czy Jezus

był samotny?

JACEK PRUSAK SJ
Rodzimy się samotni i umieramy samotni. To stwierdzenie nie pochodzi z ust jakiegoś zdeklarowanego nihilisty czy niedoszłego samobójcy, ale wynika z obserwacji życia i szczerości w stosunku do siebie. Spontanicznie budzi ono jednak nasz sprzeciw


Z jednej strony Pismo Święte podkreśla, że nie jest dobrze, gdy człowiek jest sam (por. Rdz 2,18), z drugiej, w kulturze masowej panuje powszechne przekonanie, iż jedynym źródłem prawdziwej radości mogą być kontakty intymne o charakterze seksualnym. Podkreśla się nawet, że zaspokojenie heteroseksualne jest warunkiem sine qua non zdrowia psychicznego i psychologicznego do-brostanu. W tym kontekście małżeństwo staje się „ziemią obiecaną" a „manną" idylliczne rozumienie „zakochania się", według którego stajemy się całkowicie pochłonięci kochaniem drugiej osoby, która może nas wyleczyć z samotności i izolacji. W tym kontekście samotność jawi się jako symptom choroby. W zależności jednak od tego, jak ową egzystencjalną samotność potraktujemy, będzie ona miała pozytywny bądź negatywny wydźwięk w naszym życiu. Samotność trzeba bowiem odróżnić od osamotnienia i izolacji.

samotność a osamotnienie

Osamotnienie jest wynikiem egzystencjalnego strachu przed ową „częścią" naszej psychiki, w której jesteśmy naprawdę sami i której nie możemy dzielić z nikim. Ze stanem osamotnienia, czyli lęku przed samotnością, wiążą się trzy rodzaje izolacji: interpersonalna, intrapersonalna i egzystencjalna. Pierwsza ma miejsce wtedy, kiedy tracimy przyjaciół albo bliskie związki z innymi. Druga pojawia się, gdy stajemy się obcy sami sobie - nie rozumiemy siebie, odrzucamy to, kim jesteśmy albo wypieramy się części siebie, czy to dobrej, czy złej.

Trzeciego typu izolacji doświadcza każdy z nas w momentach ciszy, samotności, kryzysu, bólu, niepowodzenia, depresji, żalu czy innych silnych emocji. Osamotnienie interpersonalne można przezwyciężyć, a jego brzemię uleczyć poprzez inicjatywy zmierzające do zdobycia przyjaźni i intymności w naszym życiu. Osamotnienie intrapersonalne jest możliwe do pokonania dzięki „nawróceniu", a więc podjęciu wysiłków zmierzających do życia w bardziej autentyczny sposób, przez zrozumienie i akceptację siebie. W przypadku izolacji egzystencjalnej, jedyne co możemy zrobić, to nie uciekać od niej, ale ją zaakceptować. Ta izolacja niesie bowiem w sobie potencjał duchowego przebudzenia, odkrycia poza lękami i obronami „ja", źródła naszego pochodzenia od Boga - bo „niespokojne jest nasze serce, dopóki w Nim nie spocznie" (św. Augustyn).

Istnieje więc nieprzekraczalna przepaść pomiędzy nami a innymi, a to, jak sobie z tym radzimy, wpływa na nasze życiowe doświadczenia i więź z Bogiem. Najczęściej uciekamy przed samotnością podejmując przeróżne manewry, które mają nas połączyć z kimś innym, by przeżyć doskonałe zjednoczenie. Psychoterapeuci podkreślają jednak, że jedynym momentem w życiu, w którym całkowicie jesteśmy „jednym" z kimś innym, w którym wszystkie nasze potrzeby są całkowicie zaspokojone, jest okres prenatalny, kiedy otacza nas łono matki. Wtedy jesteśmy całkowicie bezpieczni. Nie ma jednak sposobu, żeby tam wrócić. Pragnienie takiej symbiozy jest oznaką psychicznej regre-sji. Innym manewrem jest szukanie ludzi po to, aby być w centrum ich uwagi i nie mieć okazji do zastanawiania się nad sobą. Specyficznym rodzajem tego manewru jest zawieranie małżeństwa po to, aby partner poświęcił nam całą swoją uwagę i spełniał wszystkie oczekiwania. Trzeba jednak pamiętać, że jedynymi ludźmi w naszym życiu, którzy poświęcili się nam całkowicie, byli nasi rodzice. Taka relacja musi jednak się skończyć wraz z wejściem dziecka w dorosłe życie. Poszukiwanie we współmałżonku utraconego rodzica niechybnie skazane jest na porażkę i rozbicie własnego małżeństwa.

Ponieważ wierzymy, że Bóg jest obecny w każdym momencie naszego życia, chcielibyśmy nigdy nie czuć się samotni. Wiara w stałą obecność Boga w naszym życiu może być źródłem wielkiego pocieszenia, ale jeśli podejdziemy do niej w sposób życzeniowy, czyli pragnąc, aby pozwoliła nam ona uniknąć podstawowej samotności, to wystawiamy na ryzyko naszą duchowość, gdyż zamieniamy Boga w idola. Natomiast uświadomienie sobie własnej pustki pozwala nam poddać się Bogu.

Po przedstawieniu różnicy pomiędzy samotnością a osamotnieniem (izolacją) można zapytać, czy Jezus był w swoim życiu samotny, czy może jedynie doświadczał osamotnienia i izolacji?

solidarność Jezusa

Większość osób dorosłych pragnie zarówno stosunków o charakterze intymnym, jak i poczucia przynależności do jakiejś wspólnoty. List do Hebrajczyków tak scharakteryzował „profil psychologiczny" Jezusa: Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4, 14-15). Oznacza to, że Jezus w pełni doświadczał wszystkich fizycznych i emocjonalnych aspektów życia. Znał głód, pragnienie, zmęczenie i osamotnienie. Doświadczył wrogości i odrzucenia ze strony tych, którym starał się pomóc. Był również, i to wielokrotnie, niewłaściwie rozumiany, także przez swoich uczniów. Poznał ból zdrady ze strony przyjaciela i strach przed nadchodzącą śmiercią. Był celibatariuszem. W świetle przywołanych wcześniej kryteriów doświadczył więc wielokrotnie osamotnienia interpersonalnego. Doświadczenie osamotnienia w Ogrodzie Oliwnym miało również wymiar intraperso-nalny. Przezwyciężył go po dramatycznej walce duchowej, zgadzając się na realizację swojej misji do końca, aby być posłusznym Ojcu. Można jednak zapytać, czy Jezus doświadczył kiedyś „prawdziwej samotności", tej egzystencjalnej, skoro zawsze był świadomy bliskości Ojca? Odpowiedź musi być twierdząca, a jest nią „donośny głos" Jezusa z krzyża: Eli, elilema sabach-thani? (Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? - Mt 27, 45-46). Jest to doświadczenie samotności w obliczu śmierci, ale nie samotności bez obecności. To dramatyczne wyznanie Jezusa, objawiające stan jego ducha, jest bowiem pytaniem skierowanym do Ojca. Jezus-Człowiek, umiera, zostaje sam, tak jak każdy z nas, przechodzący przez granicę śmierci. Jest to doświadczenie samotności przy nieobecności Ojca, ale nie poza Nim. Owa egzystencjalna samotność Jezusa, przeżyta do końca, pokazuje nam, że „krzyż", a więc obumarcie naszego „ja" pozwala nam na konfrontację z egzystencjalną samotnością i odkrycie w niej, w paradoksalny sposób, obecności Boga.


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl