

"dziecko na Mszy Świętej"
Biegają po kościele, hałasują, bawią się zabawkami, czasem jedzą- wszystko to podczas niedzielnej Mszy św. Przeszkadzają księdzu i innym uczestnikom. Bywają prawdziwą udręką również dla swoich rodziców, dla których ta niedzielna Msza jest może jedyną w tygodniu, na której mogą być.
Opinie na temat uczestnictwa małych dzieci we Mszy św. są różne i dość radykalne na ogół. Jedni uważają, że mają prawo przyprowadzać swoje pociechy na Mszę, bez względu na ich wiek, świadomość i zdolność do wytrwania w bezruchu (czyli na dziecięcych torturach). Inni chętnie wysłaliby wszystkie dzieci na „ich własną" dziecięcą Mszę (a kiedy dzieci stają się nastolatkami sytuacja się odwraca i wtedy dzieci z przyjemnością wyprosiłyby wszystkich dorosłych ze „swojej" młodzieżowej Mszy), albo w ogóle nie zabieraliby ich do kościoła. Bywają i tacy, jak jedna z zaprzyjaźnionych z naszą redakcją zwolenniczek tzw. „Mszy trydenckiej", którzy uważają, że dobrzy i odpowiedzialni rodzice potrafią sprawić, że nawet dwulatki mogą szanować wielką tajemnicę, która dzieje się na ołtarzu i będą stać spokojnie, kiedy Chrystus przychodzi.
Od tego wszystkiego, co słyszeliśmy przygotowując ten numer LISTU (wśród różnych opinii tyrada zwolenniczki Trydentu zabrzmiała może najmocniej) sami straciliśmy zdrowy rozsądek i w pierwszej wersji okładki umieściliśmy wielki tytuł: „Uwaga! Dziecko na Mszy św.". Ale na szczęście przyszło na nas opamiętanie. Bo z dziećmi na Mszy św. bywa czasem ciężko, ale bez nich czegoś by chyba brakowało.
ELA KONDERAK
redaktor naczelny



