grzechy

"grzechy

z których się nie spowiadamy"


Są takie tematy, do których stale w życiu powracamy. Opowiadamy o nich często i na różne sposoby, a i tak zawsze zostaje coś, czego nie wypowiedzieliśmy. Na przykład miłość. Ile by nie napisać artykułów, czy książek o miłości, ile by filmów nie nakręcić, ciągle pozostanie jakiś niedosyt, coś, czego nie wyraziliśmy. Wydaliśmy już kilka numerów LISTU o miłości, a wciąż przychodzą nam do głowy nowe pomysły. Miłość to nasz “świat nieprzedstawiony".


Jednym z takich tematów, które również wydają się nieopowiedziane do końca jest spowiedź. Może dlatego, że tak bardzo dotyczy Miłości? Co roku w Wielkim Poście wydajemy numer o spowiedzi i co roku odkrywamy tematy, o których dotąd nie mówiliśmy. “Grzechy, z których się nie spowiadamy" - to temat, który zabsorbował nas w tym roku. Ojciec Tomasz Kwiecień OP pokusił się o wymienienie kilku takich grzechów i ich krótkie opisanie. Może się to wydawać dziwne, bo przecież w ubiegłych latach często podkreślaliśmy, że w spowiedzi nie chodzi o katalogi grzechów (w tym roku mówi o tym w wywiadzie o. Mirosław Pilśniak OP), a tu tworzymy własny katalog. Ale nie chodzi o katalog. Każdy z nas ma takie chwile, w których lęka się tego, że się źle spowiada, a nawet wyraźnie wyczuwa, że coś istotnego przemilcza. Umiejętność widzenia takich spraw w konkrecie jest sztuką, której warto się uczyć na przykładach.

Najtrudniejsze jednak do wyznania w konfesjonale są takie grzechy, których nigdy nie nazwaliśmy, bo nie ma na nie dobrej nazwy. Ciężko z nimi żyć, ale nie sposób ich pogrupować, określić jakimś eufemizmem i po prostu wyznać. Każdy z nich jest inny, jednorazowy, odrębny. Dotyczą raczej dobra, które się nie wydarzyło z naszego powodu, albo zła, które wynikło z tego powodu, że jakieś dobro się nie wydarzyło. Bywa tak na przykład wtedy, kiedy mamy do kogoś zdzwonić, a nie zadzwonimy, mamy jechać kilka kilometrów dalej, a jednak zawrócimy, mamy coś komu powiedzieć, a nie mówimy, mamy coś napisać, ale zrezygnujemy, mamy przetrwać jakąś sytuację i wytrzymać ból z nią związany, a nie wytrzymujemy. Później, czasem dopiero po latach (a może nawet dopiero po śmierci), dowiadujemy się, że gdybyśmy to zrobili, świat wyglądałby trochę inaczej. Nie sposób tego naprawić w najlepszym razie długo trzeba czekać na taką okazję. A wszystko przez to, że jesteśmy głusi jak pień i ślepi jak kret.

Grzechy, z których się nie spowiadamy... Mamy je przed oczami w chwilach zagrażających naszemu życiu, wracają podczas bezsennych nocy... Ale jak je wypowiedzieć w konfesjonale? Szczególnie, jeśli zdarzy się nam spowiednik, który wyraźnie czeka na nasz “katalog"?

ELA KONDERAK
redaktor naczelny


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl