dobrzy bracia bonifratrzy

ELIZA LITAK
"Składam śluby czystości, ubóstwa, posłuszeństwa i szpitalnictwa" - te słowa wypowiada każdy wstępujący do Zakonu Szpitalniczego Św. Jana Bożego. Nie jest to bynajmniej próba powrotu do tradycji szpitalnych zakonów rycerskich. Mowa tu o bonifratrach, czyli "dobrych braciach", którzy od XVI w. pracują w szpitalach, domach opieki, czy hospicjach, realizują wezwanie swego założyciela, św. Jana Bożego: "Bracia, czyńcie dobro"

Jan Brat Zero

Jan Boży zmarł zanim zakon powstał. Co więcej, nawet nie myślał o jego założeniu. Uważał się za zbyt wielkiego grzesznika (podpisywał się „Jan Brat Zero”), a także... nie miał na to czasu – był pochłonięty prowadzeniem szpitala, który założył. Ale zanim zaopiekował się chorymi, jego życie było niespokojne i chaotyczne.

Urodził się w Portugalii. Gdy miał osiem lat, uciekł z domu – przyłączył się do pielgrzyma, który nocował u jego rodziców i udał się z nim do Hiszpanii. Przez jakiś czas zarabiał na życie jako pasterz, był też żołnierzem, jednak karnie usunięto go z wojska. Gdy po wielu latach chciał odwiedzić rodziców, dowiedział się, że zmarli niedługo po jego odejściu z domu. Chcąc uciec przed wyrzutami sumienia, wyjechał na jakiś czas do Afryki. Po powrocie do Hiszpanii zajmował się m.in. handlem książkami.

W Grenadzie przypadkiem usłyszał kazanie św. Jana z Avila. Wstrząsnęło nim. Publicznie wyznawał grzechy, krzyczał, że potrzebuje miłosierdzia, zdzierał z siebie ubranie, tarzał się w błocie. Uznano, że oszalał i umieszczono go w szpitalu psychiatrycznym. Tam na własnej skórze doświadczył, jak traktuje się chorych psychicznie, których uważano wtedy za opętanych: polewano ich dla uspokojenia lodowatą wodą, głodzono, przykuwano do ściany, bito. Zresztą, w tamtych czasach szpitale były traktowane bardziej jako „przechowalnie” niż miejsca, gdzie się leczy. Jan zdecydował, że jeśli tylko „wyjdzie na wolność”, to założy własny szpital, w którym ludzi będzie się traktować z prawdziwą troską. I faktycznie tak zrobił.

Zaczął praktycznie od zera, nie miał pieniędzy ani doświadczenia. A jednak udało mu się wybudować przytułek, na którego piętrze urządził szpital. Przyjmował wszystkich. Podobno mył nogi każdemu choremu, który do niego trafił. Stał się lekarzem, pielęgniarzem, administratorem i kucharzem. Żeby zdobyć środki na utrzymanie chorych, sprzedawał drewno, a przede wszystkim żebrał.

Jego praca była w Grenadzie coraz bardziej doceniana. Z czasem przekazano Janowi budynki opuszczonego klasztoru, gdzie mógł urządzić szpital na sto osób. Ludzie mu ufali i wspierali go. Jednak przez kilka pierwszych lat sam zajmował się wszystkim, dopiero z czasem zaczęli dołączać do niego inni zapaleńcy. Jan był już wtedy wyczerpany nieustanną pracą. W końcu ciężko zachorował po tym, jak zimą próbował uratować tonącego chłopca. Podobno przed śmiercią odwiedził wszystkich, którym cokolwiek zawdzięczał. Zmarł w czasie samotnej modlitwy, trzymając krzyż w ręku, a jego ciało jeszcze przez sześć godzin pozostało w pozycji klęczącej.

pionierzy medycyny

Ludzie, którzy pomagali Janowi i których „zaraził” troską o chorych, kontynuowali jego pracę. W 1572 r., dwadzieścia lat po śmierci Jana, Pius V zatwierdził powstanie nowego zakonu, który już od początku zasłużył się medycynie. Sam Jan Boży, chociaż był człowiekiem niewykształconym (prawdopodobnie nie umiał nawet pisać), zreformował szpitalnictwo – po prostu dostosowywał swoją działalność do potrzeb chorych. Dbał o higienę, każdy chory miał własne łóżko – nigdzie indziej wtedy tak nie było. Rewolucją było również to, że podzielił swój zakład na oddziały: osobno kobiety, osobno mężczyźni, osobno chorzy zakaźnie, ranni itd. Jako pierwszy wprowadził też „historię choroby”, którą kazał prowadzić dla każdego przyjmowanego pacjenta. Można więc powiedzieć, że jego działalność była w pełni profesjonalna. Jeden z jego następców, św. Jan Grande, zanim wstąpił do bonifratrów prowadził własny zakład leczniczy. Gdy dołączył do „dobrych braci”, przeprowadził reformę administracyjno-ekonomiczną szpitalnictwa. W tym czasie, na przełomie XVII i XVIII w., nastąpił największy rozwój zakonu bonifratrów. Jego przedstawiciele byli wymieniani wśród najwybitniejszych specjalistów medycyny (przykładowo jako pierwsi zastosowali w czasie operacji narkozę). Nawet sposób, w jaki trafili do Polski, świadczy o tym, że ich sława była zasłużona. Kiedy zachorował Zygmunt III Waza, krajowi medycy nie byli w stanie go wyleczyć. Cesarz Austrii przysłał wtedy swego nadwornego lekarza, br. Gabriela hr. Ferrara, oczywiście bonifratra, który wyleczył króla w dwa tygodnie. Pod wrażeniem tego faktu, mieszczanie krakowscy na stałe zaprosili bonifratrów do Polski.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl