kiedy kara
ma sens
z Bartłomiejem Dobroczyńskim,
psychologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego,
rozmawia Marcin Jakubionek
psychologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego,
rozmawia Marcin Jakubionek
Co to jest kara?
Po pierwsze, aby można było mówić o karze musi istnieć powszechnie akceptowana norma, której naruszenie pociąga za sobą określone konsekwencje. A po drugie, musi istnieć jakiś świadomy podmiot, który za jej naruszenie wymierza karę. Kara ma zawsze charakter społeczny: musi być karzący i karany, który „dostaje za swoje”.
Po pierwsze, aby można było mówić o karze musi istnieć powszechnie akceptowana norma, której naruszenie pociąga za sobą określone konsekwencje. A po drugie, musi istnieć jakiś świadomy podmiot, który za jej naruszenie wymierza karę. Kara ma zawsze charakter społeczny: musi być karzący i karany, który „dostaje za swoje”.
Można więc powiedzieć, że kara polega na tym, że „każdy dostaje za swoje”?
Taka przynajmniej jest istota kary opartej na zadośćuczynieniu. Pierwotnie wyobrażenie zadośćuczynienia określała zasada absolutnej symetrii, np. jeśli komuś zabiłeś żonę i teściową, to karą było zabicie twojej żony i teściowej. Prawo odwetu było powszechnie akceptowaną formą wyrównywania szkód. W plemionach „pierwotnych” zemsta była obliczana z matematyczną wręcz dokładnością. Gdy wrogowie zabili pięciu ludzi, w odwecie mordowano pięciu przeciwników, a szóstego zostawiano w spokoju.Nie musieli zabijać dalej, ponieważ śmierć piątego „wroga” wyrównywała „bilans energetyczny”. Wrogowie, mordując współplemieńców, zaburzyli harmonię we wszechświecie, a odwet pozwolił przywrócić zachwiany porządek. Najważniejsza funkcja kary sprowadzała się do przywrócenia równowagi, czyli każdy musiał dostać „za swoje”. Dzisiaj większość społeczeństw skłania się ku bardziej wyrozumiałym metodom karania. Przy ustalaniu wysokości kary brane są pod uwagę okoliczności, w jakich doszło do naruszenia normy, uwzględnia się, kto np. dokonał kradzieży i dlaczego to zrobił. Ale „wymiar energetyczny” kary nie zniknął, on jest wciąż obecny. Bardzo często w ramach kary zarządza się zapłacenie określonej sumy lub wykonanie prac społecznych. W chrześcijaństwie taką rolę spełnia pokuta. Ona ma w domyśle „zrównoważyć energetycznie” popełnione grzechy.
Ale czy kara-zadośćuczynienie potrafi zmienić zachowanie karanej osoby?
Należy próbować tak długo, jak długo taka zmiana ciągle wydaje się jeszcze możliwa. To kwestia decyzji, czy osobnik, który zrobił coś złego, jest jeszcze do odratowania, czy też jest to beznadziejny przypadek i nie ma nadziei na jego poprawę. W zależności od tej decyzji albo karę łączy się z resocjalizacją (ma wtedy w zamyśle mieć walor wychowawczy), albo skazuje kogoś na trwałe odosobnienie, bez prawa do warunkowego zwolnienia (w niektórych prawodawstwach jest przecież jeszcze kara śmierci). To są dwa różne sposoby podejścia do karanego. One są obecne także w chrześcijaństwie – to nic innego jak czyściec i piekło. Ale podobnie jak istnieją wśród filozofów prawa poważne wątpliwości, czy można kogoś tak nieodwracalnie karać, tak i teolodzy zastanawiają się, czy jakikolwiek grzech przekłada się na wieczną karę; mówiąc w skrócie, czy za najcięższy nawet czyn dokonany w czasie można kogoś skazać na wieczne potępienie... To są bardzo trudne pytania, ale nie można przed nimi uciec.
Można ominąć problem, wybierając drugą opcję – karać tak, żeby wychowywać.
Tyle tylko, że kara sama w sobie nie jest w stanie nikogo wychować. A już z pewnością zbyt sroga kara sprawia, że karany staje się jeszcze bardziej wrogi tym, którzy go karali. Jeżeli rodzice skatują dziecko za jakieś przewinienie, to ono się od nich odwróci i powie: „Nie chcę was więcej widzieć”. Znienawidzi rodziców i będzie marzyło, żeby odpłacić im tym samym. Nawet pierwotne społeczności wiedziały, że surowa kara nie jest dobrym sposobem na budowanie wspólnoty. Wśród Indian prerii za największą zbrodnię uchodziło zabójstwo członka własnego plemienia – winowajcę najczęściej skazywano na banicję. Wykluczenie z grupy oznaczało śmierć, człowiek poza wspólnotą nie miał praktycznie szans na przeżycie. Wygnanie było jednak traktowane jako ostateczność. Za mniej ciężkie przewinienia stosowano wobec przestępcy niezwykle subtelną formę kary. Otóż w obecności winnego, niszczono cały jego dobytek: zabijano konia, palonono namiot i odzież, łamano broń. Po czym, niemal natychmiast plemię zwracało mu wszystko, co przed chwilą stracił: przyprowadzano nowego konia, budowano nowy namiot, wręczano nową odzież i broń. Taka kara miała uświadomić winnemu, jak bardzo jego los zależy od grupy – wspólnota była w stanie w jednej chwili pozbawić go wszystkiego co miał i w tej samej chwili wszystko mu zwrócić. Komunikat był prosty: bądź dobry, bo bez nas nie nie jesteś w stanie przetrwać.
Ten rodzaj kary jest tak wyjątkowy, że jakoś trudno znaleźć jego odpowiednik w dzisiejszym świecie. Pytanie pozostaje otwarte, czy można wychować, stosując karę?
Wystarczy pokazać – tak, jak robili to Indianie – że o wiele więcej zyskuje się, zachowując się zgodnie z określonymi normami. Współczesna psychologia stoi na stanowisku, że od kar skuteczniejsze są nagrody. Jeżeli chce się kogoś wychowywać, to lepiej działać metodą „nagroda – brak nagrody” niż „nagroda – kara” lub „kara – brak kary”. Metodą „nagroda – brak nagrody” można wyeliminować naganne zachowania, których kara, jak pokazują badania, wcale nie eliminuje. Karaniu zarzuca się, że tylko „utajnia” negatywne zachowania. Złodziej, jeśli spotyka go surowaa kara, wcale nie przestaje kraść, tylko rozmyśla, jak robić to tak, aby go nie schwytano.
- fragment



