jak anioł
stał się aniołkiem
PIOTR KRASNY
W restauracji zachęcają cię do jedzenia wizerunki tłuściutkich aniołków pędzla Rafaela. Sięgasz po kuszącą czekoladę – znów uskrzydlone bobaski. Rzucasz okiem na ścianę, a tam pamiątka Pierwszej Komunii świętej: blond anielica strzeże rozmodlonej dziatwy. Co te postaci mają wspólnego z groźnym aniołem, o którym mówi Biblia, z rycerskim archaniołem ze średniowiecznych obrazów? Czyżby także anioła „rozjechał popkulturowy walec”?
W starożytności i średniowieczu anioły uważano za potężnych współuczestników boskiej mocy i chwały, którzy przebywają w bezpośrednim sąsiedztwie Pana i odgrywają kluczową rolę w rzeczywistości niebiańskiej. Dlatego przedstawiano ich w sposób nader godny, nadając im wygląd dojrzałych mężów, okazałe rozmiary, wyposażano w atrybuty mocy. Wizerunki te umieszczano na sklepieniach i w innych ważnych miejscach świątyni. Najdobitniejszym tego przykładem jest zbrojny archanioł Michał.
W II połowie XV w. w miejsce mężnego anioła pojawił się dziecinny aniołek. Istnieją różne hipotezy, tłumaczące tę przemianę. Najpopularniejsza jest chyba ta, sięgająca do prób nowego spojrzenia na eschatologię dzieci. W średniowieczu dużą wagę przywiązywano do zasługi jako warunku zbawienia. Pojawiały się więc opinie – zdecydowanie nieortodoksyjne, ale mocno rozpowszechnione – że małe ochrzczone dzieci nie mogą dostąpić chwały przebywania z Bogiem, ponieważ za życia nie były w stanie zdziałać nic dobrego, zwłaszcza jeśli zmarły we wczesnym niemowlęctwie. Ale nie mogły też być postrzegane jako istoty grzeszne, ponieważ nie zrobiły nic złego. Nie umiano więc przedstawić konsekwentnie ich pośmiertnych losów.
Podejście to uległo radykalnej zmianie pod koniec XV, a zwłaszcza w XVI wieku, kiedy podkreślono znaczenie łaski w zbawieniu. W końcu Sobór Trydencki orzekł, że do zbawienia prowadzi przede wszystkim łaska udzielona przez Boga, dzięki której człowiek spełnia dobre uczynki lub unika złych. W związku z tym stało się jasne, że dzieci, które dostąpiły łaski poprzez chrzest i nie zgrzeszyły, umierając, wchodzą do chwały niebios. Zaczęto je kojarzyć z małymi aniołkami, coraz liczniej zaludniającymi niebo.
Aniołki pojawiły się w malarstwie w dużych ilościach, m.in.w dziełach Rafaela. Równocześnie ich wymowa ikonograficzna osłabła i stały się zwykłym „wypełniaczem” obrazów. Wyglądało to trochę tak: jeśli trzeba było zasygnalizować, że rzecz dzieje się w niebie, to malowało się małe, rozbawione, latające wkoło aniołki, jak choćby u Murilla, w obrazach Matki Boskiej Niepokalanej, jawiącej się w chwale niebios. Oczywiście, nie mogły być one poważne i groźne, to były po prostu zabawne bobasy. Tu właśnie rysuje się jedno ze źródeł obniżenia rangi anioła w sztuce, sprowadzenia go, z postaci o wielkiej potędze i sile (Pseudo-Dionizy, nawiązując do św. Pawła, mówił np. o Mocach, Panowaniach, Tronach), do wizerunków stworzeń oddających się beztroskiej zabawie.
- fragment
mężne anioły i słodkie aniołki
Istotną rolę odegrała tu myśl Pseudo-Dionizego Aeropagity, który na przełomie V i VI w. napisał kilka dzieł o charakterze mistycznym i próbował w nich odtworzyć m.in. hierarchię aniołów w niebiosach. Podzielił je na dziewięć chórów, tworząc jakby hierarchiczny obraz dworu cesarskiego, gdzie anioły zajmowały miejsce bezpośrednio, ale poniżej Boga, jednak daleko wyższe od tego, które przynależało człowiekowi w porządku świata. Były potężne i groźne. Anioł w tej tradycji uosabiał siłę, był tym, który działa w świecie w imieniu Boga, uczestniczy – niekiedy w sposób bardzo krwawy i drastyczny – w dziele Zbawienia.W II połowie XV w. w miejsce mężnego anioła pojawił się dziecinny aniołek. Istnieją różne hipotezy, tłumaczące tę przemianę. Najpopularniejsza jest chyba ta, sięgająca do prób nowego spojrzenia na eschatologię dzieci. W średniowieczu dużą wagę przywiązywano do zasługi jako warunku zbawienia. Pojawiały się więc opinie – zdecydowanie nieortodoksyjne, ale mocno rozpowszechnione – że małe ochrzczone dzieci nie mogą dostąpić chwały przebywania z Bogiem, ponieważ za życia nie były w stanie zdziałać nic dobrego, zwłaszcza jeśli zmarły we wczesnym niemowlęctwie. Ale nie mogły też być postrzegane jako istoty grzeszne, ponieważ nie zrobiły nic złego. Nie umiano więc przedstawić konsekwentnie ich pośmiertnych losów.
Podejście to uległo radykalnej zmianie pod koniec XV, a zwłaszcza w XVI wieku, kiedy podkreślono znaczenie łaski w zbawieniu. W końcu Sobór Trydencki orzekł, że do zbawienia prowadzi przede wszystkim łaska udzielona przez Boga, dzięki której człowiek spełnia dobre uczynki lub unika złych. W związku z tym stało się jasne, że dzieci, które dostąpiły łaski poprzez chrzest i nie zgrzeszyły, umierając, wchodzą do chwały niebios. Zaczęto je kojarzyć z małymi aniołkami, coraz liczniej zaludniającymi niebo.
Aniołki pojawiły się w malarstwie w dużych ilościach, m.in.w dziełach Rafaela. Równocześnie ich wymowa ikonograficzna osłabła i stały się zwykłym „wypełniaczem” obrazów. Wyglądało to trochę tak: jeśli trzeba było zasygnalizować, że rzecz dzieje się w niebie, to malowało się małe, rozbawione, latające wkoło aniołki, jak choćby u Murilla, w obrazach Matki Boskiej Niepokalanej, jawiącej się w chwale niebios. Oczywiście, nie mogły być one poważne i groźne, to były po prostu zabawne bobasy. Tu właśnie rysuje się jedno ze źródeł obniżenia rangi anioła w sztuce, sprowadzenia go, z postaci o wielkiej potędze i sile (Pseudo-Dionizy, nawiązując do św. Pawła, mówił np. o Mocach, Panowaniach, Tronach), do wizerunków stworzeń oddających się beztroskiej zabawie.
aniołek, nie amorek
Chrześcijański aniołek przypomina nieco mitologicznego amorka i niekiedy postacie te bywają błędnie ze sobą utożsamiane, a są to przecież dwie zupełnie inne osoby. Amor czy Kupido to postać z mitologii grecko-rzymskiej, która narodziła się ze związku Wenus i Marsa. Po matce upodobał sobie działania w sferze zmysłowej miłości, po ojcu przejął zamiłowanie do łuku i strzał. Postać Amora jest więc zupełnie obca chrześcijańskiemu ideałowi czystej miłości. Amor występuje w scenach mitologicznych, a małe dziecię ze skrzydłami, które pojawia się w malarstwie chrześcijańskim, to aniołek. Sporadycznie zdarza się, że jedna i druga postać spotykają się ze sobą, np. w sztuce flamandzkiej XVII wieku. Rzeźba Fransa Duquesnoya przedstawia scenę, w której aniołek krępuje Amora, a jego strzały moczy w krwi z boku ukrzyżowanego Chrystusa, aby z ich pomocą rozgrzewać serca wiernych ofiarną miłością chrześcijańską (caritas). Anioł i Amor byli więc przeciwstawiani sobie w sferze symbolicznej, choć podobnie przedstawiani. Podobieństwo to sprawiło jednak, że tym mniej poważnie traktuje się chrześcijańskie aniołki, bo przecież Kupidyn jest osobą nader niepoważną.- fragment



