doświadczenie graniczne
Redakcja LISTU rozmawia
z Bartłomiejem Dobroczyńskim,
psychologiem, wykładowcą UJ
z Bartłomiejem Dobroczyńskim,
psychologiem, wykładowcą UJ
Jest wiele określeń, za pomocą których opisujemy doświadczenia trudne, a jednocześnie w jakiś sposób przełomowe w naszym życiu: kryzys, tragedia, trauma… Czasami używamy też wyrażenia „sytuacja graniczna". Co ono właściwie oznacza?
Twórca tego pojęcia Karl Jaspers mówił: „Sytuacjami granicznymi nazywam to, że nie mogę żyć bez walki i cierpienia, że biorę na siebie winę i nie mogę tego uniknąć, wreszcie, że muszę umrzeć". To był bardzo poważny niemiecki filozof, więc posługiwał się górnolotnymi sformułowaniami. Twierdził więc, że sytuacje graniczne są „jak mur, o który uderzamy, o który się rozbijamy. Nie potrafimy ich zmienić, lecz jedynie naświetlić.
Twórca tego pojęcia Karl Jaspers mówił: „Sytuacjami granicznymi nazywam to, że nie mogę żyć bez walki i cierpienia, że biorę na siebie winę i nie mogę tego uniknąć, wreszcie, że muszę umrzeć". To był bardzo poważny niemiecki filozof, więc posługiwał się górnolotnymi sformułowaniami. Twierdził więc, że sytuacje graniczne są „jak mur, o który uderzamy, o który się rozbijamy. Nie potrafimy ich zmienić, lecz jedynie naświetlić.
Nie da się ich oddzielić od samego istnienia empirycznego" (K. Jaspers, „Filozofia", t. III, s. 2). Ale myślę, że można mówić o takich sytuacjach językiem nieco prostszym i nie tak wzniosłym. Samo sformułowanie oznacza, że ktoś znalazł się „na granicy", czyli w jakiejś przestrzeni „pomiędzy". Wydaje się też, że w sytuacji granicznej ważną rolę odgrywa konieczność dokonania wyboru. Tak więc ktoś, kto znalazł się w sytuacji granicznej, musi wybierać, i to ze świadomością, że decyzja, którą podejmie, zmieni całe jego życie. Wszystko, co się wydarzy później, będzie w ogromnej mierze konsekwencją tego jednego wyboru. Najprostsza definicja sytu-
acji granicznej, jaka mi się w tej chwili nasuwa, jest następująca: to takie zdarzenie, o którym ten, kto nie brał w nim udziału, zareaguje pełnymi wdzięczności słowami: „Dobrze, że nie musiałem tam być". W takiej sytuacji granicznej znalazła się np. bohaterka książki „Wybór Zofii" (Sophie's Choice) Williama Styrona, gdy zażądano od niej, by wybrała, która z jej córek ma umrzeć.
A jeśli człowiek nie zgodzi się na dokonanie takiego wyboru?
Rzecz w tym, że nie może. Sytuacja graniczna to dylemat, którego nie można uniknąć. Niezależnie od tego, co człowiek zrobi, poniesie nieodwracalne konsekwencje: w przypadku A takie, w przypadku B inne...
Czyli nie jest to po prostu skrajnie trudna sytuacja?
Sytuację trudną od granicznej dzieli przepaść. W trudnej wiem, co zrobić, nie wiem tylko, czy mam w sobie tyle siły, by się tego zadania podjąć. Natomiast w sytuacji granicznej nie wiem, co zrobić. W dodatku nie mogę wyjść z niej nieskalany - cokolwiek zrobię (nawet jeśli nic nie zrobię), będę już kimś innym. Dam taki „samurajski" przykład: zostaję postawiony w sytuacji wyboru między zwierzchnikiem (szogunem, królem), któremu z przekonaniem ślubowałem posłuszeństwo, a najbliższym przyjacielem. Cokolwiek zrobię - muszę zanegować jakąś istotną dla siebie wartość kosztem innej. Nagle dochodzę do granicy wiedzy o sobie, o swoich emocjach, wyznawanych wartościach, sile wewnętrznej... Nie mam żadnych narzędzi, aby się z tym dylematem uporać. Cokolwiek zrobię, będzie niedobrze.
Jak w greckiej tragedii...
Właśnie. To modelowy przykład sytuacji granicznej - wybór między jednym złym rozwiązaniem a drugim, równie złym. Nikt nie wie, co w takiej sytuacji należałoby zrobić.
Istnieją zatem sytuacje, które są dla wszystkich ludzi - niejako obiektywnie - graniczne?
Wyróżniłbym dwa rodzaje takich doświadczeń: osobisty i tzw. archetypowy (dotyczący wszystkich). Istnieją zarówno sytuacje, które tylko niektórych stawiają na granicy ich władz umysłowych i moralnych, jak i takie, które u większości z nas wywołują skrajny dyskomfort. Doświadczenia współczesnych pokazują wyraźnie, że problem, który dla filozofa ubiegłego wieku był obiektywną sytuacją graniczną, dla człowieka żyjącego obecnie wcale takiej rangi mieć nie musi. Wszechświat ludzi ubiegłych stuleci, nawet jeżeli mieli różne poglądy, był jednak wspólny. Żyli oni w bardziej homogenicznej kulturze. Dzisiaj mamy dostęp do rozmaitych ujęć konkretnych zagadnień. Obecna epoka opisywana jest wręcz jako koniec wielkich narracji, koniec uniwersalnych historii, które dotychczas porządkowały doświadczenie ludzkości. W zamian są pojedyncze historie poszczególnych ludzi. Każdy ma swój, oparty na pewnych założeniach, system etyczny. Jeśli znajdzie się w sytuacji, w której zostanie wystawiony na ciężką próbę, to będzie ona dla niego graniczna. Każdy więc, zgodnie ze swoim światopoglądem, sam decyduje, czy coś jest dla niego sytuacją graniczną, czy nie. Wiadomość o zbliżającej się śmierci jednego skłoni do zastanowienia się nad swoim życiem i podjęcia próby jego usensownienia, a dla drugiego będzie impulsem do tego, by czerpać z życia jak najwięcej przyjemności. Dla jednego małżeństwo jest związkiem zawieranym raz na zawsze, dla kogoś innego to tylko kilkuletni kontrakt. W związku z tym czasami zastanawiam się nawet, czy sytuacje graniczne w ogóle istnieją.
Jak to?
Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak sytuacja graniczna w ogóle, są tylko czyjeś sytuacje graniczne. Aby jakaś sytuacja została zdefiniowana jako graniczna, musi być tak rozumiana przez jednostkę, która ją przeżywa. Tylko wtedy uruchomi się mechanizm konsekwencji przeorientowujący całe jej życie. Od tego, w jaki sposób ktoś z zewnątrz definiuje jakąś sytuację, dla współczesnego człowieka ważniejsze jest to, jak on sam ją sobie przedstawia, i jak będzie ją sobie przedstawiał później, kiedy będzie do niej wracał myślami. Mamy do dyspozycji wiele psychologicznych instrumentów i mechanizmów, które pomagają nam zignorować owo napięcie swojego systemu wartości. Zawsze może sobie wytłumaczyć: „To nie było takie ważne", „Źle się czułem", „Miałem złe dzieciństwo", „Byłem nieprzygotowany".
Pewną rolę w ocenie sytuacji jako granicznej może odgrywać jedynie opinia grupy ludzi, którzy są dla nas ważni ze względów intelektualnych lub duchowych. Nawet jeśli sami decydujemy o tym, co jest dla nas sytuacją graniczną, robimy to zawsze jako przedstawiciele pewnej kultury. Musimy mieć jakieś wzorce, wybieramy więc pozytywną i negatywną grupę odniesienia. Kiedy mówimy: „postąpiłem słusznie", to za tym stwierdzeniem stoi naprawdę chór ludzi, z których zdaniem się liczymy - autorzy ważnych dla nas książek, przyjaciele, bliscy, ci wszyscy, którzy mają podobną hierarchię wartości… Nasza ocena sytuacji może też być zgodna- ale nie musi -z pewnymi systemami filozoficznymi, religijnymi, psychologicznymi. To my wybieramy, z czym chcemy się liczyć, a co odrzucamy. Skoro wystarczyłoby nie uznać problemu, aby uniknąć przewrócenia swojego życia do góry nogami, to dlaczego mimo to nadal cierpimy, zamiast masowo odrzucić wszelkie sytuacje graniczne? Bo wynosimy z nich ogromne korzyści. Będąc w takiej sytuacji, możemy bardzo dużo stracić - nie tylko w sensie „mieć", ale i „być". Z drugiej strony możemy wiele zyskać.
Na przykład co?
Każda z nich jest dla nas idealnym narzędziem samopoznania.
To chyba lepiej zacząć medytować albo zrobić sobie psychotest.
One nigdy nie dostarczą nam takiej wiedzy o sobie, jak sytuacja graniczna. Wspomniany wcześniej Jaspers - który był nie tylko filozofem, ale także psychoterapeutą - miał bardzo ciekawą i przekonującą koncepcję na ten temat. Uważał, że człowiek nie jest w stanie poznać samego siebie wyłącznie przez rozmyślanie o sobie, analizowanie wspomnień czy relacji z ludźmi, ponieważ samopoznanie, podobnie jak szczęście, jest wartością „mimochodną", dodaną. Nie staję się szczęśliwy sam z siebie, ale dlatego, że mam dobrą pracę, dobry związek, przyjaciół, że jestem w dobrych relacjach z naturą itp. Żyję w określony sposób, podejmuję różne działania i dzięki temu, niejako przy okazji, zyskuję też szczęście. Bardzo podobnie jest z samopoznaniem. Wszystkie odpowiedzi, jakich sobie sami udzielamy na pytania w rodzaju: jakim jesteś ojcem? jak sobie wyobrażasz miłość? co byś zrobił, gdybyś znalazł milion dolarów? jak oceniasz się jako pracownik? - nie mają tak naprawdę wielkiego znaczenia. Wartościowej wiedzy o sobie dostarczy nam tylko udział w realnych wydarzeniach. Najlepiej poznaję samego siebie przez pracę, przyjaźnie, miłość, zadania, które wykonuję. Według Jaspersa, każdy, nawet najdrobniejszy czyn, jest wyraźnym krokiem na drodze samopoznania. W tym kontekście nie można przecenić wiedzy, jaką człowiek zyskuje o sobie, gdy jest postawiony w sytuacji granicznej.
- fragment
A jeśli człowiek nie zgodzi się na dokonanie takiego wyboru?
Rzecz w tym, że nie może. Sytuacja graniczna to dylemat, którego nie można uniknąć. Niezależnie od tego, co człowiek zrobi, poniesie nieodwracalne konsekwencje: w przypadku A takie, w przypadku B inne...
Czyli nie jest to po prostu skrajnie trudna sytuacja?
Sytuację trudną od granicznej dzieli przepaść. W trudnej wiem, co zrobić, nie wiem tylko, czy mam w sobie tyle siły, by się tego zadania podjąć. Natomiast w sytuacji granicznej nie wiem, co zrobić. W dodatku nie mogę wyjść z niej nieskalany - cokolwiek zrobię (nawet jeśli nic nie zrobię), będę już kimś innym. Dam taki „samurajski" przykład: zostaję postawiony w sytuacji wyboru między zwierzchnikiem (szogunem, królem), któremu z przekonaniem ślubowałem posłuszeństwo, a najbliższym przyjacielem. Cokolwiek zrobię - muszę zanegować jakąś istotną dla siebie wartość kosztem innej. Nagle dochodzę do granicy wiedzy o sobie, o swoich emocjach, wyznawanych wartościach, sile wewnętrznej... Nie mam żadnych narzędzi, aby się z tym dylematem uporać. Cokolwiek zrobię, będzie niedobrze.
Jak w greckiej tragedii...
Właśnie. To modelowy przykład sytuacji granicznej - wybór między jednym złym rozwiązaniem a drugim, równie złym. Nikt nie wie, co w takiej sytuacji należałoby zrobić.
Istnieją zatem sytuacje, które są dla wszystkich ludzi - niejako obiektywnie - graniczne?
Wyróżniłbym dwa rodzaje takich doświadczeń: osobisty i tzw. archetypowy (dotyczący wszystkich). Istnieją zarówno sytuacje, które tylko niektórych stawiają na granicy ich władz umysłowych i moralnych, jak i takie, które u większości z nas wywołują skrajny dyskomfort. Doświadczenia współczesnych pokazują wyraźnie, że problem, który dla filozofa ubiegłego wieku był obiektywną sytuacją graniczną, dla człowieka żyjącego obecnie wcale takiej rangi mieć nie musi. Wszechświat ludzi ubiegłych stuleci, nawet jeżeli mieli różne poglądy, był jednak wspólny. Żyli oni w bardziej homogenicznej kulturze. Dzisiaj mamy dostęp do rozmaitych ujęć konkretnych zagadnień. Obecna epoka opisywana jest wręcz jako koniec wielkich narracji, koniec uniwersalnych historii, które dotychczas porządkowały doświadczenie ludzkości. W zamian są pojedyncze historie poszczególnych ludzi. Każdy ma swój, oparty na pewnych założeniach, system etyczny. Jeśli znajdzie się w sytuacji, w której zostanie wystawiony na ciężką próbę, to będzie ona dla niego graniczna. Każdy więc, zgodnie ze swoim światopoglądem, sam decyduje, czy coś jest dla niego sytuacją graniczną, czy nie. Wiadomość o zbliżającej się śmierci jednego skłoni do zastanowienia się nad swoim życiem i podjęcia próby jego usensownienia, a dla drugiego będzie impulsem do tego, by czerpać z życia jak najwięcej przyjemności. Dla jednego małżeństwo jest związkiem zawieranym raz na zawsze, dla kogoś innego to tylko kilkuletni kontrakt. W związku z tym czasami zastanawiam się nawet, czy sytuacje graniczne w ogóle istnieją.
Jak to?
Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak sytuacja graniczna w ogóle, są tylko czyjeś sytuacje graniczne. Aby jakaś sytuacja została zdefiniowana jako graniczna, musi być tak rozumiana przez jednostkę, która ją przeżywa. Tylko wtedy uruchomi się mechanizm konsekwencji przeorientowujący całe jej życie. Od tego, w jaki sposób ktoś z zewnątrz definiuje jakąś sytuację, dla współczesnego człowieka ważniejsze jest to, jak on sam ją sobie przedstawia, i jak będzie ją sobie przedstawiał później, kiedy będzie do niej wracał myślami. Mamy do dyspozycji wiele psychologicznych instrumentów i mechanizmów, które pomagają nam zignorować owo napięcie swojego systemu wartości. Zawsze może sobie wytłumaczyć: „To nie było takie ważne", „Źle się czułem", „Miałem złe dzieciństwo", „Byłem nieprzygotowany".
Pewną rolę w ocenie sytuacji jako granicznej może odgrywać jedynie opinia grupy ludzi, którzy są dla nas ważni ze względów intelektualnych lub duchowych. Nawet jeśli sami decydujemy o tym, co jest dla nas sytuacją graniczną, robimy to zawsze jako przedstawiciele pewnej kultury. Musimy mieć jakieś wzorce, wybieramy więc pozytywną i negatywną grupę odniesienia. Kiedy mówimy: „postąpiłem słusznie", to za tym stwierdzeniem stoi naprawdę chór ludzi, z których zdaniem się liczymy - autorzy ważnych dla nas książek, przyjaciele, bliscy, ci wszyscy, którzy mają podobną hierarchię wartości… Nasza ocena sytuacji może też być zgodna- ale nie musi -z pewnymi systemami filozoficznymi, religijnymi, psychologicznymi. To my wybieramy, z czym chcemy się liczyć, a co odrzucamy. Skoro wystarczyłoby nie uznać problemu, aby uniknąć przewrócenia swojego życia do góry nogami, to dlaczego mimo to nadal cierpimy, zamiast masowo odrzucić wszelkie sytuacje graniczne? Bo wynosimy z nich ogromne korzyści. Będąc w takiej sytuacji, możemy bardzo dużo stracić - nie tylko w sensie „mieć", ale i „być". Z drugiej strony możemy wiele zyskać.
Na przykład co?
Każda z nich jest dla nas idealnym narzędziem samopoznania.
To chyba lepiej zacząć medytować albo zrobić sobie psychotest.
One nigdy nie dostarczą nam takiej wiedzy o sobie, jak sytuacja graniczna. Wspomniany wcześniej Jaspers - który był nie tylko filozofem, ale także psychoterapeutą - miał bardzo ciekawą i przekonującą koncepcję na ten temat. Uważał, że człowiek nie jest w stanie poznać samego siebie wyłącznie przez rozmyślanie o sobie, analizowanie wspomnień czy relacji z ludźmi, ponieważ samopoznanie, podobnie jak szczęście, jest wartością „mimochodną", dodaną. Nie staję się szczęśliwy sam z siebie, ale dlatego, że mam dobrą pracę, dobry związek, przyjaciół, że jestem w dobrych relacjach z naturą itp. Żyję w określony sposób, podejmuję różne działania i dzięki temu, niejako przy okazji, zyskuję też szczęście. Bardzo podobnie jest z samopoznaniem. Wszystkie odpowiedzi, jakich sobie sami udzielamy na pytania w rodzaju: jakim jesteś ojcem? jak sobie wyobrażasz miłość? co byś zrobił, gdybyś znalazł milion dolarów? jak oceniasz się jako pracownik? - nie mają tak naprawdę wielkiego znaczenia. Wartościowej wiedzy o sobie dostarczy nam tylko udział w realnych wydarzeniach. Najlepiej poznaję samego siebie przez pracę, przyjaźnie, miłość, zadania, które wykonuję. Według Jaspersa, każdy, nawet najdrobniejszy czyn, jest wyraźnym krokiem na drodze samopoznania. W tym kontekście nie można przecenić wiedzy, jaką człowiek zyskuje o sobie, gdy jest postawiony w sytuacji granicznej.
- fragment



