każdy naród
ma takiego diabła na jakiego zasłużył
o diable i diabelskich sztuczkach
z o. Janem Andrzejem Kłoczowskim,
dominikaninem, filozofem religii,
rozmawiają Marcin Jakubionek i Sławomir Rusin
z o. Janem Andrzejem Kłoczowskim,
dominikaninem, filozofem religii,
rozmawiają Marcin Jakubionek i Sławomir Rusin
Ojcze, czy Ewa zerwałaby owoc bez podszeptu szatana?
A dlaczego taki pomysł miałby przyjść jej do głowy?
Z ciekawości?
Jak wynika z biblijnego opisu, Drzewo Życia i Drzewo Poznania Dobrego i Złego, pomimo swoich nazw, jak i ciążącego na nich zakazu jakoś nie wzbudzały specjalnego zainteresowania ani Ewy, ani Adama. Ot, rosły sobie jak zapewne wiele innych drzew, a i ich owoce, jak sądzę, niczym szczególnym się nie wyróżniały. Dopiero wąż, specjalista od reklamy, ukazał Ewie ich atrakcyjność.
A dlaczego taki pomysł miałby przyjść jej do głowy?
Z ciekawości?
Jak wynika z biblijnego opisu, Drzewo Życia i Drzewo Poznania Dobrego i Złego, pomimo swoich nazw, jak i ciążącego na nich zakazu jakoś nie wzbudzały specjalnego zainteresowania ani Ewy, ani Adama. Ot, rosły sobie jak zapewne wiele innych drzew, a i ich owoce, jak sądzę, niczym szczególnym się nie wyróżniały. Dopiero wąż, specjalista od reklamy, ukazał Ewie ich atrakcyjność.
W Księdze Rodzaju nie ma mowy o jabłku, które tak dobrze znamy z ikonografii. Dlaczego wybrano właśnie jabłko? Zapewne dlatego, że malum w języku łacińskim oznacza nie tylko „jabłko", ale również „zło”. Wąż poczęstował Ewę złem. Z jego ust padła niesłychanie inteligenta pokusa: „Jeśli spróbujecie tego owocu, dowiecie się, co jest dobre, a co złe". „Wiedzieć" oznacza w tym wypadku: jak Bóg decydować o tym, co dobre, a co złe. Kiedy Ewa to usłyszała, Drzewo Poznania przestało być nagle drzewem jak każde inne, a jego owoce stały się w jej oczach ponętne i smaczne. Uległa pokusie. Dalszą cześć tej historii znamy.
Czy więc za każdym złem, które czynimy, kryje się pokusa pochodząca od Złego?
Diabeł byłby niezwykle zadowolony, gdybyśmy uczynili z niego przyczynę wszystkich, nawet najmniejszych naszych grzeszków. Nic bardziej go nie uraduje, niż palec skierowany na zewnątrz i słowa: „nie ja jestem winny, ale on”. Ten gest nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. Chrześcijanie wyrażają skruchę bijąc się w piersi. Wskazujemy wtedy na serce jako przyczynę naszego działania. Jesteśmy zdolni czynić zło, ponieważ już od urodzenia nosimy w sobie pęknięcie…
Ma Ojciec na myśli grzech pierworodny?
Tak, ale wolałbym nie nadużywać tego pojęcia. Grzech kojarzy się z moim czynem, a w przypadku grzechu pierworodnego trudno powiedzieć, żebym to ja czemuś zawinił.
Popatrzmy na skutki tego, co nazywam grzechem pierworodnym. Konsekwencją nieposłuszeństwa Adama i Ewy było wygnanie. Wygnanie oznacza tu nie tyle opuszczenie jakiegoś konkretnego miejsca, ale zmianę stanu, którego symbolem był Rajski Ogród. Tam bowiem, jak sugerują autorzy Księgi Rodzaju, człowiek żył w przymierzu z Bogiem, z drugim człowiekiem, ze światem zwierząt i z samym sobą. Kiedy Adam i Ewa ulegli pokusie, jak mówi Biblia: „otworzyły się ich oczy”. Zaczęli inaczej patrzeć na świat. Wcześniej patrzyli przez pryzmat dobra, teraz zaczęli widzieć przez pryzmat zła. Kiedy to się stało, przymierze zostało zerwane, ponieważ zmienił się ich sposób postrzegania Boga, świata i samych siebie. Ogród Rajski zniknął im sprzed oczu. Adam i Ewa skazali się na wygnanie. Chociaż uważamy się za ich potomków, nie jesteśmy wygnańcami - rodzimy się na emigracji. Nikt z nas nie odpowiada za to, co się stało w Rajskim Ogrodzie, ale dziedziczymy kondycję wygnańców a wraz z nią zdolność do czynienia zła.
Nie winiłbym więc diabła za wszystkie nasze grzeszki. Myślę, że on dobrze rozkłada swoje siły, raczej nie trwoni ich na kuszenie jakiegoś tam Kowalskiego. Jeśli ten zbeszta swoją żonę za to, że „zupa była za słona”, wynika to raczej z jego własnej głupoty niż z podszeptów diabła.
Może więc nie powinniśmy mówić o Złym, tylko o złu?
Debata na ten temat ciągnie się od wieków. Uczeni i filozofowie bez końca potrafią dyskutować nad wielkością jednej literki „z”. Z Pisma Świętego wynika jednak, że zło ma charakter osobowy; mówiąc wprost - chodzi o szatana. Co tu więcej mówić. Nie musimy się jednak odwoływać do Biblii, żeby się o tym przekonać. Gdyby tak zsumować całe zło, które dokonało się w świecie, okazałoby się, że przy naszych możliwościach nie bylibyśmy w stanie dokonać aż tylu potworności. Kto więc za nimi stoi? Sam odpowiedziałem sobie na to pytanie, kiedy przez przypadek natrafiłem na fotografię diabła. Znalazłem ją w Auschwitz. Na terenie obozu, w bloku obok szubienicy, na której powieszono Rudolfa Hössa, wśród zdjęć przedstawiających historię obozu, umieszczono fotografię delegacji koncernu chemicznego IG Farbenindustrie. Przyjechała ona nadzorować budowę wznoszonej nieopodal obozu fabryki. Na tym zdjęciu, w drugim rzędzie, idzie młody, przystojny człowiek. Jak wynika z podpisu, jest to asystent inż. Fausta. Diabeł - asystując człowiekowi, pomaga mu zrealizować swoje piekielne wizje.
Bez rogów i ogona? Jakiś ten Zły nie-wydarzony…
Może i niewydarzony, ale skuteczny. Nie stoi w pierwszym rzędzie, nie ciągnie za sobą hord piekielnych, niepozornie kroczy za oficjelami. Jego strój jest nienaganny, lubi jak widać sportowy styl. Gdyby stanął w tłumie, niczym szczególnym by się nie wyróżniał. W swojej pracy jest jednak sumienny jak nikt inny. To typ urzędnika, który w odpowiednim momencie poda dokumenty do podpisania, przybije pieczątkę, zatwierdzi dostawę cyklonu B, a ludzie już będą wiedzieli, jak go wykorzystać.
Trudno uwierzyć w taki obraz Złego.
Powiedziałbym raczej, że to nam, Polakom, z trudem ta wiara przychodzi. W naszych modlitewnikach słowo „zły” w modlitwie „Ojcze nasz” („zbaw nas ode złego"), pisane jest z małej litery. Nie przeszkadza nam, że w Katechizmie Kościoła Katolickiego słowo to pisane jest z dużej litery. Nawet modląc się, nie wykazujemy zbytniej wrażliwości na obecność szatana. Trudno zresztą się temu dziwić. W końcu - często to powtarzam - każdy naród ma takiego diabła, na jakiego zasłużył. My, Polacy, w swej poczciwości mamy takie niezbyt rozgarnięte diabły. Bo co można powiedzieć o tych wszystkich naszych Borutach i Rokitach. Takie głupiutkie, podchmielone, gdzieś tam kolasę wywrócą i szlagona w błocie wytaplają, coś tam spsocą, kogoś wystrychną na dudka. Nic specjalnego w porównaniu z niemieckim Mefistofelesem. Ten to diabeł z prawdziwego zdarzenia, mroczny i posępny bez trudu wciąga w otchłań doktora Faustusa. Naród niemiecki, jak widać z historii, cieszy się specjalnymi względami w piekle.
Przecież diabeł nie zawsze musi być nadęty i poważny.
Bo trudno nam go sobie takiego wyobrazić. Dla nas diabeł to taki mały karzełek, który unosi się nad naszą głową i szepcze, w zależności od preferencji politycznych, do prawego lub do lewego ucha, jakieś tam świństewka. Nikt przy zdrowych zmysłach w takiego diabła jednak nie uwierzy. Zauważcie, że domniemany spór o to, czy mówimy o „Złym”, czy o „złu”, nie jest tak naprawdę próbą rozstrzygnięcia problemu istnienia zła osobowego, bo dotyczy ikonografii, nie ontologii. Jest to spór o obraz diabła. Dokleiliśmy mu rogi i ogon, ubraliśmy w szlachecki kontusz. Czy on jednak tak wygląda? Oczywiście, że nie. Pieski mają ogony, a przecież są sympatycznymi stworzeniami. Nasze problemy z religijnością - jak pisał Czesław Miłosz - biorą się z infantylizmu naszej wyobraźni religijnej. Nie tylko bowiem nie potrafimy uwierzyć w istnienie diabła, ale też coraz trudniej nam sobie wyobrazić, że istnieje ktoś taki, jak Anioł Stróż. Anioł w wielkiej ikonografii babilońskiej to heros z wielkimi skrzydłami, a my zrobiliśmy zeń skrzyżowanie grubej baby z gęsią. Czy ktoś jest w stanie uwierzyć w tak komiczny twór?
- fragment
Czy więc za każdym złem, które czynimy, kryje się pokusa pochodząca od Złego?
Diabeł byłby niezwykle zadowolony, gdybyśmy uczynili z niego przyczynę wszystkich, nawet najmniejszych naszych grzeszków. Nic bardziej go nie uraduje, niż palec skierowany na zewnątrz i słowa: „nie ja jestem winny, ale on”. Ten gest nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. Chrześcijanie wyrażają skruchę bijąc się w piersi. Wskazujemy wtedy na serce jako przyczynę naszego działania. Jesteśmy zdolni czynić zło, ponieważ już od urodzenia nosimy w sobie pęknięcie…
Ma Ojciec na myśli grzech pierworodny?
Tak, ale wolałbym nie nadużywać tego pojęcia. Grzech kojarzy się z moim czynem, a w przypadku grzechu pierworodnego trudno powiedzieć, żebym to ja czemuś zawinił.
Diabeł byłby niezwykle zadowolony, gdybyśmy uczynili z niego przyczynę wszystkich, nawet najmniejszych naszych grzeszków. Nic bardziej go nie uraduje, niż palec skierowany na zewnątrz i słowa: „nie ja jestem winny, ale on”. |
Nie winiłbym więc diabła za wszystkie nasze grzeszki. Myślę, że on dobrze rozkłada swoje siły, raczej nie trwoni ich na kuszenie jakiegoś tam Kowalskiego. Jeśli ten zbeszta swoją żonę za to, że „zupa była za słona”, wynika to raczej z jego własnej głupoty niż z podszeptów diabła.
Może więc nie powinniśmy mówić o Złym, tylko o złu?
Debata na ten temat ciągnie się od wieków. Uczeni i filozofowie bez końca potrafią dyskutować nad wielkością jednej literki „z”. Z Pisma Świętego wynika jednak, że zło ma charakter osobowy; mówiąc wprost - chodzi o szatana. Co tu więcej mówić. Nie musimy się jednak odwoływać do Biblii, żeby się o tym przekonać. Gdyby tak zsumować całe zło, które dokonało się w świecie, okazałoby się, że przy naszych możliwościach nie bylibyśmy w stanie dokonać aż tylu potworności. Kto więc za nimi stoi? Sam odpowiedziałem sobie na to pytanie, kiedy przez przypadek natrafiłem na fotografię diabła. Znalazłem ją w Auschwitz. Na terenie obozu, w bloku obok szubienicy, na której powieszono Rudolfa Hössa, wśród zdjęć przedstawiających historię obozu, umieszczono fotografię delegacji koncernu chemicznego IG Farbenindustrie. Przyjechała ona nadzorować budowę wznoszonej nieopodal obozu fabryki. Na tym zdjęciu, w drugim rzędzie, idzie młody, przystojny człowiek. Jak wynika z podpisu, jest to asystent inż. Fausta. Diabeł - asystując człowiekowi, pomaga mu zrealizować swoje piekielne wizje.
Bez rogów i ogona? Jakiś ten Zły nie-wydarzony…
Może i niewydarzony, ale skuteczny. Nie stoi w pierwszym rzędzie, nie ciągnie za sobą hord piekielnych, niepozornie kroczy za oficjelami. Jego strój jest nienaganny, lubi jak widać sportowy styl. Gdyby stanął w tłumie, niczym szczególnym by się nie wyróżniał. W swojej pracy jest jednak sumienny jak nikt inny. To typ urzędnika, który w odpowiednim momencie poda dokumenty do podpisania, przybije pieczątkę, zatwierdzi dostawę cyklonu B, a ludzie już będą wiedzieli, jak go wykorzystać.
Trudno uwierzyć w taki obraz Złego.
Powiedziałbym raczej, że to nam, Polakom, z trudem ta wiara przychodzi. W naszych modlitewnikach słowo „zły” w modlitwie „Ojcze nasz” („zbaw nas ode złego"), pisane jest z małej litery. Nie przeszkadza nam, że w Katechizmie Kościoła Katolickiego słowo to pisane jest z dużej litery. Nawet modląc się, nie wykazujemy zbytniej wrażliwości na obecność szatana. Trudno zresztą się temu dziwić. W końcu - często to powtarzam - każdy naród ma takiego diabła, na jakiego zasłużył. My, Polacy, w swej poczciwości mamy takie niezbyt rozgarnięte diabły. Bo co można powiedzieć o tych wszystkich naszych Borutach i Rokitach. Takie głupiutkie, podchmielone, gdzieś tam kolasę wywrócą i szlagona w błocie wytaplają, coś tam spsocą, kogoś wystrychną na dudka. Nic specjalnego w porównaniu z niemieckim Mefistofelesem. Ten to diabeł z prawdziwego zdarzenia, mroczny i posępny bez trudu wciąga w otchłań doktora Faustusa. Naród niemiecki, jak widać z historii, cieszy się specjalnymi względami w piekle.
Przecież diabeł nie zawsze musi być nadęty i poważny.
Bo trudno nam go sobie takiego wyobrazić. Dla nas diabeł to taki mały karzełek, który unosi się nad naszą głową i szepcze, w zależności od preferencji politycznych, do prawego lub do lewego ucha, jakieś tam świństewka. Nikt przy zdrowych zmysłach w takiego diabła jednak nie uwierzy. Zauważcie, że domniemany spór o to, czy mówimy o „Złym”, czy o „złu”, nie jest tak naprawdę próbą rozstrzygnięcia problemu istnienia zła osobowego, bo dotyczy ikonografii, nie ontologii. Jest to spór o obraz diabła. Dokleiliśmy mu rogi i ogon, ubraliśmy w szlachecki kontusz. Czy on jednak tak wygląda? Oczywiście, że nie. Pieski mają ogony, a przecież są sympatycznymi stworzeniami. Nasze problemy z religijnością - jak pisał Czesław Miłosz - biorą się z infantylizmu naszej wyobraźni religijnej. Nie tylko bowiem nie potrafimy uwierzyć w istnienie diabła, ale też coraz trudniej nam sobie wyobrazić, że istnieje ktoś taki, jak Anioł Stróż. Anioł w wielkiej ikonografii babilońskiej to heros z wielkimi skrzydłami, a my zrobiliśmy zeń skrzyżowanie grubej baby z gęsią. Czy ktoś jest w stanie uwierzyć w tak komiczny twór?
- fragment



