jak Ją
spotykam
PIOTR SIKORA
Karl Rahner, jeden z największych teologów XX w., pisał, że wszelkie sformułowania doktrynalne i teologiczne starają się wyrazić to, czego „człowiek żyjący we wspólnocie wierzących już wcześniej doświadczył i co przeżył w głębi swojej egzystencji". Jeśli tak, to również doktryna o Trójcy Świętej jest wyrazem czegoś, czego chrześcijanie doświadczają w swoim życiu wiary
Jeśli popatrzeć od strony historycznej, rzeczywiście tak było. Pierwotny Kościół, zakorzeniony mocno w monoteistycznej wierze Izraela, doświadczył czegoś bardzo trudnego do pojęcia: spotykając Chrystusa, spotykał Boga samego i doświadczając działania Ducha, doświadczał działania Boga samego. Jednocześnie nie można było utożsamić Chrystusa z Duchem ani żadnego z nich z Bogiem, do którego Jezus zwracał się: „Abba".
Zatem od początków chrześcijaństwa doświadczenie Boga jest trojakie, lecz jednocześnie - przy całej swej troistości - jest doświadczeniem Jednego Boga. Doktryna o Trójcy powstała jako próba opisu i wyjaśnienia tego właśnie egzystencjalnego paradoksu.
Przykład pierwotnego Kościoła daje nam ważne wskazówki: aby uświadomić sobie trynitarny charakter naszego życia, trzeba odkryć, gdzie (i w jaki sposób) doświadczamy Boga w Chrystusie, gdzie (i w jaki sposób) w Duchu i jak te doświadczenia prowadzą do doświadczenia Boga Ojca.
Doświadczenie to ma jeszcze jeden wymiar - wspólnotowy. Chrystus umarł za nas, nie ma już tylko swego życia. Zmartwychwstał i żyje, ale Jego życiem jest teraz nasze życie. To my jesteśmy Jego Ciałem - tak bowiem jak jest jedno ciało, choć składa się z wieku członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem (1 Kor 12,12) - a „ciało" w języku biblijnym oznacza całego człowieka. Moja prawdziwa, chrystusowa tożsamość nie jest zatem tożsamością czysto indywidualną, przeciwnie –jest tożsamością, która łączy mnie, coraz bardziej, z innymi, „aż dojdziemy wszyscy razem [podkr. - P.S.] do człowieka doskonałego, do pełni wielkości według Pełni Chrystusa" (Ef 4,13).
- fragment
doświadczenie osobiste
Nie będę jednak zajmował się historią. Chodzi mi raczej o rozważenie, w jakim sensie nasze doświadczenie wiary jest doświadczeniem Boga w Trójcy Jedynego. Historia jest ważna tylko o tyle, że doświadczenie pierwotnego Kościoła pozostaje dla nas wskazówką, jak w swoim własnym życiu odkryć Trójcę Świętą. Odkrycie to jest niezwykle ważne. Jeśli bowiem dogmat o Trójcy jest podstawowym dogmatem chrześcijaństwa, to chrześcijańskie doświadczenie wiary musi mieć charakter trynitarny. Warto pamiętać o słowach Rahnera przytoczonych na początku. To, czym się chcę niżej podzielić, nie opowiada o czymś obcym lub nowym, lecz o czymś, co przynależy do istoty życia chrześcijan (i szerzej - wszystkich ludzi dobrej woli), nawet jeśli nie uświadamiają sobie, że jest to doświadczenie Trójcy.Przykład pierwotnego Kościoła daje nam ważne wskazówki: aby uświadomić sobie trynitarny charakter naszego życia, trzeba odkryć, gdzie (i w jaki sposób) doświadczamy Boga w Chrystusie, gdzie (i w jaki sposób) w Duchu i jak te doświadczenia prowadzą do doświadczenia Boga Ojca.
Logos, czyli Syn
Bożego Logosu - Słowa, Sensu, Rozumu, Miary i Harmonii - doświadczam wówczas, gdy doświadczam Boga jako Tego, który się objawia, który posiada pewne rozpoznawalne, możliwe do opisania cechy. On stanowi pewien ideał, wzór, który mogę naśladować, do którego mogę dążyć, który nadaje sens światu i mojemu życiu. To Logos- obraz Boga niewidzialnego (por. Kol 1,15) - jest bowiem tym, co w Bogu poznawalne. On jest Wyrazem Boga także w świecie stworzonym, Jego Objawieniem, Obecnością uchwytną w ludzkiej historii, która kulminuje w postaci Człowieka - Chrystusa. Spotykam zatem Boży Logos, gdy rozpoznaję Boga w konkretnym człowieku, w Jezusie z Nazaretu. Doświadczam wtedy Boga jako absolutnego „Ty". Doświadczenie to nie zamyka się jednak w ramach historii, w odległej przeszłości. Wiara nie powinna szukać Żyjącego wśród umarłych (por. Łk 24, 5). Doświadczenie Boga-Człowieka jest też doświadczeniem Boga na ludzki sposób obecnego we mnie. Polega na rozpoznaniu, że moja prawdziwa tożsamość nie wyczerpuje się w tym, kim jestem teraz, we mnie niedoskonałym i przemijającym. Jest rozpoznaniem, że są we mnie nieskończone możliwości, które mogę realizować „aż Chrystus się we mnie ukształtuje" (por. Ga 4,19), aż będę mógł powtórzyć za św. Pawłem: już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20).Doświadczenie to ma jeszcze jeden wymiar - wspólnotowy. Chrystus umarł za nas, nie ma już tylko swego życia. Zmartwychwstał i żyje, ale Jego życiem jest teraz nasze życie. To my jesteśmy Jego Ciałem - tak bowiem jak jest jedno ciało, choć składa się z wieku członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem (1 Kor 12,12) - a „ciało" w języku biblijnym oznacza całego człowieka. Moja prawdziwa, chrystusowa tożsamość nie jest zatem tożsamością czysto indywidualną, przeciwnie –jest tożsamością, która łączy mnie, coraz bardziej, z innymi, „aż dojdziemy wszyscy razem [podkr. - P.S.] do człowieka doskonałego, do pełni wielkości według Pełni Chrystusa" (Ef 4,13).
Boża Moc, czyli Duch
Doświadczenie takiej jedności jest jednak także doświadczeniem Ducha: Wszyscy przecież zostaliśmy zanurzeniu w jednym Duchu, aby stanowić jedno Ciało (1 Kor 12,13). Jedność jest osiągana w miłości, zaś miłość Boża jest wylana w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,5). Można powiedzieć, że o ile dająca się opisać treść doświadczenia (to, jak Boga widzę w sobie i w świecie) jest oglądaniem Syna, o tyle sama zdolność doświadczania jest działaniem Ducha. To dzięki Niemu mogę cokolwiek widzieć i opisywać. Doświadczenia Ducha nie sposób zidentyfikować, zrozumieć i adekwatnie opisać, gdyż Duch jest Bożą Mocą, Tchnieniem: wieje gdzie chce i słyszysz jego szum, ale nie wiesz skąd przychodzi i dokąd odchodzi (J 3,18). Mogę jednak dostrzec, rozpoznać „szum" Ducha - skutki Jego działania, własną i innych zdolność do miłości i jedności, ale także do rozumienia, rozpoznawania obecności Bożego Słowa w sobie, w historii, w całej rzeczywistości. Duch jednak jest na tyle wewnętrzny wobec mnie i całego stworzenia, że trudno nawet odróżnić Go od każdej dobrej zdolności, każdego dążenia do dobra. Trudność tę przeżywali liczni święci. Choćby Paweł, który opisywał swój (nie swój?) apostolski trud: Pracowałem bowiem więcej od nich wszystkich, nie tyle ja, ile łaska Boża ze mną (1 Kor 15, 10), albo Ireneusz, gdy stwierdzał, że doskonałego człowieka tworzy dopiero zmieszanie ciała, duszy i Ducha Ojca (Adversus Haereses V, 6,1).przez Chrystusa
w Duchu Świętym, czyli Ojciec
- fragment



