tam, gdzie
wyją demony
JOANNA PETRY MROCZKOWSKA
Ta historia zdarzyła się w Bawarii, ale znana jest też poza jej granicami. 1 lipca 1976 r. dwudziestotrzyletnią Anneliese Michel z Klingenberg znaleziono w łóżku martwą. W chwili śmierci ważyła 31 kilogramów. Sprawa natychmiast trafiła do prokuratury - o poważne zaniedbanie i nieumyślne spowodowanie śmierci oskarżono rodziców i dwóch katolickich duchownych
Po zgromadzeniu materiałów dowodowych, na wiosnę 1978 r. przed sądem w Aschaffenburgu odbył się proces. W prasie wrzało. Oburzano się na średniowieczny rytuał egzorcyzmów odprawianych nad dziewczyną. Bawarię nazywano ciemnogrodem, landem, w którym „wyją demony”. Wyrokiem sądu na karę więzienia w zawieszeniu skazani zostali rodzice Anneliese, a także egzorcysta, o. Arnold Renz, salwatorianin, i ks. Ernst Alt, jej kierownik duchowy.
Po maturze Anneliese wyjechała na studia do Würzburga. Zaczęła uczęszczać na zajęcia w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Poznała wtedy chłopca, który bezskutecznie starał się wyciągnąć ją z przygnębienia i wraz z jej rodziną i znajomymi opiekował się nią. Problemy dziewczyny ze zdrowiem uległy tymczasem pogłębieniu. Anneliese skarżyła się na brak czucia, miała wrażenie, że jest wewnętrznie głucha, całkowicie pozbawiona własnej woli. Bliskim zwierzała się, że widzi koło siebie diabelskie twarze, dręczył ją smród fekaliów i spalenizny. Diagnozy neurologa i psychiatry były sprzeczne: epilepsja, „napady psychomotoryczne". Jeden z lekarzy poradził poszukać pomocy u osoby duchownej (przed sądem jednak temu zaprzeczył). Sama Anneliese zwróciła się z prośbą o radę do ks. Alta. Znajoma rodziny, przekonana, że chodzi o opętanie, również podjęła zdecydowane kroki: zainteresowała sprawą władze kościelne w osobie lokalnego biskupa, który w pierwszej chwili sprawę oddalił.
- fragment
była całkiem normalna
Urodzona w 1952 r. Anneliese pochodziła z drobnomieszczańskiej rodziny bawarskiej, tradycyjnej i pobożnej. W dzieciństwie często chorowała. Była wątła, delikatna i bardzo wrażliwa. Wiele uwagi poświęcała praktykom religijnym, często odmawiała różaniec, ale nawet i to specjalnie nie wyróżniało jej z otoczenia. Około szesnastego roku życia zaczęły się jednak pojawiać problemy. Omdlewała, „jakaś siła trzymała ją w uścisku". Napady powtarzały się co parę miesięcy. Rozpoczęły się niekończące się wizyty w gabinetach lekarskich. Badania kliniczne nie wykazywały niczego niepokojącego. Zażywała leki łagodzące objawy, ale ogólny stan jej zdrowia wcale się nie poprawiał. Przestała panować nad swoim ciałem, poruszała rękami w nieskoordynowany sposób, jej niebieskie oczy pociemniały. Do tego doszła apatia, a potem głęboka depresja. Kiedy pojechała do San Damiano, włoskiego miejsca pielgrzymkowego, wsławionego osobą wizjonerki Mammy Rosy, zaburzenia przybrały dziwną formę: miała trudności ze zbliżeniem się do niektórych świętych miejsc, w drodze powrotnej zachowywała się agresywnie, mówiła nieswoim, zmienionym głosem.Po maturze Anneliese wyjechała na studia do Würzburga. Zaczęła uczęszczać na zajęcia w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Poznała wtedy chłopca, który bezskutecznie starał się wyciągnąć ją z przygnębienia i wraz z jej rodziną i znajomymi opiekował się nią. Problemy dziewczyny ze zdrowiem uległy tymczasem pogłębieniu. Anneliese skarżyła się na brak czucia, miała wrażenie, że jest wewnętrznie głucha, całkowicie pozbawiona własnej woli. Bliskim zwierzała się, że widzi koło siebie diabelskie twarze, dręczył ją smród fekaliów i spalenizny. Diagnozy neurologa i psychiatry były sprzeczne: epilepsja, „napady psychomotoryczne". Jeden z lekarzy poradził poszukać pomocy u osoby duchownej (przed sądem jednak temu zaprzeczył). Sama Anneliese zwróciła się z prośbą o radę do ks. Alta. Znajoma rodziny, przekonana, że chodzi o opętanie, również podjęła zdecydowane kroki: zainteresowała sprawą władze kościelne w osobie lokalnego biskupa, który w pierwszej chwili sprawę oddalił.
67 egzorcyzmów
Anneliese nie była w stanie kontynuować nauki. Zabrano ją do domu, ponieważ odmawiała przyjmowania pokarmów. Jej stan uległ nieznacznej poprawie, ale pojawiła się inna dotkliwa dolegliwość - sztywnienie kończyn. Tymczasem duchowni przygotowywali się do rytuału uwolnienia od opętania. Po otrzymaniu pozwolenia od biskupa zaczęto od tzw. małego egzorcyzmu. Mimo chwilowej poprawy, pełne ukojenie jednak nie nastąpiło. W czasie napadów dziewczyna wrzeszczała, wyła, warczała, kopała, pluła, obrzucała księży wyzwiskami i bluźniła przeciw świętym imionom i przedmiotom. W takich chwilach odznaczała się niespotykaną siłą- kilku mężczyzn z najwyższym trudem mogło ją przytrzymać.- fragment



