muzeum

dusz czyśćcowych

MARTA WIELEK
Podobno jest to w Rzymie jedyny neogotycki kościół - a właściwie mały kościółek wciśnięty w rząd kamienic, nad samym Tybrem. Mimo że znajduje się nieopodal Wa­tykanu, a więc w samym centrum Rzymu, nawet rodowici rzymianie mają kłopot ze wskazaniem drogi do niego. Wielu z nich nawet o nim nie słyszało. Tymczasem w jego wnętrzu mieści się niezwykła kolekcja, którą na przełomie XIX i XX w. zebrał pewien francuski franciszkanin. Nazwał ją Muzeum Dusz Czyśćcowych


Ów zakonnik, o. Victor Jouet, przybył do Rzymu prawdopodobnie w latach 80. XIX w. Długo szukał właściwego miejsca na nową świątynię. Miał nie­wiele pieniędzy, a bardzo zależało mu na atrakcyjnej lokalizacji. Znalazł wreszcie odpowiednią działkę tuż nad brzegiem Tybru, ale była ona bardzo wąska. Po nabyciu parceli zaczął więc poszukiwania architekta, który sprostałby ograniczeniom terenu i gustowi o. Joueta. Zanim to nastąpiło, o. Victor postanowił wybudować na wybranym miejscu niewielką kaplicę pod we­zwaniem Wstawiennictwa Najświętszego Serca Jezusowego. Została ona ukończona w czerwcu 1890 r.

ojciec od dusz czyśćcowych

Ksiądz Victor był gorącym orędownikiem nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa i modlitwy w intencji zmarłych. Dlatego trzy lata później założył Arcybractwo Serca Jezusowego dla Pomocy Duszom Czyśćcowym, skupiające ludzi, którzy modlili się i podejmowali wyrzecze­nia w intencji zmarłych. Podczas jednego z nabożeństw w listopadzie 1897 r. w kaplicy wybuchł pożar. W ogniu, który trawił ołtarz główny, kilka osób - w tym o. Victor - dostrzegło tajemniczą postać cierpią­cego człowieka. Wszyscy byli przekonani, że jakaś dusza czyśćcowa domaga się w ten sposób modlitwy w swojej intencji. W dodatku po ugaszeniu pożaru w miej­scu ukazania się postaci, na ścianie powstał smolisty ślad, w którym dostrzec można było wykrzywioną z bólu twarz. To było dla o. Victora przekonujące potwierdzenie sensu dzieła, które w tym miejscu rozpoczął. Zaczął się też interesować innymi materialnymi śladami „od­wiedzin" zmarłych z czyśćca. Z całej niemal Europy spro­wadzał świadectwa, które miały przekonać wiernych do modlitwy i poświęcenia za cierpiące dusze.

To, co odnalazł, umieszczał na wystawie z dokładnym opisem tego, gdzie i w jakich oko­licznościach pojawiły się tajemnicze znaki. W ten sposób powstało unikalne Muzeum Dusz Czyść­cowych. Interesował się nim żywo papież Pius X, a także jego następca Benedykt XV. W tamtym czasie kolekcja była znacznie większa niż teraz, ponieważ jeden z następców o. Victora usunął z wystawy te przedmioty, których dokumentacja mogła była niepewna. Eksponaty zostały zbada­ne przez ekspertów. Potwierdzili oni autentycz­ność materiałów, na których znajdują się ślady. Pochodzenie samych śladów przez wiele lat było trudne do zbadania, a obecnie nie budzą one chyba aż tak dużego zainteresowania, by ktoś zdecydował się poddać je wnikliwym analizom. Zresztą po śmierci o. Joueta w 1912 r. nikt chyba nie podjął się zadania systematycznego groma­dzenia kolejnych eksponatów, a działalność mu­zeum ograniczała się głównie do zabezpieczenia już istniejącej kolekcji.

muzeum w kościele

Budowę kościoła na miejscu spalonej kaplicy ukończono w 1917 r. Atmosfera, którą tworzy jego wystrój, nie pozostawia złudzeń, co leżało na sercu pomysłodawcy projektu. Nad wejściem znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca dusze w czyśćcu, a pod nią napis: „Do Najświętszego Serca Jezusowego, za dusze, które muszą odpokutować w ogniu czyśćcowym". Na kolumnach zwieńczających front kościoła umieszczone zostały rzeźby świętych, którzy albo propa­gowali naukę o czyśćcu, albo byli orędownikami modlitwy za zmarłych.

We wnętrzu świątyni stale panuje półmrok, w nawach bocznych znajdują się witra­że przedstawiające świętych oddanych modlitwie za dusze czyśćcowe, sceny z pożaru kaplicy oraz z innych spotkań z duszami proszą­cymi o wstawiennictwo. Nad głównym ołtarzem znajduje się obraz przedstawiający scenę wstawiennictwa do Najświętszego Serca Jezusa za zmarłych cierpią­cych w czyśćcu. W centrum obrazu umieszczony został Jezus w czerwonej szacie odkrywającej płonące serce. Obok Niego klęczą Maryja i św. Józef. Poniżej zwróceni ku Jezusowi aniołowie i święci wyciągają ręce w błagalnym geście. Jeden z aniołów towarzyszy kapłanowi, który odprawia Mszę św. Na samym dole widać pokutujące w czyśćcu dusze. Benedykt XV miał powiedzieć o tym obrazie, że jest on „wizualnym kompendium katolickiej doktryny czyśćca".

Na prawo od ołtarza znajduje się zakrystia. Tam można poprosić kogoś o otwarcie Muzeum Dusz Czyśćcowych, które obecnie mieści się w całości w niewielkiej gablocie umieszczonej na ścianie korytarza tuż za zakrystią. Eksponaty nie budzą już chyba takich emocji jak przed kilkoma dziesięcioleciami, bo rocznie odwiedza to miejsce zaledwie ok. 4 tys. osób. Podobno kilka lat temu rozważano nawet zamknięcie muzeum, również dlatego, że częściej od pobożnych wiernych przy­chodzili tu fascynaci zjawisk paranormalnych, a nawet sataniści. Na razie jednak muzeum jest czynne i można je odwiedzać w godzinach otwar­cia kościoła.

wypalone ślady

Wśród dziesięciu eksponatów zgromadzonych w gablocie można zobaczyć głównie odciski palców i dłoni wypalone na książkach i fragmentach tkanin. Przedmioty te zostały sprowadzone z Niemiec, Belgii, Francji, Austrii i Włoch, najstar­szy pochodzi z 1696 r., a najmłodszy z 1919 r. Z każdym z tych przedmiotów wiąże się niezwykła historia ukazania się żyjącej osobie zjawy z czyśćca.

Takie odwiedziny przeżył m.in. Józef Leleux. W nocy 21 czerwca 1789 r. pojawił się przed nim duch zmarłej przed 27 laty matki. Wypomniała mu, że nie uczestniczy w Mszach św. za jej duszę, mimo że ojciec wpisał to do testamentu jako jego obowiązek. Tylko pod tym warunkiem Józef mógł korzystać z pozostawionego mu przez rodziców spadku. Matka wyrzucała mu też rozwiązłe życie i błagała, aby się zmienił. Na pożegnanie położyła dłoń na rękawie jego nocnej koszuli. Pozostawiła na nim wypalony ślad. Pod wpływem tego wydarzenia Leleux nawrócił się i założył katolickie stowarzy­szenie dla ludzi świeckich. Wypalony ślad ręki widnieje też na egzem­plarzu książki „O naśladowaniu Chrystusa" należącym do Małgorzaty Demmerlez. W 1815 r., pracując w swoim gospo­darstwie, zobaczyła kobietę w ubraniu pielgrzyma, która schodziła po schodach sto­doły. Patrzyła na Małgorzatę smutnym wzrokiem i ciężko wzdychała. Przerażona Małgorzata zasięgnęła rady księdza i gdy kobieta pojawiła się następnym razem, zapy­tała ją, kim jest. Ta miała jej odpowiedzieć: „Jestem twoją teściową, która trzydzieści lat temu umarła przy porodzie. Udaj się z pielgrzymką do Sanktuarium Matki Boskiej w Mariental i zamów dla mnie dwie Msze święte". Po powrocie Małgorzaty z pielgrzymki teściowa po­jawiła się jeszcze raz, podziękowała i zostawiła ślad dłoni na książce.

Jest też w muzeum fotokopia banknotu o wartości 10 lirów. Pod zdjęciem można znaleźć informację, że jest to jeden z 30 takich banknotów, które znajdowano między sierpniem a listopadem 1919 r. w pewnym włoskim klasztorze. Miał je tam zostawiać ka­płan, który przed śmiercią mieszkał w tym klasztorze, by opłacić Msze św. w swojej intencji.

inne spragnione dusze

Rzymskie Muzeum Dusz Czyśćcowych nie jest jedynym miejscem na świecie, w którym przechowywane są podobne pamiątki. Na przykład w kościele w austriackim Hall przechowywany jest modlitewnik ze śladem kciuka. Zosta­wił go podobno w 1669 r. zmarły ksiądz z tej parafii, prosząc jedną z parafia­nek o modlitwę. Kciuk przepalił grubą okładkę modlitewnika i czterdzieści następnych stron. Miejscowy kowal, chcąc udowodnić, że to fałszerstwo, próbował wypalić podobną dziurę rozżarzonym narzędziem. Poddana eksperymentowi książeczka w całości jednak spłonęła.

Znany jest też cud, który miał miejsce w Pol­sce. Jego materialne świadectwo, korporał z wypalonym śladem dłoni, przechowywany jest na Jasnej Górze. Nie ma bezpośrednich relacji z tego, w jaki sposób ślad ten powstał, ale ist­nieje późniejsze świadectwo, które podaje jedną z możliwych wersji wydarzeń. Jest to opowieść pewnego księdza, który odwiedził Jasną Górę w 1890 r. Pokazano mu wtedy korporał, a opro­wadzający go zakonnik opowiedział mu pewną historię. Jakiś czas wcześniej dwóch księży paulinów obiecało sobie wzajemnie, że ten, który pierwszy umrze, da drugiemu jakiś znak z zaświatów. Kiedy jeden z nich zmarł i minęło już trochę czasu od jego śmierci, drugi zakonnik przypomniał sobie o tej obietnicy podczas spra­wowania Mszy św. Ponieważ zmarły współbrat nie dał do tej pory żadnego znaku, przyszło mu do głowy, że może nie ma życia po śmierci. W tym samym momencie na korporale, który wła­śnie składał po zakończeniu Mszy, pojawiła się ręka. Po chwili zniknęła, na korporale pozostał jednak wypalony ślad.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl