Odpusty

oferta Kościoła?

KS. JAN KRACIK
„Do odpustów podchodzono nieraz powierzchownie, to szkodzi temu darowi Bożemu, rzucając cień na same prawdy i wartości podawane przez nauczanie Kościoła". Tymi słowami 29 września 1999 r. Jan Paweł II przygotowywał wiernych do uzyskania jubileuszowego odpustu roku 2000

Przykładem tej powierzchowności mogłoby być ciągle żywe kojarzenie odpustu z jego folklorystyczną oprawą przykościelnych kramów w dzień patrona parafii. Z historii pamiętamy zapewne handel odpustami, który stał się przyczyną wystąpienia Lutra. Zdaniem papieża, wokół tego „delikatnego tematu" powstało wiele historycznych nieporozumień, które negatywnie odbiły się na jedności chrześcijan.

Do pytań o historię odpustów dochodzi także pytanie o rozumienie jego współczesnej katechizmowej definicji: „darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy". Jak bowiem rozumieć przebaczenie winy, za którą i tak czeka winnego jakaś kara doczesna, chyba że podejmie on niewielki wysiłek i odmówi przepisaną modlitwę, najlepiej we wskazanym podczas jubileuszu kościele.

zacznijmy od historii

W pierwotnym Kościele odpuszczanie najcięższych grzechów (zabójstwo, zaparcie się wiary, cudzołóstwo) poprzedzała długotrwała pokuta, która wyłączała z eucharystycznej wspólnoty. Czas oczekiwania na komunię z Kościołem skracało pokutnikom wstawiennictwo współwyznawców, którzy w czasie prześladowań przeżyli więzienie i tortury. W V w. publiczną pokutę zaczęto zastępować wyznaniem win przed kapłanem. Wędrujący po Europie, Irlandii i Szkocji mnisi upowszechnili praktykę powtarzanej, gdy tylko trzeba, spowiedzi indywidualnej. Kapłan wyznaczał penitentowi odpowiednią do rodzaju i wielkości jego grzechu pokutę (modlitwy, posty, jałmużny), przewidzianą w specjalnym wykazie. Po jej odbyciu, a trwało to od kilkunastu dni do kilku nawet lat, następowało rozgrzeszenie.

W X w. upowszechniło się udzielanie absolucji przed odbyciem pokuty, a tę coraz bardziej skracano. Po wielowiekowej praktyce wiązania winy i surowej pokuty taryfowej rozgrzeszeni prosili jednak spowiedników, aby ci modlili się za nimi o darowanie czy łagodzenie doczesnych (czyli trwających czasowo) kar, których spodziewali się na tym świecie lub w czyśćcu od Boga miłosiernego, ale i sprawiedliwego. Żywa pamięć o obu tych przymiotach Boskich splatała ufną wiarę w grzechów odpuszczenie ze świadomością konieczności zadośćuczynienia. To duchowo pojmowane wstawiennictwo księży stawało się czasem jurysdykcyjnym, włączonym nie tylko w duszpasterstwo, ale i w praktykę administracyjną działaniem, zachętą, premią za podjęte dobre czyny. Rodziły się odpusty.

Początkowo papieże i biskupi udzielali ich całkiem oszczędnie. Ci, którzy pojednani z Bogiem spełnią wskazane uczynki czy odmówią zalecane modlitwy, zyskają np. 100 dni odpustu, czyli zostaną odciążeni od takiej części doczesnych kar za grzechy, za jakie ongiś obowiązywało 100 dni pokuty. Spowiednik mógł dostosować rodzaj pokuty do możliwości grzesznika (np. ciężko pracującemu ująć postu, a dodać modlitwy) i łagodzić ją własnym wstawiennictwem czy umartwieniem. W taki sposób odpust - wyrosły z indywidualnej praktyki pokutnej - stawał się łaską przydzielaną odgórnie, a czerpaną z zarządzanego przez Kościół nieprzebranego funduszu zasług Chrystusa i świętych.

W XIII w. upowszechniły się w Kościele - wzmacniając się nawzajem - nauki o czyśćcu i odpustach. Strach o los zmarłych i własny wzmagał zapotrzebowanie na ten środek łagodzący ciężkie pokuty pośmiertne za odpuszczone już grzechy. Kościoły, zakony, bractwa szturmowały Rzym, wypraszając tam coraz więcej odpustów, bo te przyciągały do ich świątyń tłumy, a wśród nich licznych dobrodziejów. Ludzie mnożyli jałmużny, pielgrzymki, zamawiali Msze i odmawiali modlitwy, z którymi związane były odpusty - coraz większe, mierzone w miesiącach, latach, później już w setkach i tysiącach lat. Przy rzadszych zaś okazjach (zaczęło się od krucjat), takich jak wielkie jubileusze (obchodzone od 1300 r.), co 100, a potem co 25 lat, można było uzyskać odpust zupełny.

odpustowa rachunkowość

Odpustowa arytmetyka, bilansująca winy i kary, bliska była ludziom rozwijających się miast, w których kupcy zapisywali swe księgi zysków i strat. Groziła ona jednak nazbyt mechanicznym pojmowaniem odpustu, przesłaniając podstawowy warunek uzyskania go, czyli stan rzeczywistego odwrócenia od grzechu. Przeciętnego pątnika interesowała nie tyle moralna postawa jego życia, co owe fascynujące liczby. Oto za samo spojrzenie na chustę św. Weroniki w Rzymie mógł otrzymać 12 tysięcy lat odpustu, a nawiedzenie mnóstwa relikwii zgromadzonych przez księcia w kaplicy zamkowej w Wittenberdze (ta sama, na której drzwiach w 1517 r. Luter miał wywiesić swoje 95 tez) pozwalało uzyskać od razu 127 799 lat odpustu.

Teologowie, którzy zajęli się poważniej praktyką odpustową na przełomie XII i XIII w. podkreślali konieczność odpowiedniej pokuty za poszczególne grzechy (uzyskanie odpustu nie zastąpi abstynencji i postu za pijaństwo i obżarstwo). Wszak ten, kto żałuje za grzechy, gotów jest spełniać pokutne czyny, a nie ich unikać. Św. Tomasz z Akwinu, choć bronił odpustów, przyznawał, że inne akty zadośćuczynienia są od nich lepsze. Mistycy XIV i XV w. pozostawali wierni Kościołowi, skupiali się jednak na bezpośredniej relacji człowieka do Boga, dystansując się milcząco od odpustowej rachunkowości.

Zdecydowanymi przeciwnikami odpustów byli zwolennicy średniowiecznych herezji, zwłaszcza te krucjaty przeciw nim (np. katarom, husytom) premiowano odpustami. Polemizując z reformacją, Sobór Trydencki stwierdził, że Kościół ma Boskie pełnomocnictwo udzielania odpustów, a praktyka ta potrzebuje tylko oczyszczenia z nadużyć. W barokowej pobożności odpusty odegrały znów wielką rolę w popularyzowaniu bractw, nabożeństw i miejsc pielgrzymkowych.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl