o religijnej
dojrzałości
ZENON WALDEMAR DUDEK
Znam pewnego studenta, wychowanego w przeciętnej rodzinie katolickiej. Był zafascynowamy zajęciami z marketingu, reklamy i manipulacji umysłem. Zainteresował się również technikami umożliwiającymi wpływanie na drugiego człowieka i jego nieświadomość. Bardzo go to wciągnęło i nałożyło się na myślenie religijne. Pewnej niedzieli poszedł do kościoła na Mszę św. Zrozumiał tam, że „Bóg jest miłością". „A skoro On jest miłością i we mnie jest miłość - pomyślał - to ja jestem Bogiem!"
religia bez kapłanów?
Stan euforyczny utrzymywał się przez kilka dni. Pod jego wpływem doświadczył całowitej „jasności umysłu" i utwierdził się w przekonaniu, że rzeczywiście jest Bogiem. Na uczelnię przychodził z Pismem Świętym w ręce, zaczął zwracać się do wykładowców per „ty" i robić im wykłady z Biblii. W końcu znalazł się w szpitalu psychiatrycznym.religijna funkcja psychiki
Zgodnie z psychologią C.G. Junga nasza świadomość jest małą wyspą w stosunku do całej psychiki. Uświadamiamy sobie tylko niektóre treści tworzące naszą psyche. Niektórzy przywołują tu obraz góry lodowej. Większa jej część znajduje się pod powierzchnią- to jest nasza nieświadomość. Świadomość to ów niewielki czubek wystający nad poziom morza.W sferze nieświadomej znajdują się m.in. obrazy o znaczeniu religijnym, dlatego Jung twierdził, że psychika pełni również funkcję religijną. Człowiek, czasem o tym nie wiedząc, poszukuje tego, co nazywamy Bogiem, Chrystusem, Zbawieniem... W naszej nieświadomości drzemie religijność, która ma dwa aspekty: fascinosum i tremendum. Przewaga pierwszego wprawia świadomość w stan podniosły i oczarowanie, przewaga drugiego w trwogę i zagubienie (stąd w doświadczeniu religijnym obrazy aniołów oraz demonów i diabła). Inwazja tych obrazów może niespodziewanie zaskoczyć, zwłaszcza osobę niedojrzałą, zranioną, neurotyczną. Nieprzygotowany wewnętrznie, emocjonalnie i duchowo człowiek może zostać przez nie opętany, owładnięty, a nawet rozbity, wewnętrznie „zniszczony" - jak we wspomnianej historii. Dlatego religijną funkcję psychiki trzeba umieć „obsługiwać". Podstawą jest ukształtowanie zdrowej struktury „ja" oraz wszechstronny obraz samego siebie. W konfrontacji z obrazami o znaczeniu religijnym wiodącą rolę odgrywa sfera uczuć nazywana obecnie inteligencją emocjonalną. Nie bez znaczenia jest też intuicja odpowiedzialna za kreatywną wyobraźnię, zdolność operowania symbolami i sięgania świadomością do światów „możliwych", a więc także do bogatej symboliki religijnej. Można powiedzieć, że zawodowo „obsługą" religijnej funkcji psychiki zajmują się kapłani, a w naszych czasach częściowo także terapeuci i -niestety - różnego typu wróżbici i szarlatani.
cienka granica
Między tzw. normalnością a nienormalnością jest bardzo cienka granica. Skąd zatem wiemy, czy jakieś religijne zachowanie jest autentyczne, czy też jest przejawem choroby psychicznej? Jeśli ktoś ma doświadczenie terapeutyczne, to na pierwszy rzut oka widzi, czy ma do czynienia z chorym człowiekiem, czy z kimś zdrowym o bardzo rozbudowanej duchowości. Odwołam się nawet do pojęcia prawdy. Jest coś prawdziwego w człowieku uduchowionym, wrażliwym, który nawet wydaje się dziwakiem. Równocześnie jest jakaś niespójność, niezgrabność, nieadekwatność, przesada, dysharmonia i zaburzenie proporcji w zachowaniu chorego. Mówiąc krótko: nawet gdy ktoś mówi o treściach religijnych, Bogu, Chrystusie i Zbawieniu, a jest zaburzony psychicznie, to i tak w jego zachowaniu będzie wyczuwalna jakaś niespójność i chaos. Takie zachowanie jest wyczuwalne także dla otoczenia. Patrząc z profesjonalnego - psychiatrycznego i psychologicznego - punktu widzenia, owo niepokojące rozbicie źle służy samemu człowiekowi, dlatego zwykle trzeba go leczyć.w poszukiwaniu kryterium
Jak wiemy, mistycy i święci miewali sny, przeczucia i wizje. Czy prawdziwe? Osoba wierząca będzie szukać kryterium ich prawdziwości w Ewangeliach, w których jest napisane: „po owocach poznacie". Ja, jako psychiatra, nie wypowiadam się o prawdziwości wizji, ale o ich wpływie na zdrowie psychiczne człowieka.W terapii stosuję dwa kryteria zaczerpnięte od Junga: rozwojowe i integracyjne. One decydują o tym, w jakiej fazie terapii jesteśmy i na co należy położyć akcent, aby komuś nie zaszkodzić. Z jednej strony mamy więc ludzi zintegrowanych, spójnych, ale zamkniętych na różnorodność i pełnię życia oraz niezdolnych do rozwoju, w szczególności duchowego. To osoby o skłonnościach psychopatycznych lub paranoicznych. U osoby z zablokowaną lub psychopatycznie zniekształconą wrażliwością trzeba szukać iskierek wrażliwości w dzieciństwie, w zapomnianych kontaktach, przeczytanej literaturze, talentach artystycznych, drobnych oznakach altruizmu czy zwyczajnych upodobaniach, jak ulubione postaci, miejsca czy choćby jedzenie. Nawet mordercy przed wykonaniem kary śmierci mają prawo do ostatniego życzenia, wybrania smakowitej potrawy itp. Tym gestem w sytuacji ostatecznej odwołujemy się do resztek zagubionej wrażliwości. Trudniej odsłonić wrażliwe struny u osoby paranoicznej. Jej chore idee i urazy są zgeneralizowane i taką osobę trudno złapać w sieć normalnej relacji. Jeśli uda się wywołać u niej jakąś reakcję emocjonalną- łezkę w oku, uśmiech, skargę na zwykłe kłopoty, to znaczy, że stała się na chwilę sobą, odsłoniła słaby, ale prawdziwy fragment swej osobowości.
Z drugiej strony są też ludzie silnie otwarci na rozwój, jednocześnie pełni dysharmonii, chaosu, krążący po wielu orbitach, pozbawieni kontaktu z ludźmi i w efekcie nierzetelni, nieodpowiedzialni, neurotyczni. Tym osobom trzeba pozwolić się rozluźnić, poczuć siebie bez oceniania i działania, złapać stały punkt w byciu tu i teraz, w tej chwili, w swoim ciele, w otaczającym świecie. Pomóc doświadczyć integracji z sobą, nawet z cierpieniem. Prawdziwe cierpienie leczy i wyzwala, ucieczka od niego to neurotyzm. Myślę, że wspomniane kryteria z powodzeniem można też zastosować do religijnego obszaru psychiki. Przykładowo zachęcanie osób neurotycznych wrażliwych, nadmiernie pobudzonych uczuciowo, intuicyjnie i duchowo do jeszcze większego rozwoju i wysiłku moralnego, modlitwy, analizy popełnionych błędów i grzechów prowadzi do jeszcze większego rozbicia. Podobnie zachęcanie do dyscypliny i trzymania się zasad osób, które są mocno uporządkowane, czyni je sztywnymi, a nawet prymitywnymi, choć działają one na polu religijnym. Dobrze ujmuje to w Ewangeliach napiętnowanie faryzeizmu.
- fragment



