Jezus,

marginalny Żyd

DANIEL MARGUERAT
Jezus nie przestaje fascynować. Niemal co roku pojawia się jakaś nowa publikacja zapowiadająca nieznane rewelacje i obiecująca czytelnikom ukazanie oblicza „prawdziwego Jezusa". Niezależnie od tego anegdotycznego aspektu prowadzone są poważne badania dotyczące osoby Jezusa, Jego otoczenia na tle życia pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Historycy i archeolodzy, mimo rzeczywistych dokonań, podkreślają złożoność swoich poszukiwań, z których wyłaniają się różne twarze Jezusa

Kiedy Ernest Renan1 w 1863 r. pisał swojego „Jezusa", opierał się na przekonaniu, że nakreślenie duchowej drogi tej wyjątkowej postaci oraz zrekonstruowanie jej biografii jest w zasięgu możliwości historyka. Dzisiejsi badacze nie podzielają tego optymizmu.

Z jednej strony wiedzą, że scenariusz życia Jezusa jest dziełem Ewangelistów. Jednak o ile jest rzeczą pewną, że Jego publiczna działalność miała swój początek w Galilei, a swoje dramatyczne zakończenie w Jerozolimie podczas święta Paschy w 30 r., o tyle nikt nie jest w stanie ustalić dokładnie tego, co działo się między tymi dwoma wydarzeniami. Tradycja przekazała nam wiele elementów: słów, symbolicznych gestów, opisów uzdrowień, spotkań. Pierwszy połączył je w ciągłe opowiadanie św. Marek. Dziś panuje przekonanie, że możliwe jest zrekonstruowanie obrazu Jezusa, ale nie jego prawdziwej historii.

Z drugiej strony - i jest to paradoksem - Jezus wydaje nam się dzisiaj bardziej odległy niż dawniej. Ernest Renan widział Go jako człowieka duchowego, mistrza religii serca, któremu obca była sofistyka faryzeuszy, Jezusa czyniącego cuda na oczach tłumów, które tego od niego oczekiwały. Jego Jezus był postacią ponadczasową. Począwszy od lat pięćdziesiątych XX w. naukowcy badają też postać Jezusa w kontekście środowiska, z którego pochodził, a mianowicie palestyńskiego judaizmu I w. Ale do kogo był podobny? Czy był On jednym z proroków, czy rabinów, uzdrowicieli, czy mędrców? Ustalenie jednoznacznej odpowiedzi wydaje się dziś niemożliwe.

Dodatkowym czynnikiem, który wpływa na przebieg badań, są dokumenty źródłowe. Zrekonstruowane zostało tzw. źródło "Q". Jest to zbiór słów Jezusa, pochodzący z połowy lat 50 I w. [z którego mogli korzystać przy pisaniu Ewangelii święci Łukasz i Mateusz - przyp. red.]. Poza tekstami Łukasza i Marka badane są w pierwszym rzędzie niekanoniczne ewangelie Tomasza i Piotra, które zostały napisane w połowie II w. Chociaż pisma te są raczej świadectwem późnej reinterpretacji wydarzeń zbawczych, znajdują się w nich interesujące fragmenty, których nie zawierają Ewangelie kanoniczne. Na przykład w „Ewangelii Tomasza" w wersecie 82 czytamy: „Kto jest blisko Mnie, jest blisko ognia, a kto jest daleko ode Mnie, daleko jest od Królestwa". Skojarzenie ognia, jako metafory Sądu Ostatecznego, i Królestwa jest zgodne z wieloma innymi słowami Jezusa, może więc rzeczywiście pochodzić od Niego.

portret pierwszy: Żyd Jezus

Wielki powrót żydowskości Jezusa został zapoczątkowany przez E.P. Sandersa - współczesnego badacza Nowego Testamentu. Dla tego brytyjskiego egzegety Jezus nie był ani założycielem Kościoła, ani wrogiem judaizmu. Jego powołaniem było zgromadzenie całego Izraela na przyjście Boga na końcu czasów. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy (Mk 9, 1). Jezus nie dąży do zerwania z żydowską tradycją, ale na podobieństwo proroków chce przygotować naród wybrany na spotkanie ze swoim Bogiem. Dyskusje, które prowadzi z uczonymi w Piśmie na temat prawa i jego interpretacji, wpisują się w polemikę toczącą się wewnątrz judaizmu.

Prace E.P. Sandersa są przekonujące, ponieważ oparte są na badaniu środowiska, w którym żył Jezus. Okazuje się, że nie było ono tak spójne i formalistyczne, za jakie dotychczas je uważano; starożytny judaizm był w rzeczywistości otwarty i rozgałęziony na różnorodne ruchy. E.P. Sanders słusznie sytuuje Jezusa w kręgu apokaliptycznego profetyzmu, a nie, jak to czynił uczony żydowski Dawid Flusser, w kręgu stronnictwa faryzeuszy.

Niezależnie od wszystkiego obecnie wydaje się jasne, że pojawienie się Jezusa było zjawiskiem wewnętrznym w obrębie starożytnego judaizmu. Dziś nauczyciela z Nazaretu nie postrzega się już jako pierwszego chrześcijanina, lecz jako żyda - ówcześnie jednak mało znaczącego (czy jak chce J.P Meier - marginalnego). W przeciwnym razie, jak wytłumaczyć fakt, że współcześni Go odrzucili?

portret drugi: charyzmatyczny uzdrowiciel

Inni naukowcy doszukują się wyjątkowości Nazarejczyka w czymś innym. Otóż Jezus był mistykiem, człowiekiem, w którym zamieszkał Duch Boży. Jego niepokojąca wolność powodowała rozpad punktów odniesienia, które stworzył sobie judaizm, aby zrozumieć Boga. Ernest Renan wątpił w historyczność opisów uzdrowień, tłumacząc je zbytnią łatwowiernością starożytnych - dziś nie podaje się jej już w wątpliwość. Jezus był wielkim uzdrowicielem, a potwierdzenie Jego cudów jest bogato udokumentowane. Jego mistyczne doświadczenia zostały opisane przez uczniów: wizja otwartego nieba i zstąpienia Ducha Świętego podczas chrztu w Jordanie (por. Mk 1, 9-11), widzenie szatana spadającego z nieba (por. Łk 10,18).

Badania amerykańskiego antropologa i biblisty, Johna Dominica Crossana nad społeczeństwami afrykańskimi w państwach kolonialnych dostarczyły ciekawego wyjaśnienia dużej liczby opisów egzorcyzmów dokonywanych przez Jezusa. Okazuje się, że w grupie społecznej wyalienowanej przez dominację obcej władzy i kultury nasilają się przypadki opętania przez złe duchy. Miałoby to stanowić jak gdyby indywidualną konkretyzację wywłaszczenia kraju. Podobnie było w Palestynie pod okupacją rzymską. Jezus jawi się więc jako uzdrowiciel, zdolny uwolnić jednostki pozbawione własnej autonomii.

Węgierski historyk pochodzenia żydowskiego, Geza Vermes postrzega Jezusa jako bliskiego charyzmatycznym postaciom wspominanym przez Talmud, takim jak Hanina ben Dosa (żydowski nauczyciel i cudotwórca, żyjący w I w). Otóż, nawet jeśli Jezus jest wpisany w tysiącletnią tradycję wielkich uzdrowicieli, to wyróżnia Go spośród nich jeden szczególny rys. Jego cuda wskazują królestwo, które już przyszło: Jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże (Łk 11, 20). Uzdrawiająca moc Jezusa ma stanowić bezpośrednią konkretyzację mocy Boga.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl