
"Bóg
ryzykantów"
Czytając ten numer LISTU można dojść do wniosku, że jedną z największych ryzykantek w Kościele była Matka Teresa z Kalkuty. Najpierw porzuciła własne zgromadzenie, w którym miała swoje miejsce, w którym czuła się dobrze i bezpiecznie. Odeszła, bo zaufała wizjom i objawieniom Chrystusa, który ją wzywał do czegoś innego. A potem przez pół wieku zajmowała się dziełem, nad wyraz trudnym, nie dającym, po ludzku myśląc, żadnej satysfakcji, z poczuciem, że Bóg ją opuścił. Ból samotności, gdy Bóg się oddala jest dla człowieka nie do zniesienia, zwłaszcza, gdy wcześniej doświadczył Jego bliskości. Dwa razy zaryzykowała, najpierw opuszczając zakon i zakładając nowy, a potem trwając w tym nowym w całkowitej duchowej ciemności. Ile razy w ciągu pięćdziesięciu lat przyszło jej do głowy, że się pomyliła? Może nawet nigdy nie odważyła się tej wątpliwości wypowiedzieć.
Ale i Bóg ryzykuje. Ryzykuje dając człowiekowi wolność, stwarzając go tak, że człowiek musi wybrać: czy chce być z Bogiem, czy nie. Przy czym wybór ten nie jest tylko kwestią deklaracji, ale wielu życiowych decyzji, o których często, dopóki ich nie dokonamy, nie wiemy czy są słuszne. Ojciec Wojciech Giertych OP, Teolog Domu Papieskiego, pisze, że nasza wola została stworzona przez Boga w ten sposób, że ma naturalną skłonność do dobra. Ta myśl powinna działać uspokajająco, bo skoro nasza wola rzeczywiście ma taką skłonność, to wystarczy „wmyśleć się” w nią i będziemy wiedzieć, co jest dobre, a co złe. A na dodatek z przyjemnością zrobimy to, co dobre ulegając naturalnej skłonności woli. Gdyby jednak było to takie proste, to wszystkie nasze złe wybory nie miałyby miejsca, bo żaden człowiek nie chce robić czegoś, co nie sprawia mu przyjemności. Dlaczego więc popełniamy czasem tak straszliwe pomyłki, mimo skłonności naszej woli do dobra? Dlaczego tak ochoczo korzystamy z naszego prawa do błędu? Czy tylko na przekór tym, którzy nas nieustannie do dobra zachęcają?
ELA KONDERAK
redaktor naczelny



