co się z nami dzieje

po śmierci

KS. GRZEGORZ STRZELCZYK
Pierwsze pokolenia chrześcijan żyły w przekonaniu, że Pan przyjdzie wkrótce, naj­prawdopodobniej jeszcze za ich życia (por. 1 Tes 4,15-17), a nawet jeśli ktoś umrze wcześniej, to jego czas oczekiwania na zmartwychwstanie będzie bardzo krótki. Z tego też powodu najwcześniejsza teologia chrześcijańska prawie zupełnie nie zaj­mowała się poszukiwaniem odpowiedzi na pytania o to, co właściwie dzieje się ze zmarłymi po śmierci, a przed zmartwychwstaniem


Chrześcijaństwo narodziło się ze zmartwychwstania Chrystusa, a więc z wydarzenia, w którym ludzka śmierć została przezwy­ciężona mocą Bożą. Znaczenie tego wydarzenia stanowi rdzeń chrześcijańskiej nadziei: kresem życia nie jest śmierć, bo w Chrystusie wszyscy będą ożywieni (1 Kor 15, 23). Zgodnie z zapo­wiedzią samego Jezusa (por. J 14, 3), dokona się to przy Jego powtórnym, pełnym chwały przyjściu (paruzja), które zaowocuje także odnowieniem całej stworzonej rzeczywistości; 2 List św. Piotra mówi o nowym niebie i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość (3,13).

trzy intuicje

Lata mijały i wyglądane z niecierpliwością po­wtórne przyjście Chrystusa nie następowało. Dla wielu musiał to być powód do sporego niepokoju, to z kolei prowokowało reakcje ze strony odpo­wiedzialnych za wspólnoty. Nowy Testament za­rejestrował pierwsze próby wyjaśniania przyczyn „opóźnienia": Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia (2 P 3, 9). Pytania o los zmarłych nie można było jednak ignorować, dlatego w kolejnych wiekach zaczęły się pojawiać pierwsze próby odpowiedzi. Jako fundament teologiczny służyły przede wszystkim trzy intuicje obecne w tradycji Starego Testamen­tu.

Pierwsza dotyczyła pytania analogicznego do tego, przed jakim stanęli chrześcijanie: co się dzieje ze zmarłymi przed Dniem Sądu? Żydzi posługiwali się koncepcją szeolu - otchłani, która była czymś w rodzaju magazynu zmarłych. Uda­wał się do niego każdy, bez względu na to, jak żył, by oczekiwać na sąd. W szeolu przebywały niejako „cienie" ludzi - nie była to kraina życia, ale też nie piekło w rozumieniu „miejsca" kary. Egzystencja trwała, ale jakby w stanie uśpienia (nawet nie wychwala się tam Boga - por. np. Ps 6, 6, Ba 2,17). Druga intuicja nie jest oryginalnie żydowska, stanowi zapożyczenie ze świata greckiego; chodzi o ideę nieśmiertelności duszy. Dzięki niej można było wskazać na rację ciągłości ludzkiej egzystencji pomiędzy śmiercią a oczekiwanym w dniu Pańskim zmartwychwstaniem ciała.

Intuicja trzecia pochodziła natomiast z praktyki pobożności: Żydzi modlili się i składali ofiary za zmarłych, a więc wierzyli, że możliwe jest przeka­zywanie dobra także tym, którzy nie żyją, oraz że można w jakiś sposób wpłynąć na ich pośmiertny los, wszystko bowiem zależy od miłosiernego Boga, który nie jest głuchy na modlitwę swego ludu.

Chrześcijanie w naturalny sposób odziedziczy­li te trzy intuicje, przy czym poważnej modyfikacji ulec musiała idea szeolu. Już z bardzo wczesny­mi interpretacjami zmartwychwstania Chrystusa wiązało się przekonanie, że wyprowadził On stamtąd sprawiedliwych, którzy już od momentu powstania z martwych Syna Boże­go cieszą się owocami zbawienia. Nie jest to jeszcze absolutna peł­nia, która przyjdzie wyłącznie ze zmartwychwstaniem ciała w dniu powtórnego przyjścia Chrystusa, ale jest to już stan jasno i definityw­nie określony (do „dobrego łotra" Jezus mówi: dziś ze mną będziesz w raju - Łk 23, 43). Zbawieni po śmierci przebywają tam, gdzie Chrystus przygotował im miejsce - u Ojca. Oczywiście takie prze­konanie miało też swą „ciemną" stronę - dla nieprawych nie ma miejsca w domu Ojca, muszą oni zatem iść „na zewnątrz - w ciem­ności", gdzie jest „płacz i zgrzytanie zębów" (por. Mt 25, 30).

czyściec - jeden czy kilka?

Wydawać by się mogło, że nie ma tu już właściwie miejsca na najbardziej charakterystyczny dla sze­olu stan niedookreślonego oczekiwania, zdecy­dowana polaryzacja pośmiertnego losu na niebo i piekło na pierwszy rzut oka go wyklucza. Żywa wśród chrześcijan praktyka modlitwy za zmarłych przypominała jednak - i nie mogło to ujść uwadze Ojców Kościoła pierwszych wieków - że przecież nie każdego śmierć zastaje w stanie absolutnej sprawiedliwości, czyli pełnej gotowości na wejście do domu Ojca. Jeśli modlimy się za zmarłych, to dlatego, że wierzymy, iż nasza modlitwa może im jakoś „dopomóc" także po śmierci. Zatem albo stan oddalenia od Boga jest jakoś odwracalny, albo oprócz stanów definitywnych - zbawienia i potępienia (nieba i piekła) - trzeba zakładać możliwość istnienia jeszcze jednego stanu „po­średniego" na drodze do zbawienia, stanu, w którym człowiek jakoś dojrzewa, dzięki modlitwie i ofierze żyjących sióstr i braci, do pełni jedności z Bogiem.

Idea „czasowego" tylko potępienia (zwana apokatastazą), które Bóg ostatecznie przezwycię­ży, tak że wszyscy, z szatanem włącznie, zostaną zbawieni na końcu czasów, pojawiała się w reflek­sji niektórych Ojców Kościoła, nigdy jednak nie zyskała powszechnej akceptacji. Uznanie jej za pewnik byłoby bowiem jednoznaczne z uznaniem, że grzech nie jest w stanie definitywnie oderwać człowieka od Boga. To z jednej strony stawiało­by pod znakiem zapytania rzeczywiste istnienie ludzkiej wolności, z drugiej - podważałoby sens poszukiwania Boga i wszelkiego moralnego wysiłku w życiu (po co mam się starać, jeśli i tak będę zbawiony?). Natomiast druga z możliwych interpretacji, zakładająca istnienie „stanu przej­ściowego", systematycznie zyskiwała na zna­czeniu w teologii łacińskiej i z czasem rozwinęła się w naukę o czyśćcu. Sama nazwa pojawiła się wprawdzie dopiero na początku XII w., ale główne intuicje znaleźć możemy już na przykład u św. Augustyna, czyli na początku wieku V.

Starotestamentalny wątek szeolu był jeszcze wykorzystywany przez Ojców Kościoła przy próbie odpowiedzi na inne pytanie. Co mia­nowicie z tymi, którzy umierają bez chrztu, ale nie popełnili przed śmiercią żadnego grzechu? Chodziło zwłaszcza o dzieci. Z jednej strony panowało przekonanie, że chrzest z wody jest konieczny do zbawienia, z drugiej - trudno było przyjąć moż­liwość potępienia kogoś, kto żadną wolną decyzją Boga nie odrzucił. Niektórzy teologowie postulowali zatem możliwość istnienia jeszcze jednego stanu pośredniego, tym razem trwałego, do którego miałyby trafiać takie osoby (zwanego zwykle limbus puerorum). Otchłań ta nie byłaby ani miejscem potępienia, ani pełnego zbawienia. Inni szli jeszcze dalej, sugerując istnienie oddzielne­go stanu także dla świętych Starego Testamentu (limbus patrum). Jesz­cze w średniowieczu i w późniejszej scholastyce hipotezy te były mocno rozpowszechnione, nie stały się jednak częścią oficjalnego nauczania i współcześnie nie odgrywają już żadnej roli (Katechizm Kościoła Katolic­kiego mówi jedynie o niebie, czyśćcu i piekle).

decyzja

Jeżeli jednak - jak zakładają omówione powyżej intuicje - rozstrzygnięcie co do ostatecznego i losu człowieka dokonuje się zaraz po śmierci, a nie dopiero w momencie powszechnego zmartwychwstania, pojawia się kolejny problem. Boży Sąd, w ramach którego jawne staną się czyny wszystkich ludzi i zło zostanie ostatecznie [ unicestwione, związany jest wyraźnie z ponownym przyjściem Chrystusa i końcem czasów. Założyć więc trzeba, że zaraz po śmierci tak­że dokonuje się coś na kształt sądu, dotyczy jednak wyłącznie jednej osoby. Z tej intuicji rozwinęła się z czasem nauka o dwóch sądach: szczegółowym, zaraz po śmierci, oraz ostatecz­nym, towarzyszącym paruzji.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl