duet do zadań
specjalnych
MIROSŁAW PILŚNIAK OP
Po swoim weselu małżonkowie przyjechali do domu, w którym mieli razem zamieszkać. Zamknęli za sobą drzwi i spojrzeli na siebie - zmęczonych, spoconych, w zużytych, brudnych weselnych strojach. Potem popatrzyli na mieszkanie, które stało się składowiskiem prezentów i pomyśleli: „To już? Tak wygląda to nasze «na zawsze»? Na to tyle czekaliśmy?"
To bardzo ważny moment dla wszystkich małżeństw- rytualny początek ich nowego życia. Patrząw przyszłość z nadzieją, ale mają też świadomość, że czeka ich bardzo ciężka praca, aby z tego, co dotąd było osobne, zrobić coś wspólnego. Muszą uzgodnić ze sobą wszystko: od spraw zasadniczych po błahostki, takie jak: o której wstajemy, kto pierwszy zajmuje łazienkę, kto wstawia wodę na herbatę, a kto wynosi śmieci... Czyhają na nich w tym wszystkim różne pułapki. Na początku chce się bowiem, aby wszystko było wspólne. Później jednak okazuje się, że to jest niemożliwe, bo każdy człowiek ma również potrzebę odrębności i intymności. Z jednej strony należy ją zaakceptować, a z drugiej uważać, aby się od siebie nie separować, nie tworzyć oddzielnych światów. Potrzeba intymności w związku małżeńskim jest ważna, ale dotyczy jedynie małego obszaru życia małżonków, bo zasadniczo obydwoje dążą do tego, żeby stanowić jedno. Dobrze, gdy mężczyzna - przynajmniej raz na sto razy - pochodzi z żoną po jej ulubionych sklepach, by przeżyć z nią jej przyjemności. Dobrze też, by ona - od czasu do czasu - np. przejrzała z nim gazetę przedstawiającą części rowerowe, zamiast narzekać, że faceci są dziecinni.
Wielu małżonków wspomina, że najtrudniejszym dla nich okresem były pierwsze dwa lata budowania więzi. Ważne jest, aby w tym czasie młodzi mogli poświęcić na to całą swoją energię. Jeśli impulsem do zawarcia małżeństwa jest pojawienie się dziecka - co dzisiaj często się zdarza - to zaburzony zostaje naturalny cykl życia rodzinnego. Brakuje wówczas tego intensywnego i niezwykle potrzebnego pierwszego etapu, którym jest budowanie związku mężczyzny i kobiety jako ich małżeństwa. Dochodzenia po bojach i kłótniach do przekonania, że naprawdę chcą być ze sobą na zawsze. Od tego, jak się dogadają na tym pierwszym etapie, zależy też to, jak poradzą sobie w następnych. Każda nowa sytuacja: narodziny dziecka, zmiana lub utrata pracy, przeprowadzka, będzie wymagała od nich ponownego przedyskutowania wszystkich dotychczasowych ustaleń. Będą z tego wynikać kolejne kryzysy, otwierające następne etapy ich wspólnego życia. Ich związek będzie dojrzewać pod warunkiem, że wytrwają w postanowieniu, że chcą przetrwać je razem, że - choćby nie wiadomo co się działo - nie zaniedbają wzajemnej relacji.
Po pewnym czasie bycia razem w sposób naturalny pojawia się w małżeństwie potrzeba posiadania dziecka, tego kogoś, kto - jak będzie - będzie podobny do ukochanej osoby. Następuje okres planowania poczęcia i przygotowania do narodzin. Oboje koncentrują się na tym, jak przyjmą dziecko i jakimi będą rodzicami. Wraz z pojawieniem się dziecka zmienia się zupełnie ich dotychczasowy tryb życia. Muszą sobie poradzić z trudnościami opieki nad niemowlęciem i mnóstwem innych problemów. Żona przechodzi na trzygodzinny rytm życia, charakterystyczny dla pozostającego w symbiozie z nią noworodka. Tymczasem mąż wybija się z tego rytmu, musi bowiem rano wychodzić z domu do pracy.
Często słyszy się narzekanie mężczyzn, że gdy pojawiło się dziecko, ich więź z żoną osłabła. Może to wynikać z dwóch powodów. Po pierwsze z niedojrzałego sposobu przyjęcia dziecka przez kobietę - zamiany męża na dziecko. Po drugie, może to być nieumiejętność poradzenia sobie przez niąz zupełnie nowymi obowiązkami, co sprawia, że nie ma ani siły, ani czasu na budowanie relacji z mężem. On czuje się odrzucony i sytuacja taka często prowadzi do osłabienia więzi. Jeżeli kobieta, mimo skrajnego zmęczenia, nie znajdzie chwili dla męża, przestanie dbać o ich wzajemny dialog, będą się od siebie oddalać. On jeszcze bardziej zaangażuje się w pracę, bo tam będzie czuł się doceniony, a ona jeszcze bardziej poświęci się dziecku, bo uzna, że na to ma więcej siły. Ważne jest zatem, by mimo to, że są rodzicami, znaleźli chwile, gdy będą małżeństwem, gdy będą tylko dla siebie. Inaczej dziecko zamiast pogłębiać ich relację, stanie się powodem jej rozpadu.
Dziecko przechodzi kolejne fazy rozwoju, z każdą z nich wiążą się różne rodzicielskie zadania. Pojawiają się nowe problemy do rozwiązania: żłobek - kto odwozi? kto przywozi?; przedszkole - które i kto przyprowadza? kto odprowadza? Dziecko mówiło dotąd „tak", teraz mówi „nie", lubiło to, teraz lubi tamto. Nastolatek pyskuje, wagaruje lub ucieka z domu, ale jednocześnie bezwzględnie potrzebuje opieki rodziców, choć nie mówi tego wprost. Małżonkowie muszą sobie z tym poradzić - to też jakiś etap rozwoju ich związku. Kolejne dzieci to oczywiście kolejne problemy, ale te nakładają się na cykl problemów dziecka starszego. Pojawiające się co chwilę nowe wyzwania, wymuszające określone zachowania, oraz ogromne zmęczenie i niedosypianie, wystawiają małżeńską relację na poważną próbę. Małżonkowie uświadamiają sobie, jak bardzo przez cały ten czas potrzebowali pomocy tej drugiej osoby. Nie mówili jednak o tym wprost, bo wstyd im było prosić o nią zbyt często. W ten sposób oduczyli się prosić siebie wzajemnie o wsparcie.
Następne problemy mogą się pojawić, gdy dzieci wychodzą z domu. Najpierw zaczynają studiować, ale są jeszcze zależne od rodziców. Potem odchodzą, zakładają nowe rodziny. Dla rodziców jest to czas pytań, czy dzieci sobie poradzą, czy dobrze przygotowali je do samodzielności. Często starają się im pomagać i zdarza się, że w ten sposób uzależniają od siebie dorosłe już dzieci. W ten sposób nie pozwalają im funkcjonować w sposób dojrzały. Gdy pojawiają się wnuki, kobieta i mężczyzna wchodzą w następny etap swojego małżeństwa, w nowe role i w nowe relacje.
Można sobie też zadać przewrotne pytanie, czy w takim razie dla dobra małżeństwa lepiej nie mieć dzieci. Istnieje dzisiaj moda na takie związki nazywane - Double Income No Kids (ang. dwa dochody, brak dzieci). Bywa też, że pracujący małżonkowie czasem nawet nie mieszkają ze sobą, spotykają się w weekend, żyją wtedy pełnym życiem małżeńskim, a potem wracają „do siebie". Takie małżeńskie życie raczej skończy się źle: piciem do nieprzytomności, wejściem w narkotyki czy użytkowym seksem, bo takie weekendowe małżeństwo nie wypełni pustki serca. Te ucieczki były by po to, by jakoś się „zresetować"...
Znam małżeństwo, które ma w domu dwanaście kotów, więc nie zdecydowało się na dziecko. Koty te mają oczywiście swoje przyzwyczajenia - kiedy wchodzę do mieszkania, manewruję pomiędzy miseczkami rozstawionymi w ich ulubionych miejscach. Nie wiem, czy to będzie ich szczęście w bilansie całego życia.
- fragment
Wielu małżonków wspomina, że najtrudniejszym dla nich okresem były pierwsze dwa lata budowania więzi. Ważne jest, aby w tym czasie młodzi mogli poświęcić na to całą swoją energię. Jeśli impulsem do zawarcia małżeństwa jest pojawienie się dziecka - co dzisiaj często się zdarza - to zaburzony zostaje naturalny cykl życia rodzinnego. Brakuje wówczas tego intensywnego i niezwykle potrzebnego pierwszego etapu, którym jest budowanie związku mężczyzny i kobiety jako ich małżeństwa. Dochodzenia po bojach i kłótniach do przekonania, że naprawdę chcą być ze sobą na zawsze. Od tego, jak się dogadają na tym pierwszym etapie, zależy też to, jak poradzą sobie w następnych. Każda nowa sytuacja: narodziny dziecka, zmiana lub utrata pracy, przeprowadzka, będzie wymagała od nich ponownego przedyskutowania wszystkich dotychczasowych ustaleń. Będą z tego wynikać kolejne kryzysy, otwierające następne etapy ich wspólnego życia. Ich związek będzie dojrzewać pod warunkiem, że wytrwają w postanowieniu, że chcą przetrwać je razem, że - choćby nie wiadomo co się działo - nie zaniedbają wzajemnej relacji.
ach, te dzieci…
Dojrzewanie relacji jest procesem, który można opisywać dzieląc go na różne etapy. Najłatwiej jest to chyba zrobić przyglądając się etapom opieki nad dziećmi.Po pewnym czasie bycia razem w sposób naturalny pojawia się w małżeństwie potrzeba posiadania dziecka, tego kogoś, kto - jak będzie - będzie podobny do ukochanej osoby. Następuje okres planowania poczęcia i przygotowania do narodzin. Oboje koncentrują się na tym, jak przyjmą dziecko i jakimi będą rodzicami. Wraz z pojawieniem się dziecka zmienia się zupełnie ich dotychczasowy tryb życia. Muszą sobie poradzić z trudnościami opieki nad niemowlęciem i mnóstwem innych problemów. Żona przechodzi na trzygodzinny rytm życia, charakterystyczny dla pozostającego w symbiozie z nią noworodka. Tymczasem mąż wybija się z tego rytmu, musi bowiem rano wychodzić z domu do pracy.
Często słyszy się narzekanie mężczyzn, że gdy pojawiło się dziecko, ich więź z żoną osłabła. Może to wynikać z dwóch powodów. Po pierwsze z niedojrzałego sposobu przyjęcia dziecka przez kobietę - zamiany męża na dziecko. Po drugie, może to być nieumiejętność poradzenia sobie przez niąz zupełnie nowymi obowiązkami, co sprawia, że nie ma ani siły, ani czasu na budowanie relacji z mężem. On czuje się odrzucony i sytuacja taka często prowadzi do osłabienia więzi. Jeżeli kobieta, mimo skrajnego zmęczenia, nie znajdzie chwili dla męża, przestanie dbać o ich wzajemny dialog, będą się od siebie oddalać. On jeszcze bardziej zaangażuje się w pracę, bo tam będzie czuł się doceniony, a ona jeszcze bardziej poświęci się dziecku, bo uzna, że na to ma więcej siły. Ważne jest zatem, by mimo to, że są rodzicami, znaleźli chwile, gdy będą małżeństwem, gdy będą tylko dla siebie. Inaczej dziecko zamiast pogłębiać ich relację, stanie się powodem jej rozpadu.
Dziecko przechodzi kolejne fazy rozwoju, z każdą z nich wiążą się różne rodzicielskie zadania. Pojawiają się nowe problemy do rozwiązania: żłobek - kto odwozi? kto przywozi?; przedszkole - które i kto przyprowadza? kto odprowadza? Dziecko mówiło dotąd „tak", teraz mówi „nie", lubiło to, teraz lubi tamto. Nastolatek pyskuje, wagaruje lub ucieka z domu, ale jednocześnie bezwzględnie potrzebuje opieki rodziców, choć nie mówi tego wprost. Małżonkowie muszą sobie z tym poradzić - to też jakiś etap rozwoju ich związku. Kolejne dzieci to oczywiście kolejne problemy, ale te nakładają się na cykl problemów dziecka starszego. Pojawiające się co chwilę nowe wyzwania, wymuszające określone zachowania, oraz ogromne zmęczenie i niedosypianie, wystawiają małżeńską relację na poważną próbę. Małżonkowie uświadamiają sobie, jak bardzo przez cały ten czas potrzebowali pomocy tej drugiej osoby. Nie mówili jednak o tym wprost, bo wstyd im było prosić o nią zbyt często. W ten sposób oduczyli się prosić siebie wzajemnie o wsparcie.
Następne problemy mogą się pojawić, gdy dzieci wychodzą z domu. Najpierw zaczynają studiować, ale są jeszcze zależne od rodziców. Potem odchodzą, zakładają nowe rodziny. Dla rodziców jest to czas pytań, czy dzieci sobie poradzą, czy dobrze przygotowali je do samodzielności. Często starają się im pomagać i zdarza się, że w ten sposób uzależniają od siebie dorosłe już dzieci. W ten sposób nie pozwalają im funkcjonować w sposób dojrzały. Gdy pojawiają się wnuki, kobieta i mężczyzna wchodzą w następny etap swojego małżeństwa, w nowe role i w nowe relacje.
nareszcie sami?
Największy problem pojawia się jednak wtedy, gdy ani dzieci, ani wnuki nie potrzebują już ich opieki. Pozostaje jedynie współmałżonek. Przez ostatnie czterdzieści lat nie było czasu, aby porozmawiać z nim „o nas", rozmawiało się przede wszystkim o dzieciach, pracy lub znajomych w potrzebie. Problemy dotyczące innych, które rozwiązywali cierpliwie przez lata, nie musiały przygotować ich wystarczająco na te, które teraz stoją przed nimi. Pięćdziesiąt lat temu - w białej sukni i ślubnym garniturze - myśleli z radością i nadzieją, że nareszcie są razem, tylko dla siebie. Teraz myślą z paniką o tym, co będzie, gdy już nie będą mieli nic więcej, tylko siebie. W gruncie rzeczy jednak problem ten pojawiał się na każdym etapie ich życia, gdy nie znajdowali czasu, by się ze sobą spotykać, by pielęgnować swój związek. Oczywiście we wszystkim potrzebny jest umiar i trzymanie się rzeczywistości. Ten czas poświęcany budowaniu rodziny i towarzyszeniu dzieciom może być i Boży, i twórczy, i owocny. Dzisiaj zdarzają się sytuacje całkiem odwrotne. Całością relacji rządzi rzekonanie, że więzi nie mogą odbierać tego, co było dotąd szczęściem. Jeśli ktoś o związek małżeński dba w taki sposób, że na każdy weekend zatrudnia nianię dla dziecka, a sam wyjeżdża z żoną w Alpy, bo tak robili przed urodzeniem się dziecka, to taka strategia już nie będzie służyć małżeństwu. Istotą życia małżeńskiego byłaby wtedy „weekendowa wolność", przerywana pracą w pozostałe pięć dni tygodnia, które zamiast życiem rodzinnym, stają się domową częścią pracy zawodowej: pracą opiekunów dzieci. Nie byłaby to dbałość o relację małżeńską w kontekście swojego życia, ale tworzenie sobie sztucznego świata z okresu narzeczeństwa.Można sobie też zadać przewrotne pytanie, czy w takim razie dla dobra małżeństwa lepiej nie mieć dzieci. Istnieje dzisiaj moda na takie związki nazywane - Double Income No Kids (ang. dwa dochody, brak dzieci). Bywa też, że pracujący małżonkowie czasem nawet nie mieszkają ze sobą, spotykają się w weekend, żyją wtedy pełnym życiem małżeńskim, a potem wracają „do siebie". Takie małżeńskie życie raczej skończy się źle: piciem do nieprzytomności, wejściem w narkotyki czy użytkowym seksem, bo takie weekendowe małżeństwo nie wypełni pustki serca. Te ucieczki były by po to, by jakoś się „zresetować"...
Znam małżeństwo, które ma w domu dwanaście kotów, więc nie zdecydowało się na dziecko. Koty te mają oczywiście swoje przyzwyczajenia - kiedy wchodzę do mieszkania, manewruję pomiędzy miseczkami rozstawionymi w ich ulubionych miejscach. Nie wiem, czy to będzie ich szczęście w bilansie całego życia.
- fragment



