tajemnica

nawiedzonego domu

MICHAŁ ADAMSKI OP
Kilka lat temu przez pewien czas mieszkałem w domu, w którym, jak to dyskretnie opowiadali sobie jego mieszkańcy, straszy. Światło zapalało się i gasło w najmniej oczekiwanym momencie, podłoga skrzypiała, chociaż nikt po niej nie chodził, w nocy można było usłyszeć jęki i stłumione głosy. Jedni mówili: to duchy, drudzy: demon. Inni twierdzili, że dom jest stary; instalacja elektryczna czasy świetności ma już dawno za sobą, rury też nie są pierwszej młodości

nawiedzony dom

Problem pojawia się, kiedy sam stajesz się świadkiem wydarzeń, które do niedawna oglądałeś w klasycznych horrorach. Nagle łóżko, na którym śpisz, zaczyna się trząść, a świat wokoło wariuje. Wskazówki zegara pędzą w odwrotnym kierunku, przedmioty, popychane niewidzialną ręką, przesuwają się z miejsca na miejsce. Wyczuwasz obecność drugiej osoby, chociaż nikogo nie widzisz. Z niewiadomego kierunku dociera do twych uszu ledwo słyszalny szept, jakby ktoś usilnie chciał przekazać ci jakąś wiadomość. Do tego opanowuje cię, wręcz powalające z nóg, uczucie udręczenia. Nie jestem bojaźliwy, ale przeżyłem tam chwile bolesnej walki duchowej.

Nie wiedziałem, co w tej sytuacji robić. Na szczęście pomógł mi jeden z naszych doświadczonych ojców, chociaż wysłuchał mojej opowieści z zakłopotaniem. Zdecydowaliśmy się odprawić Mszę św. w intencji ludzi, którzy tam mieszkali, i dziwne zjawiska ustały. Zdarza się jednak, że ksiądz, wysłuchawszy takiej opowieści, stwierdzi: „To tylko urojenia". Oczywiście choroba psychiczna jest powodem większości domniemanych ataków demonów. Gorzej, gdy psycholog i psychiatra wykluczają możliwość zaburzeń psychicznych. Wtedy osoba, która być może z wielkim trudem przełamała swój wstyd, wyjawiając krępującą sprawę duchownemu, zostaje ze swoim lękiem sama. Wielokrotnie widziałem, jak wielką ulgę mogą przynieść udręczonym ludziom słowa: „Rozumiem cię. Wiem, o czym mówisz". Wypowiedzenie ich nie kosztuje zbyt wiele. Pomoc nie musi oznaczać wezwania sztabu egzorcystów i demonologów. Jeżeli po dłuższej rozmowie stwierdzam, że mam do czynienia z realnym udręczeniem, modlę się, proszę o wstawiennictwo Matkę Bożą, św. Michała Archanioła, kropię wodą święconą tam, gdzie mają miejsce jakieś niepokojące zjawiska. Takie zupełnie proste czynności, które może wykonać każdy.

zakładnicy złego

Opowieści takiej jak ta raczej nie usłyszymy z ambony. Kazania o diable są dziś raczej rzadkością. W oficjalnych dokumentach Kościoła także nie odnajdziemy zbyt wielu wzmianek o szatanie. Pojawiają się oskarżenia, że Kościół bagatelizuje problem w obawie przed drwinami świata naukowego. Jest w tym trochę racji. Mimo to sądzę, że w postawie Kościoła wobec diabła ukryta jest głęboka mądrość. Zobrazowałbym ją tak: każde miasto posiada kanalizację, ale to nie znaczy, że kanalizacja jest najistotniejszą miejską strukturą. Ścieki i żyjące w niej szczury stanowią zaledwie niewielką, a do tego niewidoczną, część ludzkiej aglomeracji. Analogiczne miejsce w nauczaniu Kościoła zajmuje diabeł. Nie jest on głównym bohaterem Dobrej Nowiny, co najwyżej drugoplanową postacią. Kościół dba, żeby proporcje te zostały zachowane. Nie podważa jego istnienia, ale też nie poświęca mu zbyt wiele uwagi. Kiedy diabeł sam przypomina o swoim istnieniu, reaguje tak, jak każdy z nas, kiedy wybije studzienka ściekowa: wzywa wyspecjalizowane służby, które usuwają śmierdzący problem. Zajmowanie się ściekami nie należy do przyjemnych, estetycznych ani tym bardziej zdrowych. Przekonali się o tym członkowie pewnej wspólnoty charyzmatycznej, która prawie całe rekolekcje poświęciła „kanalizacji i szczurom". W dziewięciu na dziesięć konferencji była mowa o piekle i szatanie, pięć dni przeznaczono na uwalnianie od wpływu złego ducha. Wypędzono diabła drzwiami, tyle że ten wrócił oknem. Co prawda głoszono, że Chrystus zwyciężył, ale wszyscy w panicznym lęku oglądali się za siebie, jakby za chwilę miał zaatakować szatan. Po dziesięciu dniach rekolekcje opuścili mimowolni zakładnicy Złego. Takimi zakładnikami bywają najczęściej „charyzmatyczni księża", ale i „odnowione" gospodynie domowe, które wpadają w obsesję śledzenia Złego w codzienności. Przeprowadzają swoiste próby: bądź to modląc się na wszelki wypadek o uwolnienie nad nowym członkiem wspólnoty modlitewnej, sugerując przy tym nieco rogatą naturę kandydata, bądź to dolewając - o zgrozo - wodę święconą do herbaty lub zupy, niezbyt nabożnego małżonka. To wszystko godne żartu, ale takiego, z którego pewnie tylko Zły się naśmiewa.

bezbożny lęk

Lęk przed Złym ma w sobie coś bezbożnego. Trwoga byłaby uzasadniona, gdyby nie dokonało się Wcielenie, a Jezus nigdy nie zmartwychwstał. Tymczasem Chrystus zwyciężył i oskarżyciel naszych braci został strącony. Szatan już wie, że przegrał. Przyjście Jezusa ostatecznie pozbawiło go złudzeń, którymi się karmił. Myślał, że jest „Księciem Świata", a teraz pali go perspektywa realizującego się na ziemi Królestwa Bożego. Co więcej, czuje się zagrożony, bo został pokonany nawet tam, gdzie - jak sądził - jego panowanie jest absolutne. Piekło, jak mówią Ojcowie Kościoła, zostało wzięte fortelem. Diabeł dał się złapać jak ryba na haczyk. Rzucił się na Jezusa, myśląc, że to zwykły człowiek, co najwyżej - pomazaniec. Jezus pozwolił, aby połknęła go śmierć, a wtedy nastąpiła „detonacja". Śmiertelny człowiek okazał się Zbawicielem, który skruszył bramy piekieł i wyprowadził z otchłani śmierci dusze oczekujące Jego przyjścia od wieków.

Szatan próbuje nam wmówić, że w walce między ciemnością a Światłością nic nie zostało jeszcze przesądzone. Chce wykorzystać czas, jaki pozostał mu do powtórnego przyjścia Chrystusa, aby jak najwięcej ofiar pociągnąć za sobą w otchłań rozpaczy, buntu i zwątpienia. Realizując swój cel, z reguły się nie afiszuje. Chowa się za pokusą, którą niezwykle trudno oddzielić od naszych pragnień. Jeżeli jesteśmy mało wrażliwi, bez walki poddajemy się jego wpływowi. Nie zawsze jednak jest taki subtelny, niekiedy decyduje się podnieść przyłbicę. Święci - jak podają hagiografowie - nie ulegali tanim sztuczkom diabła i z łatwością radzili sobie z pokusami. Heroizm ich cnót, radykalne zwrócenie się ku Bogu wywoływały w diable agresję. Jan Maria Vianney czy ojciec Pio niejeden raz w swoim życiu toczyli walkę z siłami ciemności twarzą w twarz. Zły chciał pokonać ich w walce wręcz, udowodnić jak jest wielki i wszechmocny. Bezskutecznie. Potyczki, choć czasami krwawe, kończyły się jego porażką.

Opowieści hagiografów, często naiwne i podkolorowane, pokazują nam, że choć Zły może nam w wielu sprawach zagrozić, to nie może wszystkiego. Świadczą o tym nawet przypadki opętań. Szatan potrafi zniewolić ciało, podporządkować sobie psychikę i emocje człowieka, ale nigdy nie uda mu się zniszczyć jego duszy. Dusza zachowuje wolność nawet niosąc brzemię opętania. Jakiś czas temu spowiadałem osobę opętaną, która pomimo tego, że była zniewolona, ciągle opierała się wewnętrznej nawale. Nie dopuszczała Złego do swego serca, chociaż z wielkim trudem dokonywała najprostszych aktów woli. Pokusa także zatrzymuje się na barierze, jaką jest nasza wolność. Od nas zależy, czy oprzemy się jej urokowi.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl