Biblia
jest moim lustrem
z o. JACKIEM PRUSAKIEM,
jezuitą, teologiem, psychoterapeutą
rozmawia Marta Wielek
jezuitą, teologiem, psychoterapeutą
rozmawia Marta Wielek
Ojcze, w księgarniach można spotkać wiele poradników, które próbują nam pomóc w odkrywaniu, poznawaniu siebie. Skąd bierze się w nas przekonanie, że za słabo siebie znamy?
Nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że wszyscy mamy świadomość, że znamy siebie za mało, a co za tym idzie – odczuwamy potrzebę poznawania siebie. Z prowadzonych w Polsce badań wynika raczej, że większość z nas uważa, że zna siebie całkiem nieźle.
Nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że wszyscy mamy świadomość, że znamy siebie za mało, a co za tym idzie – odczuwamy potrzebę poznawania siebie. Z prowadzonych w Polsce badań wynika raczej, że większość z nas uważa, że zna siebie całkiem nieźle.
Na pytania, „czy można poznać innego człowieka” i „czy można poznać samego siebie”, przytłaczająca większość badanych odpowiadała twierdząco. Okazało się też, że zazwyczaj uważamy, iż siebie możemy poznać lepiej niż innych. Co ciekawe, podczas tego badania zaobserwowano, że mężczyźni oceniają swoją zdolność poznania innych ludzi dużo wyżej niż kobiety. Psycholodzy podkreślają jednak, że ani poznanie samych siebie nie jest łatwiejsze od poznania innych ludzi, ani nasze subiektywne przekonanie o dobrej znajomości siebie samego
nie może być przyjmowane bezkrytycznie. Jeśli już podejmujemy trud samoobserwacji, to najczęściej czynimy to przy pomocy takich filtrów, które każą nam widzieć siebie dużo korzystniej niż jest to w rzeczywistości. Dokonując samooceny, okłamujemy się. Nie dopuszczamy do swojej świadomości tego, że – jak każdy – posiadamy swoje ograniczenia i popełniamy błędy. Mamy natomiast tendencję do zwracania uwagi na swoje dobre strony, do wyolbrzymiania swoich zalet; zaś w stosunku do innych ludzi – do dostrzegania głównie ich słabości, szczególnie wtedy, kiedy o coś z nimi rywalizujemy. Jest to zjawisko powszechne. Odkrywanie prawdy o sobie, jakie proponują poradniki, ma służyć rozwiązaniu konkretnego problemu, a to jest coś innego niż chęć poznawania siebie, która towarzyszy człowiekowi od
wieków. Ta idea jest obecna w filozofi i i religii, szczególnie w mistyce: poznać siebie, aby stać się tym, kim się tak naprawdę jest.
Ojciec uważa, że takie wniknięcie w siebie jest możliwe?
Myślę, że jest to możliwe, ale tylko do pewnego stopnia i na określonych warunkach. Nasza możliwość poznania samych siebie jest bowiem ograniczona. Mamy różną zdolność do samoobserwacji i okazuje się, że nawet na tak elementarnym poziomie, jak rozpoznanie siebie lub ocena fizycznych „parametrów” własnego ciała, popełniamy znaczące błędy. Nie każdy ma na tyle rozwiniętą zdolność introspekcji, żeby umieć nazywać to, co w sobie odkrywa. A bez umiejętności nazwania pewnych rzeczy, nie znamy siebie. Możemy coś przeżywać i przyglądać się temu, ale jeśli nie potrafi my tego zwerbalizować, nadal nie wiemy, co to jest i najczęściej nie chcemy mieć z tym nic wspólnego. Niektórzy psycholodzy podkreślają również, że przed poznaniem prawdy o sobie chronią nas różnego rodzaju mechanizmy obronne, których rolą jest chronienie naszej psychiki, naszego wizerunku siebie, przed tym wszystkim, co mogłoby nam sprawić cierpienie, wstyd czy upokorzenie.
Można powiedzieć, że poznanie siebie to umiejętność nazywania tego, co się przeżywa?
Nie, to jest tylko część tego procesu. W psychologii podkreśla się, że poznanie człowieka odbywa się na pięciu płaszczyznach. Zaczynamy od poznania fizycznych właściwości człowieka („jak on wygląda?”, „jak reaguje jego organizm?”). Potem obserwujemy jego działanie („co robi?”, „jakie jest to, co robi”) i przyglądamy się jego reakcjom i emocjom („co przeżywa?”, „czy to dla niego ważne?”). W następnej kolejności szukamy jego cech wewnętrznych („jakie względnie trwałe cechy charakteru można u niego zaobserwować?”). Na koniec interpretujemy te obserwacje w kategoriach znaczenia, sensu, użyteczności („jaką to spełnia dla niego funkcję?”, „jakie to ma dla niego znacze-nie?”). Odpowiedzi na te pytania wyznaczają stopień poznania człowieka. W psychoterapii nauka poznawania siebie wymaga natomiast, po pierwsze, lepszego kontaktu ze światem swoich emocji, po drugie, świadomości, jakie schematy poznawcze rządzą naszym życiem, i po trzecie, określenia, jaki te emocje i myśli mają wpływ na nasze zachowanie. Umiejętność powiązania wymiarów: emocjonalnego,intelektualnego i postaw nazywa się poznaniem samego siebie.
To jest samoobserwacja na poziomie psychologicznym, a czy można ją wykorzystać w poznawaniu siebie na płaszczyźnie duchowej?
Może być w nim pomocna, warto ją więc kształcić i rozwijać, ale na poziomie duchowym ona już nie wystarczy. Na płaszczyźnie duchowej poznanie siebie ma służyć tak naprawdę poznawaniu tego, że jestem obrazem Boga. Wskazuje na to tradycja duchowości katolickiej: już w V w. św. Augustyn mówił, że jeśli chce się poznać Boga, to trzeba najpierw poznać samego siebie.
- fragment
Ojciec uważa, że takie wniknięcie w siebie jest możliwe?
Myślę, że jest to możliwe, ale tylko do pewnego stopnia i na określonych warunkach. Nasza możliwość poznania samych siebie jest bowiem ograniczona. Mamy różną zdolność do samoobserwacji i okazuje się, że nawet na tak elementarnym poziomie, jak rozpoznanie siebie lub ocena fizycznych „parametrów” własnego ciała, popełniamy znaczące błędy. Nie każdy ma na tyle rozwiniętą zdolność introspekcji, żeby umieć nazywać to, co w sobie odkrywa. A bez umiejętności nazwania pewnych rzeczy, nie znamy siebie. Możemy coś przeżywać i przyglądać się temu, ale jeśli nie potrafi my tego zwerbalizować, nadal nie wiemy, co to jest i najczęściej nie chcemy mieć z tym nic wspólnego. Niektórzy psycholodzy podkreślają również, że przed poznaniem prawdy o sobie chronią nas różnego rodzaju mechanizmy obronne, których rolą jest chronienie naszej psychiki, naszego wizerunku siebie, przed tym wszystkim, co mogłoby nam sprawić cierpienie, wstyd czy upokorzenie.
Można powiedzieć, że poznanie siebie to umiejętność nazywania tego, co się przeżywa?
Nie, to jest tylko część tego procesu. W psychologii podkreśla się, że poznanie człowieka odbywa się na pięciu płaszczyznach. Zaczynamy od poznania fizycznych właściwości człowieka („jak on wygląda?”, „jak reaguje jego organizm?”). Potem obserwujemy jego działanie („co robi?”, „jakie jest to, co robi”) i przyglądamy się jego reakcjom i emocjom („co przeżywa?”, „czy to dla niego ważne?”). W następnej kolejności szukamy jego cech wewnętrznych („jakie względnie trwałe cechy charakteru można u niego zaobserwować?”). Na koniec interpretujemy te obserwacje w kategoriach znaczenia, sensu, użyteczności („jaką to spełnia dla niego funkcję?”, „jakie to ma dla niego znacze-nie?”). Odpowiedzi na te pytania wyznaczają stopień poznania człowieka. W psychoterapii nauka poznawania siebie wymaga natomiast, po pierwsze, lepszego kontaktu ze światem swoich emocji, po drugie, świadomości, jakie schematy poznawcze rządzą naszym życiem, i po trzecie, określenia, jaki te emocje i myśli mają wpływ na nasze zachowanie. Umiejętność powiązania wymiarów: emocjonalnego,intelektualnego i postaw nazywa się poznaniem samego siebie.
To jest samoobserwacja na poziomie psychologicznym, a czy można ją wykorzystać w poznawaniu siebie na płaszczyźnie duchowej?
Może być w nim pomocna, warto ją więc kształcić i rozwijać, ale na poziomie duchowym ona już nie wystarczy. Na płaszczyźnie duchowej poznanie siebie ma służyć tak naprawdę poznawaniu tego, że jestem obrazem Boga. Wskazuje na to tradycja duchowości katolickiej: już w V w. św. Augustyn mówił, że jeśli chce się poznać Boga, to trzeba najpierw poznać samego siebie.
- fragment



