierwszą Komunię i bierzmowanie. „Brakuje wam teraz jeszcze jednego sakramentu" – powiedział ksiądz. Lecz na ten „jeszcze jeden sakrament", sakrament małżeństwa, nie zdecydowali się. Tak oto, gdy obydwoje traili różnymi drogami do Kościoła, ich własne drogi coraz bardziej się rozchodziły. W końcu zdecydowali się wziąć rozwód. Sędzina, przed którą stanęli, chciała ratować ich małżeństwo: „Gdyby państwo się rozmyślili, proszę do mnie wrócić” – mówiła. Może nawet nie rozumiała, dlaczego tych dwoje, najwyraźniej wciąż sobie bliskich ludzi, zdecydowało się na tak deinitywny krok. Cokolwiek można było podzielić – podzielili, mieszkanie zamienili na dwa mniejsze.

cud

Ich wspólna historia w tym momencie mogłaby się skończyć. Ale u Boga sprawy toczą się inaczej. Podczas rekolekcji oazowych Barbara poprzez Słowo Boże usłyszała, że ma wrócić do byłego męża. Nie chciała tego, ale mimo to zadzwoniła. A on jakby czekał na jej telefon. W ciągu dwóch godzin przyjechał. Bardzo trudno było im wrócić do siebie. Choć ona zrozumiała, że przez cały miniony okres tak naprawdę nie znała swojego męża, nie dopuszczała do siebie myśli, że jest kimś dobrym i wewnętrznie pięknym, a przez to nie pozwalała mu na to, by taki był. On zaś zrozumiał, że to niemożliwe żyć bez niej. Jednak przeszłość bolała. Jeszcze przez dwa lata spotykali się, mieszkając oddzielnie. On, zachęcony przez znajomą, wszedł na drogę neokatechumenalną, ona, posłuszna radzie spowiednika, poszła za nim. „Pan Bóg dopuścił złudzenie, że kiedy znajdziemy się w Kościele, będzie dobrze – mówi Barbara i dodaje: Dopuścił to złudzenie, zanim pozwolił nam zrozumieć, że w życiu nie chodzi o to, żeby było dobrze".

- fragment



nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl