gdy Bóg

się wycofał

STANISŁAW MORGALLA SJ
Stereotypowy pogląd o kryzysie ojcostwa powtarzany jest niczym samospełniająca się przepowiednia. Problem, owszem, jest faktem, ale to, że ogarnięty jest nim cały świat, już takie oczywiste nie jest. Trzeba zatem przypominać ludziom, że sytuacja kryzysowa to nie tylko zagrożenie, ale również szansa na to, aby rozpocząć coś na nowo. Tę pozytywną perspektywę chciałbym podkreślić, bo wydaje się, że właśnie w tym kontekście można najpełniej przedstawić istotę i zadania duchowego ojcostwa


Prawdą jest, że we współczesnych rodzinach ojciec jest “wielkim nieobecnym”. Prawdą jest również, że poczucie nieobecności Boga w świecie stało się dotkliwym wyzwaniem naszych czasów. Dramatyczne pytanie: “Gdzie był Dobry Ojciec, gdy płonęły krematoria w Auschwitz?” wciąż pozostaje bez satysfakcjonującej odpowiedzi. Prawdą jest w końcu i to, że samo pojęcie “ojca” wywołuje skojarzenia zarówno z tym, co ludzkie, jak i z tym, co boskie – nie bez powodu psychologia religii dopatruje się związków między relacją z ojcem a obrazem Boga, jaki w sobie nosimy. Wszystkie te spostrzeżenia przywodzą na myśl ojca duchowego, to na nim spoczywa trudne zadanie, by jakoś zaradzić temu problemowi. Duchowy ojciec jest swego rodzaju pośrednikiem. Ma być kimś, kto jest w stanie skierować naturalne pragnienie posiadania ojca na inną perspektywę – tęsknotę za najlepszym Ojcem, Bogiem. Jak to wygląda w praktyce?

duchowe “tacierzyństwo”

Pierwszym niebezpieczeństwem, na jakie natrafia dziś ojciec duchowy, jest pokusa zastępowania ojca naturalnego. I trudno się dziwić: nie sposób przejść obojętnie wobec głodu miłości, różnorakich zranień i emocjonalnych niedoborów. Jak mówić o miłości Boga Ojca komuś, komu słowo “ojciec” kojarzy się z porąbanym siekierą stołem wigilijnym? W takiej sytuacji potrzebne jest najpierw doświadczenie bezwarunkowej miłości! W naturalny sposób kierownictwo duchowe może się więc przeradzać w coś, co można by nazwać duchowym “tacierzyństwem”. Ma ono miejsce wtedy, gdy kierownik duchowy próbuje zastępować naturalnego ojca. Jeśli jest to jedynie etap wstępny, podjęty świadomie, to może być nawet pomocny w duchowym dojrzewaniu, choć – moim zdaniem – takie emocjonalne braki należy raczej uzupełniać w środowisku ściśle terapeutycznym. Łatwiej wtedy o fachową pomoc i uniknięcie poważnych błędów, które popełniają nawet wytrawni specjaliści z zakresu duchowości. “Tacierzyństwo” zaczyna się bowiem najczęściej nieświadomie i im łatwiej się zaczyna, tym boleśniej kończy. Po pierwszym etapie obustronnego zadowolenia przychodzi moment nieuniknionej frustracji. W konsekwencji osoba prowadzona czuje się zdradzona i zraniona, a niefortunny kierownik duchowy wycofuje się przez przyjęcie formalnej postawy. Stosuje mechanizmy obronne, tłumacząc samemu sobie i prowadzonej osobie, że jest ojcem duchowym, a nie pluszowym misiem czy organizacją charytatywną. Takich sytuacji można uniknąć. W wielu przypadkach wystarcza zwykłe pouczenie o podstawowych prawdach wiary i formach pobożności.

ubóstwione ojcostwo

Drugie niebezpieczeństwo tkwi w pokusie zastępowania przez ojców duchowych Ojca, który jest w niebie. Rzadko występuje ono w czystej postaci, gdyż kapłani mają na tyle zdrowego rozsądku, by nie ogłaszać się za życia Bogiem. Ich “ubóstwienie” dokonuje się czasem mimochodem, w wyniku nieuniknionej idealizacji ze strony duchowych dzieci. Przeradza się ona w różne zależności, od których już tylko krok do duchowego autorytaryzmu czy despotyzmu. Warto w tym kontekście przypomnieć, że zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego tylko następcom św. Piotra przysługuje atrybut nieomylności, i to wyłącznie w sprawach dotyczących wiary i moralności. Żaden inny autorytet kościelny nie cieszy się tego typu przywilejem. Utrzymywanie podopiecznych w infantylnej zależności jest, po pierwsze, nakładaniem na siebie ciężaru nie do uniesienia, a po drugie nieuprawnionym zwalnianiem ludzi z używania własnego sumienia i brania za siebie odpowiedzialności. Kierownictwo duchowe dotyczy zazwyczaj złożonych problemów i wyborów, nie sprowadza się tylko do pokazywania, co jest dobre, a co złe. Dlatego też powinna to być posługa pokorna i cicha, świadoma własnych ograniczeń. Nie może prowadzić do zajmowania miejsca Pana Boga.

- fragment



nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl