kto komu

ślubu udziela

PIOTR NAPIWODZKI OP
Z uśmiechem i poczuciem dowartościowania roli świeckich w Kościele duszpasterze lubią podkreślać, że sakramentu małżeństwa udzielają sobie sami małżonkowie. Nawet Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że „w Kościele łacińskim uważa się zazwyczaj, że sami małżonkowie jako szafarze łaski Chrystusa udzielają sobie wzajemnie sakramentu małżeństwa, wypowiadając swoją zgodę" (KKK 1623)


Zwrot „uważa się zazwyczaj" sugeruje najwyraźniej, że inne rozumienie jest możliwe, choć niestety w Kościele coraz rzadziej przypominane. Funkcjonuje jeszcze na szczęście zwrot „ślubu udziela ten czy ten ksiądz", ale co bardziej pobożni i w swojej własnej opinii bardziej kompetentni wierni wskazują na fakt, iż to narzeczeni „sami udzielają sobie nawzajem sakramentu". Takie rozumienie sakramentu małżeństwa jest efektem wielu czynników działających w historii Kościoła i ma bardzo duże konsekwencje praktyczne dla konkretnych spraw. Jedną z ważniejszych jest chociażby rozwiązywanie problemu powstającego, gdy małżonkowie żyjący w separacji starają się o uregulowanie swoich nowych związków. Co na to teologia?

materia i forma

Od samego początku w Kościele obecne było przekonanie, że sakramenty łączą w sobie dwa elementy: to, co ziemskie, i to, co boskie. Wyodrębnienie i precyzyjne ich nazwanie i opisanie zajmowało całe tomy szczegółowych opracowań.

Sakrament może być charakteryzowany także jako połączenie elementu materialnego (rzeczy lub czynności) i określającej go formy (słów). W taki sposób mówiono o sakramentach jeszcze przed zaadaptowaniem przez chrześcijaństwo filozofii Arystotelesa (XIII w)., która całą rzeczywistość próbowała opisać w kategoriach złożenia materii i formy (tzw. hylemorfizm) Także w sakramentologii terminy te nabrały arystotelesowskiego sensu - analogicznie do wszystkich innych substancji pojmowano sakramenty jako składające się z nieokreślonego elementu materialnego (czynność obrzędowa lub element materialny) i z elementu określającego (liturgiczna forma słowna). Dla każdego sakramentu sprecyzowana zostaje w ten sposób istota znaku sakramentalnego. Dzięki temu wskazując na materię i formę sakramentu jesteśmy w stanie powiedzieć, czym ten konkretny znak jest1.I tak np. w przypadku sakramentu chrztu przyjmuje się, że materią jest woda (polanie wodą) a formą słowa np. „[Janie], ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego", w przypadku spowiedzi odpowiednio: wyznane grzechy i wypowiadana przez kapłana formuła rozgrzeszenia.

sakrament małżeństwa

Przechodząc do interesującego nas tutaj sakramentu małżeństwa, trzeba także zapytać o jego materię i formę. Przyjmuje się, choć nie jest to jedyna opinia, że materią sakramentu małżeństwa jest zgoda narzeczonych, ich wola bycia razem. Co zatem jest formą? Jeszcze w XVI w., tak jak do dzisiaj w Kościołach Wschodu, uważało się, że jest nią błogosławieństwo kapłana. Dzisiaj najczęściej mówi się, że formą sakramentu małżeństwa jest wyrażenie zgody na małżeństwo przez formułę przewidzianą w liturgii (np. „ja [Anna], biorę sobie ciebie, Tadeuszu, za męża etc"). Materią sakramentu byłaby zatem zgoda, a formą sakramentu wyrażenie zgody.

Kto jest szafarzem sakramentu? W tej sytuacji oczywiście narzeczeni wobec siebie wzajemnie. To rozpowszechnione ujęcie budzi jednak pewne wątpliwości. Wzajemne wyrażenie zgody i wcześniejsze zaistnienie tej zgody są elementami naturalnymi, ludzkimi. Można powiedzieć, że takie rzeczy dokonują się niezależnie od religii, są faktem społecznym, w tym wypadku jedynie (niektórzy powiedzą „aż") podniesionym do rangi czegoś rozgrywającego się w sferze sacrum. Jedni widzą w tym siłę współczesnego katolickiego rozumienia małżeństwa, wskazując na głębokie dowartościowanie ludzkich aktów, wyborów, decyzji, ich wprost mistyczne znaczenie. Inni - mniej liczni - wskażą na niebezpieczne „naturalizowanie" sakramentów, szczególnie mocne w okresie potrydenckim (od XVI w.). Wyraża się ono przez dowartościowywanie pojęcia natury niejako na przekór podejściu protestanckiemu, które w skrócie wyraża słynne sola gratia - „tylko łaska". Niebezpieczeństwo wyrażać się tu będzie w zapomnieniu o wymiarze nadprzyrodzonym. W praktyce oznacza to, że katolickie przygotowanie do małżeństwa to często głównie nauka kształtowania dobrych relacji między małżonkami czy też nauka naturalnych metod planowania rodziny.

Małżeństwo jest więc podniesieniem do rangi sakramentu i uporządkowaniem zgodnie z obowiązującą nauką moralną tego, co i tak między ludźmi było, jest i będzie. Należy jednak podkreślić nadprzyrodzony wymiar małżeństwa, który jest przecież - jak każdy sakrament - źródłem łaski. Błogosławieństwu kapłańskiemu jest niekiedy przypisywane znaczenie magiczne: ślub trzeba zawrzeć, aby Bóg patrzył przychylnym okiem na naszą miłość, aby ją przed Nim „zalegalizować", aby nasza miłość trwała i owocowała, aby w razie czego po prostu nie narazić się na potępienie. Nie do przecenienia są także powody społeczne, kulturowe, psychologiczne, które mają często zasadniczy wpływ na decyzję o ślubie.

znak miłości

Na ślub rzadko patrzy się jako na zadanie, które daje Kościół. W takim ujęciu ludzie przychodzący ze swoją miłością do Kościoła i pragnący zawrzeć ślub, są pewni, że mogą stać się znakiem miłości Boga do świata, Chrystusa do Kościoła. Proszą, aby z nich taki znak uczynić. Ich miłość ma zostać wpleciona w przepowiadanie Ewangelii, do którego powołany jest cały Kościół. W takim rozumieniu szafarzem ślubu nie są narzeczeni, ale ten, który „ślubu udziela", a więc delegat Kościoła. Narzeczeni nie zostają sami ze swoją miłością, oni ją w sobie mają, czują, pielęgnują, rozwijają, ale aby uczynić się znakiem dla Kościoła i świata, potrzebują czegoś z zewnątrz. Małżeństwo jest rozumiane jako nierozerwalne także właśnie ze względu na przejrzystość znaku - jeśli już ktoś chce pokazać, jak Chrystus kocha swój lud, to niedobrze, gdy po jakimś czasie odchodzi od małżonki czy małżonka. W takiej sytuacji bowiem Kościół pozostaje pozbawiony tego świadectwa. Zmniejsza się jego skuteczność jako siły przeobrażającej świat mocą Ewangelii.

możliwość dyspensy

Przez analogię, która ma wiele niedoskonałości, popatrzmy na inny sakrament przyporządkowujący człowieka do konkretnej misji w Kościele - na sakrament kapłaństwa. Chociażby ktoś był najbardziej gorliwy, pobożny, kompetentny i pod każdym względem nienaganny, nie może sam siebie wyświęcić - przyjmuje ten dar z zewnątrz, od Kościoła. Jest to zresztą zasada obowiązująca przy wszystkich sakramentach, która w przypadku małżeństwa zatarła się i doprowadziła do formuły „samoobsługi", łagodzonej ujęciem „udzielania sobie nawzajem".

Każdy sakrament „zmienia" coś w człowieku. W przypadku kapłaństwa mówimy o tzw. sakramentalnym charakterze, który określa miejsce, jakie od tej pory wyświęcony zajmuje w Kościele. Niektórzy także w odniesieniu do sakramentu małżeństwa chcą mówić o czymś podobnym, czymś, co na stałe naznacza małżonków. Taki „sakramentalny znak" to niezacieralne duchowe znamię, naznaczenie, które pozostaje nawet wtedy, gdy z jakichś powodów ktoś zdecyduje się na porzucenie swojej misji. Nawet gdy ktoś z jakichś, na przykład dyscyplinarnych powodów (jak chociażby celibat) prosi o przeniesienie do stanu świeckiego i zaprzestaje sprawować funkcje kapłańskie, ciągle pozostaje kapłanem. Ów niezmywalny znak w nim (tradycyjnie mówi się o „znaku na duszy") świadczy ciągle o wierności Chrystusa wobec Kościoła.

Wiemy, że w niektórych przypadkach księża mogą prosić o dyspensę - w wielu sytuacjach jest ona udzielana. Widać więc, że Kościół rozumie różne ludzkie uwarunkowania i w swojej mądrości i miłosierdziu nie pozostawia danej osoby poza sakramentami przez długi czas, w przypadku kapłaństwa przenosząc ją do stanu świeckiego. Kościół, który dał misję i powierzył komuś jakieś zadanie, może w określonych warunkach z tego zadania i misji zwolnić. Wydaje się to logiczne.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl