tropiciele

objawień

HUBERT CZACHOWSKI
Co jakiś czas w środkach masowego przekazu słychać o kolejnych cudownych zjawiskach. A to na korach drzew lub na szybach pojawia się tajemnicza twarz (zdarzało się to zwłaszcza w latach 90. XX w.), a to wizjonerzy rozmawiają z Matką Bożą lub Jezusem. Niedawno głośno było o Sokółce na Podlasiu, gdzie konsekrowana hostia zamieniła się w ludzką tkankę


Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że dzisiejszy świat przyzwyczaił się już do objawień i cudów, a te dwa terminy, zwłaszcza w potocznym rozumieniu, są bardzo mocno ze sobą sprzęgnięte. O ile każde objawienie można by nazwać wydarzeniem cudownym (mirakularnym), to nie każdy cud wiąże się z objawieniem, a więc z przekazem jakiejś treści.

między magią a religią

Niewątpliwie dla niektórych ludzi ingerencja świata transcendentnego w doczesność - a więc także wizje, objawienia, cuda - jest na porządku dziennym. Ciekawe - z punktu widzenia antropologii kulturowej i etnologii - jest porównanie takiego typu postaw z różnymi kulturowymi kontekstami znanymi z całego świata. Tendencja do bardzo dosłownego traktowania ingerencji sacrum w życie doczesne jest bowiem charakterystyczna dla społeczeństw plemiennych i ludowych, w których dominuje myślenie magiczne. Ważne jest tam postrzeganie i doświadczenie oparte na zmysłach (sensualizm), nierozróżnianie pomiędzy sacrum a jego symbolami i myślenie życzeniowe. Takie podejście do rzeczywistości było (a po części jest nadal) charakterystyczne dla grup określanych mianem ludowych lub - jak częściej dzisiaj mówi się w etnologii - kultur typu ludowego. Chodzi właśnie o pewien specyficzny, magiczny sposób doświadczania świata i praw nim rządzących. Ta magicz-ność widoczna jest cały czas w dzisiejszych formach religijności ludowej. Intrygujące jest jednak to, że i w pewnych współczesnych grupach religijnych - np. w grupach odnowowych, wtzw. nowych ruchach religijnych czy grupach o prowieniencji New Age - można zauważyć podobne „magiczne" myślenie.

Problem tych relacji porusza m.in. Dominika Jaźwiecka-Bujalska w książce „Między magią a religią". Autorka starała się przebadać pod kątem magicznego myślenia księży, a więc osoby, które powinny być gwarantem czystości religijnych przekonań i zachowań. Jak cienka jest jednak często granica pomiędzy tym, co religijne, a tym, co magiczne, widać wyraźnie w ich odpowiedziach dotyczących tak różnych na pierwszy rzut oka spraw jak noszenie medalika i „uciekanie" przed czarnym kotem. Jeżeli w takich, dość błahych, sprawach religia miesza się z magią, to w przypadku objawień i cudów wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Do tego dochodzi magiczne rozumienie sensu relikwii, które zdecydowanie dominuje w ludowym katolicyzmie, wbrew temu, co próbują na ten temat mówić przedstawiciele Kościoła.

uznane i nieuznane

Znaczna część polskich katolików szuka znaków sacrum w świecie. Jest to na swój sposób oczywiste w religii, w której tak mocno podkreśla się możliwość osobistego kontaktu z Istotą Nadprzyrodzoną, chociażby przez modlitwę. Jednym z rodzajów takiej ingerencji są objawienia maryjne. Bardzo silny nurt maryjny obecny w Kościele opiera się w dużej mierze na rozmaitych „obecnościach" Maryi w świecie. Mówiąc językiem antropologii, jest on osadzony w magicznych przekonaniach i mirakularnych (czyli opartych na cudzie) kontekstach. Tak było w zasadzie od początku rozwoju kultu maryjnego i tak jest obecnie. Wystarczy przypomnieć, jak ważną rolę we współczesnym Kościele odgrywają wydarzenia i objawienia w Fatimie - z całym jej uwikłaniem w życie Jana Pawła II, z trzecią tajemnicą i jej spektakularnym ogłoszeniem. Ludzie masowo odwiedzają sanktuaria wybudowane na miejscu sławnych objawień - Lourdes, Licheń, Gietrzwałd, żeby wymienić te bardziej znane. Do tego dochodzi dość skomplikowana - także w sensie antropologii religii i socjologii, a nie tylko teologii -sprawa Medziugoria.

Objawienia są więc wpisane w doświadczenie współczesnego Kościoła. Nic więc dziwnego, że ogromne rzesze katolików są nastawione proobajwieniowo. Wielu ludzi z utęsknieniem czeka na kolejne tego typu doznania.

Prowadząc badania wśród pielgrzymów odwiedzających miejsca objawień maryjnych nieuznawanych przez Kościół, odkrywałem ciekawą rzecz. Mianowicie większość spośród setek, a nawet tysięcy przybywających tam ludzi stanowili działacze rozmaitych grup parafialnych, aktywnie uczestniczący w życiu Kościoła. Nie przeszkadzało im to, że Kościół o tych miejscach wypowiedział się negatywnie. Ich „głód" doświadczeń mirakularnych i świadomość możliwości bardzo bliskiego, a nawet bezpośredniego obcowania z sacrum, np. przez kontakt z osobą doświadczającą objawień, był dużo ważniejszy niż zakazy pielgrzymowania w takie miejsca.

w księgarni i w internecie

Gdy ktoś nie może podróżować w pogoni za objawieniami, wystarczy, że wejdzie do katolickiej księgarni. Liczba wydawnictw poświęconych objawieniom i cudom pokazuje, jak wielką cieszą się popularnością. W księgarniach katolickich znajdują się jednak też książki, które opisują w sposób pozytywny przypadki objawień jeszcze niezbadanych, bardzo wątpliwych, kontrowersyjnych, a nawet teologicznie podejrzanych. Są więc publikacje dotyczące - odrzucanego przez Kościół - objawienia w hiszpańskim Garabandal. Miejsce to, znane jest m.in. z szokujących filmów, w których osoby widzące Maryję wykonywały szaleńcze biegi tyłem. Można też spotkać teksty opisujące - również nieuznane - objawienia w koreańskim Naju, gdzie oprócz wizji miał miejsce cud przeistoczenia się hostii w ciało Jezusa, w ustach wizjonerki. Zostało to nawet sfotografowane! W księgarniach na jednej półce znajdują się książki kontrowersyjnych misty-czek, Marii Valtorty (Kościół zaprzecza, jakoby jej książka „Poemat Boga-człowieka" miała nadprzyrodzony charakter) czy Vasuli Ryden („Prawdziwe Życie w Bogu" zostało uznane za jej osobiste przemyślenia, a nie Boże objawienie), świadectwa współczesnych widzących z Ameryki Południowej, Glorii Polo (dentystki porażonej piorunem) czy Cataliny Rivas (boliwijskiej mistyczki, której objawienia jeszcze trwają), obok wizji błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich (której objawienia też nie są jednoznaczne) i uznanego przez Kościół orędzia s. Faustyny.

Wraz z rozwojem techniki pojawiają się także rozmaite strony internetowe i blogi, na których także zacierane są granice pomiędzy objawieniami uznawanymi przez Kościół a przypadkami - delikatnie mówiąc - wątpliwymi. Teksty objawień z miejsc uznanych, oficjalnych i tych zakazanych, niezyskujących akceptacji, są bardzo podobne. Zarówno forma, jak i treść to jeden rodzaj religijnego języka. Oczywiście - i takie głosy słychać - możliwe jest po prostu przepisywanie, kopiowanie stylu tekstów objawień z Fatimy czy z Medziugoria. Jednak z drugiej strony trudno nie zgodzić się z inną tezą, w której dowodzi się, że Maryja po prostu wszędzie mówi w podobny sposób. Same teksty często są na bardzo dużym poziomie ogólności i stanowią wezwania do życia zgodnego z nakazami religii oraz nawoływania do modlitwy, zwłaszcza różańcowej. Rzadko mówią o czymś więcej - ale i takie się zdarzają. Przykładem są objawienia św. Faustyny, na podstawie których powstał słynny obraz oraz ogłoszono święto Bożego Miłosierdzia.

Nowinki, do których teolodzy podchodzą sceptycznie, zdarzały się tak w Medziugoriu -o którym Kościół jeszcze się ostatecznie nie wypowiedział - jak i w miejscach zdecydowanie negatywnie przez Kościół ocenianych, np. w Oławie. Z badań prowadzonych wśród ludzi czytających orędzia z objawień wynika jednak, że to nie sama treść jest w centrum ich zainteresowań, ale przede wszystkim ich nadprzyrodzone pochodzenie.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl