
"na tropie spisku
czyli targowisko tajemnic"
Wrześniowy numer LISTU miał być tylko drugą częścią wakacyjnych opowieści o tym, ile różnych mitów, legend i rzekomych tajemnic krąży wokół Kościoła i jego historii. Szukając jakiegoś komentarza do tych opowieści zauważyliśmy, że nasza myśl wciąż powraca do tego niepokoju, jaki można ostatnio obserwować wśród ludzi zasypywanych literaturą (trudno powiedzieć, że „piękną”, ale literaturą), w której Kościół przedstawiany jest jako pełen nieoczekiwanych tajemnic. „Bóg jeden wie, co oni tam jeszcze odkryją” – napisała do nas pewna pani nie rozumiejąc, że literatura nie jest do odkrywania „czegoś” w Kościele i nie wyjaśniając, kto to są ci „oni”.
Z jednej strony „tajemnica” to towar, którym się dzisiaj handluje, bo takie jest zapotrzebowanie, a drugiej coś, co wywołuje frustrację i poczucie zagrożenia. Jak z tego wybrnąć, jak pomóc zagubionym ludziom (i nam samym, bo przecież wszyscy jesteśmy trochę zagubieni) w zobaczeniu świata takim, jaki on naprawdę jest? Zapytany o to o. Jan Andrzej Kłoczowski OP zwrócił uwagę na to, że nie jest dobrze jeśli żyjemy z poczuciem „nieczytelności struktury społecznej”, jeśli nie rozumiemy różnych spraw i procesów. Wtedy możemy mieć skłonność do szukania „łatwych odpowiedzi na trudne pytania”. „Wiara w spiskową teorię dziejów jest bardzo charakterystyczna dla pewnego rodzaju ludzi o umysłowości – powiedziałbym – zranionej. Mają oni wrażenie, że ktoś nieustannie nimi manipuluje, że z ukrycia nimi rządzi. Twierdzą, że to, co słyszymy w radiu, co widzimy w telewizji, co możemy przeczytać w gazetach, jest informacją dla maluczkich. Natomiast bajki i legendy się opowiada, w Prawdę się wtajemniczapod spodem, pod oficjalnymi treściami kryje się coś więcej – zakamuflowane informacje dla wybranych – i to do nich trzeba dotrzeć”.
Ojciec Jan Andrzej, jak każdy dominikanin, nakłania do używania rozumu, albo chociaż, jak to określa „zdrowego rozsądku”, a jednocześnie bierze na siebie część winy za to, że ludzie szukają tajemnicy w Kościele nie tam, gdzie ona się rzeczywiście znajduje: „Cóż bardziej tajemniczego jak to, że chleb staje się Ciałem i że można to zobaczyć oczyma wiary, a nie »mędrca szkiełkiem i okiem«. Przecież po przeistoczeniu śpiewamy zawsze Misterium fidei: »Oto wielka tajemnica wiary«. Tylko czy my, duszpasterze, potrafimy stworzyć duchową atmosferę takiej czujności, uważności i swoistego duchowego napięcia, które pomoże to zobaczyć? Każda Msza powinna mieć wymiar mistagogiczny. Mystagogia to bardzo mądre starochrześcijańskie słowo, o którym zapomnieliśmy, a które oznacza »wprowadzanie do tajemnicy«”.
Poszukiwanie przez ludzi tajemniczości odbieram jako wyzwanie, bym jako duszpasterz, kapłan odprawiający Mszę św., kaznodzieja lepiej umiał sprawować Tajemnicę wiary”.
Zapraszamy do lektury.
Ela Konderak
redaktor naczelny



