wreszcie będzie normalnie,

czyli liturgia o końcu świata

MATEUSZ PRZANOWSKI OP
Zanim zapytamy liturgię Kościoła o to, co chce nam powiedzieć o ostatecznym przyjściu Pana, musimy koniecznie zdać sobie sprawę z jej nieustannych kłopotów z czasem. Nie polegają one oczywiście na tym, że ma go za mało. Liturgia (przynajmniej ta właściwie sprawowana) jest jednym z ostatnich miejsc, gdzie komuś się spieszy. "Zmartwienie" liturgii bierze się raczej stąd, że czasu ma "za dużo", albo - mówiąc mniej tajemniczo - w celebracji liturgicznej nakładają się na siebie różne czasy: ten święty i ten codzienny, nasz własny, wewnętrzny i sekretny rytm życia

kłopoty liturgii z czasem

Ten nieco zawiły wywód niech trochę rozjaśni przykład z liturgii eucharystycznej. Co dzieje się, gdy kapłan wypowiada słowa: Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. To jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane? Po pierwsze wspomina słowa wypowiedziane przez Chrystusa, powtarza wydarzenie, które kiedyś miało miejsce i odeszło w przeszłość, tak jak miliony innych historii, które przeminęły. Uderzające jest jednak, że kapłan wypowiada te słowa w taki sposób, jakby wszystko, o czym mówi, działo się dziś, w tym momencie, i dosłownie stawało się na naszych oczach! Wszystko w liturgii dzieje się tu i teraz, a przeszłość staje się teraźniejszością.

Nietrudno spostrzec, że mało jeszcze z tego wynika dla naszej wiedzy o końcu czasów. Aby to zmienić, musimy odnaleźć czas przyszły w liturgii. Przyjście Pana jest przecież wydarzeniem, na które dopiero oczekujemy. Gdzie szukać czasu przyszłego liturgii? Z pomocą przychodzi nam część Mszy świętej zwana aklamacją. Znamy ją doskonale. Mszał podaje cztery aklamacje, z których zacytujmy dwie. Na słowa celebransa: "Wielka jest tajemnica naszej wiary", lud odpowiada: "Ile razy ten chleb spożywamy i pijemy z tego kielicha, głosimy śmierć Twoją, Panie, oczekując Twego przyjścia w chwale". I druga aklamacja, "po rzymsku" oszczędna w słowach i jednocześnie doskonale precyzyjna w swoim wyrazie. Celebrans mówi: "Tajemnica wiary", lud odpowiada: "Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci". Przypatrzmy się dokładniej pierwszej z nich. Modlimy się: "Ile razy ten chleb spożywamy i pijemy z tego kielicha, głosimy [teraźniejszość] śmierć Twoją, Panie [przeszłość], oczekując Twego przyjścia w chwale [przyszłość]". Ta krótka modlitwa jest jakby streszczeniem całej liturgii. Nie trzeba mozolnie wyłuskiwać z modlitw liturgicznych jakichś nawiązań do wydarzeń końca świata, bo liturgia dosłownie wszędzie o nim mówi! Oczywiście nie wprost, lecz każde słowo i każdy jej gest odsłania coś, co jest zapowiedzią, znakiem przyszłych zdarzeń i powtórnego przyjścia Chrystusa. Jeśli tylko ktoś ma uszy do słuchania i oczy zdolne patrzeć głęboko, to liturgia dostarczy mu wielu dowodów na to, że żyjemy w czasach ostatecznych. Mówi o tym pięknie jedna z modlitw pierwszego tygodnia Adwentu: "Panie, nasz Boże, mocą Twojej łaski przygotuj nasze serca, abyśmy byli godni wziąć udział w uczcie wiecznego życia i mogli otrzymać pokarm niebieski z rąk Jezusa Chrystusa, gdy przyjdzie w chwale".

odwrócona perspektywa

Amatorzy zakrojonych na apokaliptyczną skalę scen Sądu Ostatecznego nie znajdą w liturgii Kościoła nic, co mogłoby rozpalić ich wyobraźnię. Odejdą rozczarowani, gdyż mówi ona o końcu świata językiem oszczędnym i stonowanym. W modlitwach liturgicznych nie doszukamy się żadnych szczegółowych opisów, a nieliczne obecne w nich obrazy nie przekazują nic ponad to, co znajduje się w tekstach Pisma Świętego. Poszukiwacze dantejskich scen w zetknięciu z liturgią będą musieli zadać sobie pytanie nie tyle o swoją wizję końca świata, co raczej o własne spojrzenie na doczesność. O czym jest mowa, najlepiej wyjaśnią dwie modlitwy adwentowe: „Panie, Boże nasz, przyjdź, aby nas uwolnić, ukaż swoje oblicze, a będziemy zbawieni” (śpiew przed Ewangelią); „Boże, Ty w Chrystusie uczyniłeś nas nowym stworzeniem, wejrzyj łaskawie na dzieło swojego miłosierdzia i uwolnij nas od wszelkich skutków grzechu przez przyjście Twojego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa” (kolekta). To nie dzień ostatecznego nadejścia Pana jest powodem do zmartwienia i lęku, lecz raczej uwikłana w grzech teraźniejszość. Czy nie jest to odwrócenie perspektywy?

Nierzadko można spotkać się z tak strasznym przedstawieniem powtórnego przyjścia Syna Bożego, że aż budzącym mimowolną tęsknotę za w miarę spokojnym żywotem dnia dzisiejszego. Czas, w którym żyjemy, wydaje nam się „normalny”, przyjście Chrystusa zaś przedstawia się nam jako zdarzenie budzące grozę i zagrażające tej „normalności”.

Nic bardziej mylnego! Liturgia idzie w poprzek takim wyobrażeniom. To dzień przyjścia Pana jest „wyzwoleniem”, „uzdrowieniem” jest „uwolnieniem od grzechu i śmierci”, tryumfem światła nad ciemnością, spotkaniem z boskim Lekarzem. Liturgia nie ma żadnych złudzeń co do czasów, w których przyszło nam żyć. Dzień, w którym żyjemy, jest czasem walki, zmagania z grzechem, słabością i złym duchem. Dlatego z ufnością wypatruje powrotu Chrystusa – Wschodzącego Słońca, który wyrwie świat z mroków śmierci.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl