

"O Bogu,
który kocha opowieści"
Każde spotkanie z Bogiem Twarzą w twarz to sytuacja graniczna. Człowiek właściwie nie ma prawa jej przetrwać. Świadectwa tych, którzy tego doświadczyli, a jednak przetrwali, żyją w pamięci ludzi setki, a nawet tysiące lat. Najwięcej takich świadectw znaleźć można w Biblii. Kilka lat temu, w jednym z numerów LISTU, pisaliśmy: „Biblia jest naszym lustrem" - tam zawsze znajdziemy obraz Boga, ale i samych siebie.
Kiedy Bóg uchyla przed nami nieco zasłony, za którąjest ukryty, czujemy się na ogół przynagleni do jakiegoś działania. Sposób, w jaki reagujemy, wiele o nas mówi, ale i dostarcza wiedzy o Nim samym. Bóg bowiem, raz wyznaczywszy człowiekowi zadanie, nie opuszcza go, lecz cały czas stoi obok , niejako „pilnuje" go w jego odpowiadaniu na wezwanie. Są dwie postacie Starego Testamentu, które są „wzorcowe" jeśli chodzi o taką odpowiedź. Jedna z nich to patriarcha Abraham, druga to prorok Jonasz. Obaj wykonują Boży nakaz, ale każdy inaczej. Abraham to tajemnica. On zawsze mówi „tak". Wiadomo, że nie zawiedzie, choć jego wierność wydaje się przekraczać człowieczą miarę. Jest w nim jakiś ciężar związany z Bożą Obietnicą, coś, czego wielkość zna tylko on. Abraham dźwiga ten ciężar i milczy. Milczy wychodząc z rodzinnego domu w nieznane, milczy czekając długie lata na obiecanego syna i milczy prowadząc go potem na rzeź. Jak można tak wierzyć, to przecież nieludzkie. Za to Jonasz gada aż nadto. Nie od razu. Na początku zamierza przed Bogiem uciec. Zaczyna mówić, gdy już wie, że uciec się nie da. Spełnia Boży nakaz niemal pod presją, a potem bez oporów mówi Bogu co o Nim myśli, oskarżając Go o łagodność i miłosierdzie. Zawsze mu wtedy „kibicuję", bo wiem, że bardzo się przestraszył, kiedy usłyszał, czego Bóg od niego wymaga. Wiem też, że jego zadaniem było przekazać nam przez wieki ten rodzaj traumy.
ELA KONDERAK
redaktor naczelny



