Uwolnieni
od wyścigu szczurów
KS. GRZEGORZ STRZELCZYK
Jedno z najstarszych wyznań wiary w Chrystusa wyraża się w słowach św. Pawła: Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie (Rz 10,9). Jest to swoisty „przepis na zbawienie". Chrześcijaństwo narodziło się bowiem z doświadczenia, że to w Jezusie Chrystusie, umarłym i zmartwychwstałym, Bóg Ojciec ofiarował każdemu człowiekowi zbawienie, które dokonuje się przez dar Ducha Świętego
Pojęcia „zbawienie" używamy prawie wyłącznie w języku religijnym, dlatego istnieje niebezpieczeństwo rozluźniania się jego związku z codziennym życiem, stopniowego zacierania się jego znaczenia, aż po zupełne niezrozumienie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że z takim właśnie procesem mamy współcześnie do czynienia.
Dochodzimy w tym miejscu do sedna problemu. Otóż o kształcie potrzeby zbawienia decyduje w dużej mierze egzystencjalna sytuacja człowieka, a w szczególności poziom zrozumienia rzeczywistości, w której żyje. Na przykład ludy pierwotne, nieposiadające wiedzy koniecznej do wyjaśnienia naturalnych zjawisk przyrody, takich jak choćby burze z błyskawicami, przez zbawienie rozumiały ochronę (ze strony bóstw, duchów przodków etc.) przed zgubnymi skutkami tych zjawisk. Można zaryzykować twierdzenie, że im bardziej tajemniczym i niebezpiecznym jawił się świat, tym łatwiej człowiek uświadamiał sobie swoją niewystarczalność i bezradność i tym intensywniej angażował się w sferę religijną. Oczywiście tego typu potrzeba zbawienia (i religijność) wynikała w dużej mierze z lęku: „Moje losy zależą od jakichś potężnych i kapryśnych istot, muszę zatem poddać się ich woli (przestrzegać tabu), obłaskawiać je ofiarami itp., bo inaczej stanie się coś strasznego…". W konsekwencji człowiek stara się zachowywać bezpieczny dystans od bóstw, powierzając kontakt z nimi specjalistom - kapłanom. Jednocześnie pilnuje przede wszystkim poprawności zewnętrznego rytuału, którego przekroczenie mogłoby sprowadzić zemstę i gniew tychże bóstw, mogącą objąć nawet kilka pokoleń. Taka religijność jest w istocie bardzo bliska magii, gdyż chodzi w niej o to, by za pomocą odpowiednich zabiegów zapewnić sobie przychylność sił wyższych.
W swoim nauczaniu Chrystus ostatecznie odrzucił upraszczające interpretacje: Bóg jednako sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. (Mt 5, 45). Prawdziwym problemem człowieka nie jest bowiem to, co dzieje się „na zewnątrz" - świat, w którym żyje - lecz to, co dzieje się w jego wnętrzu. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli. (Mk 7, 21). To „serce" musi doznać przemiany, tak aby zakrólowała w nim miłość do Boga i ludzi. Co zapoczątkowuje taką przemianę? Spotkanie z Chrystusem! Kto do Niego przychodzi z wiarą, doświadcza Bożego działania, które może się objawiać w różnych formach. Jezus jasno jednak wskazuje, że najważniejsze jest pojednanie z Bogiem. Doskonale wyraża to scena uzdrowienia paralityka (por. Mt 9, 2-7). Mimo że wszyscy zgromadzeni oczekują uzdrowienia fizycznego, Jezus najpierw odpuszcza grzechy. Uczniowie zrozumieli doskonale ten Chrystusowy priorytet, doświadczając zmartwychwstania i zesłania Ducha Świętego. Św. Paweł mógł jasno pisać do Koryntian: w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów (2 Kor 5,19), a do Efezjan: Przez Niego (…) w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca. A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga (Ef 2, 18-19). Doświadczenie to było tak bogate, że autorzy Nowego Testamentu posłużyli się różnymi obrazami czy modelami, mającymi wyjaśnić, na czym polega zbawcze dzieło Chrystusa i jakie są jego skutki dla nas. Mówią na przykład o wyzwoleniu, nowym narodzeniu, wykupie, ofierze, uświęceniu. Każde z tych określeń wyraża coś z bogactwa daru zbawienia, nie wyczerpuje jednak głębi jego znaczeń.
- fragment
z naturalnej potrzeby
Warto zacząć od przypomnienia, że idea zbawienia nie jest wyłącznie chrześcijańska. Przeciwnie - należy do najbardziej podstawowych religijnych intuicji ludzkości, a to oznacza, że jej chrześcijańska treść może przeplatać się z innymi treściami obecnymi w kulturach, w których żyją chrześcijanie. Przyjrzyjmy się doświadczeniu, które prowadzi do postawienia pytania o zbawienie. Można je wyrazić następująco: „Czuję, wiem, doświadczam, że ze mną, z moim życiem, z innymi, ze światem jest coś nie tak, i to na tyle, że nie potrafię temu samodzielnie zaradzić". Takie doświadczenie może być bardziej lub mniej intensywne, może obejmować więcej lub mniej obszarów życia. Gdy jednak człowiek je sobie uświadamia, odkrywa potrzebę bycia zbawionym, potrzebę czegoś, co radykalnie zmieni sytuację, lub kogoś, kto tego dokona.Dochodzimy w tym miejscu do sedna problemu. Otóż o kształcie potrzeby zbawienia decyduje w dużej mierze egzystencjalna sytuacja człowieka, a w szczególności poziom zrozumienia rzeczywistości, w której żyje. Na przykład ludy pierwotne, nieposiadające wiedzy koniecznej do wyjaśnienia naturalnych zjawisk przyrody, takich jak choćby burze z błyskawicami, przez zbawienie rozumiały ochronę (ze strony bóstw, duchów przodków etc.) przed zgubnymi skutkami tych zjawisk. Można zaryzykować twierdzenie, że im bardziej tajemniczym i niebezpiecznym jawił się świat, tym łatwiej człowiek uświadamiał sobie swoją niewystarczalność i bezradność i tym intensywniej angażował się w sferę religijną. Oczywiście tego typu potrzeba zbawienia (i religijność) wynikała w dużej mierze z lęku: „Moje losy zależą od jakichś potężnych i kapryśnych istot, muszę zatem poddać się ich woli (przestrzegać tabu), obłaskawiać je ofiarami itp., bo inaczej stanie się coś strasznego…". W konsekwencji człowiek stara się zachowywać bezpieczny dystans od bóstw, powierzając kontakt z nimi specjalistom - kapłanom. Jednocześnie pilnuje przede wszystkim poprawności zewnętrznego rytuału, którego przekroczenie mogłoby sprowadzić zemstę i gniew tychże bóstw, mogącą objąć nawet kilka pokoleń. Taka religijność jest w istocie bardzo bliska magii, gdyż chodzi w niej o to, by za pomocą odpowiednich zabiegów zapewnić sobie przychylność sił wyższych.
wyjść poza magię
Jeśli zajrzymy na karty Starego Testamentu, zwłaszcza ksiąg prorockich, przekonamy się, że jedną z podstawowych trudności, z którą musieli się zmagać duchowi przywódcy Izraela, było właśnie nieustanne odchodzenie ludu wybranego w stronę magicznego pojmowania zbawienia. Stąd brały się ostre napomnienia, że ważniejsze są sprawiedliwość, troska o ubogich, niż składanie ofiar, a istotą religijności jest wierność Bogu, polegająca na przylgnięciu do niego sercem. W Starym Testamencie powszechnie przyjmowany był jeszcze bezpośredni związek pomyślnego, dostatniego życia z wiernością Bogu. Bogactwo, zdrowie, potomstwo rozumiane były jako zbawcza nagroda za wierność przymierzu, natomiast wszelkiego rodzaju nieszczęścia postrzegane jako kara za grzech. Dopiero najbliższe Nowemu Testamentowi księgi mądrościowe, a zwłaszcza Księga Hioba, zwracają uwagę, że wcale tak nie jest i że w istocie związek pomiędzy nieszczęściem a wiernością Bogu pozostaje tajemnicą.W swoim nauczaniu Chrystus ostatecznie odrzucił upraszczające interpretacje: Bóg jednako sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. (Mt 5, 45). Prawdziwym problemem człowieka nie jest bowiem to, co dzieje się „na zewnątrz" - świat, w którym żyje - lecz to, co dzieje się w jego wnętrzu. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli. (Mk 7, 21). To „serce" musi doznać przemiany, tak aby zakrólowała w nim miłość do Boga i ludzi. Co zapoczątkowuje taką przemianę? Spotkanie z Chrystusem! Kto do Niego przychodzi z wiarą, doświadcza Bożego działania, które może się objawiać w różnych formach. Jezus jasno jednak wskazuje, że najważniejsze jest pojednanie z Bogiem. Doskonale wyraża to scena uzdrowienia paralityka (por. Mt 9, 2-7). Mimo że wszyscy zgromadzeni oczekują uzdrowienia fizycznego, Jezus najpierw odpuszcza grzechy. Uczniowie zrozumieli doskonale ten Chrystusowy priorytet, doświadczając zmartwychwstania i zesłania Ducha Świętego. Św. Paweł mógł jasno pisać do Koryntian: w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów (2 Kor 5,19), a do Efezjan: Przez Niego (…) w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca. A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga (Ef 2, 18-19). Doświadczenie to było tak bogate, że autorzy Nowego Testamentu posłużyli się różnymi obrazami czy modelami, mającymi wyjaśnić, na czym polega zbawcze dzieło Chrystusa i jakie są jego skutki dla nas. Mówią na przykład o wyzwoleniu, nowym narodzeniu, wykupie, ofierze, uświęceniu. Każde z tych określeń wyraża coś z bogactwa daru zbawienia, nie wyczerpuje jednak głębi jego znaczeń.
- fragment



