wielka cisza

czyli ostatnia encyklika Jana Pawła II

WIESŁAW DAWIDOWSKI OSA
Jan Paweł II nie pozostawił nam encykliki o teologii ciała. Teoretycznie nie. Oglądałem ostatnio niezwykły film dokumentalny Philipa Gröninga pt. „Wielka Cisza", o życiu mnichów, eremitów surowego klasztoru Wielkiej Kartuzji w Alpach Francuskich. W jednej ze scen reżyser ukazał starego mnicha poddającego się w klasztornej infirmerii leczniczemu zabiegowi namaszczenia ciała. Scena jest szokująca, zimne oko kamery rejestruje bowiem niemal każdy centymetr ciała mnicha. Nie jest to jędrne ciało młodzieńca, ale miejscami obwisła masa, pozbawiona mięśni, z jej odłogami i zmarszczkami. A jednak to ciało jest otoczone szacunkiem i delikatnością. Stoi na progu starego i nowego życia, ale ciągle żywotne, traktowane jest jak świątynia

Zdaniem Jana Pawła II człowiek w sposób właściwy może odczytać siebie tylko w misterium Słowa Wcielonego, czyli w osobie Pana. To Chrystus całkowicie objawia człowieka jemu samemu (por. Redemptor Hominis 8). Innymi słowy człowieczeństwo nie tylko w wymiarze duchowym, ale także cielesnym ma wielką wartość w oczach Boga, skoro właśnie ludzkie ciało, z jego wszystkimi słabościami i ograniczeniami, Bóg wybrał za narzędzie zbawienia świata. W katechezach poświęconych cielesnemu wymiarowi człowieczeństwa, Jan Paweł II wzywał, aby odczytywać je w kontekście obrazu z ogrodu Eden. To właśnie tam człowiek doświadczał, że autentyczne, nieskażone grzechem życie w ciele polega na przeżywaniu pierwotnej samotności, pierwotnej jedności i pierwotnej nagości. Znajduje to wyraz w słowach Księgi Rodzaju: Niedobrze, aby człowiek był sam Mężczyzna łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Nie odczuwali wstydu. (por. Rdz 2, 18; 24; 25) Pierwszy człowiek był świadomy swojej wyjątkowości, a jego ciało było zdolne wyrazić wewnętrzną harmonię ducha, ład i wolność. Pierwotna samotność dała mu niezwykłą możliwość odpowiedzenia wdzięcznością i posłuszeństwem wiary Stworzycielowi. Jednocześnie umożliwiła głębokie pragnienie drugiej osoby. Dodajmy - pragnienie czyste, które swoje zwieńczenie znajduje w języku ciała, którym przemawiają do siebie mąż i żona.

Ośmielę się twierdzić, że w tych teoretycznych uwagach, przez jakąś daleką analogię, można dostrzec osobę samego papieża, chociaż - rzecz jasna - nie w wymiarze małżeńskim. Wskażę na trzy elementy: samotność, zjednoczenie i obnażenie. Wszyscy pamiętamy ostanie dni Jana Pawła II. Owe dojmujące wystąpienia w oknie Pałacu Apostolskiego w Rzymie, na krótko przed odejściem do domu Ojca. Biała postać, zmiażdżona wieloletnim cierpieniem, udręczona licznymi wizytami w szpitalu, operacjami. Na jego twarzy wypisane było całe cierpienie zrodzone w latach pontyfikatu. Był jak ów Izajaszowy mąż boleści, oswojony z cierpieniem. Nie mógł oddychać, a pragnął mówić. Pozbawiony głosu. Kamery zarejestrowały jego niemy krzyk. Ten mąż oswojony z cierpieniem, prorok zawsze otoczony ludźmi, doświadczał wtedy jakiejś szczególnej samotności w cierpieniu. Tak bardzo chciał być blisko ludzi, dawać im do końca słowa nadziei, wyciągać ku nim ręce, niemoc ciała odbierała mu jednak tę możliwość. Pozostał tylko język ciała. Prosty, a jakże wymowny: błogosławieństwo udzielone w milczeniu, jakby na granicy przejścia z tego świata do tamtego, na granicy oznaczającej powrót do pierwotnej szczęśliwości człowieka, o której wcześniej tyle razy mówił.

Jan Paweł II, będąc w tych dniach oddzielonym od ludzi, był równocześnie zjednoczony z całym Kościołem. Tak czytam tę milczącą, wykutą jak ze skały postać, siedzącą w samotności w kaplicy w dniu Wielkopiątkowej Drogi Krzyżowej po ruinach Colosseum, którą tak bardzo kochał. Zapatrzony w krzyż, przytulony niemal całym ciałem do krucyfiksu, był blisko Chrystusa, Słowa Wcielonego, a jednocześnie zjednoczony niemal cieleśnie, z całym Kościołem, Mistycznym Ciałem Chrystusa. W tej scenie można dostrzec wypełnienie się w życiu papieża słów św. Pawła nauczającego, że ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali swoje ciało wraz z jego namiętnościami. (Gal 5, 24). Słabość ciała okazała się tutaj jego mocą. Papież przemawiał do świata nie gestem, ale całym sobą.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl