O jaki Kościół
modli się Chrystus?
PIOTR NAPIWODZKI OP
W Modlitwie Arcykapłańskiej szczególnie zwraca uwagę prośba o jedność. Charakterystyczne, że Jezus nie prosi, aby uczniowie się jednoczyli, nie mówi do nich: „Bądźcie jedno!", ale kieruje prośbę do Ojca: aby (oni) byli jedno. Dawcą i gwarantem jedności wierzących jest sam Bóg. Nie może być inaczej, gdyż każdy, będąc częścią Ludu Bożego, ma zachować swoją odrębność i niepowtarzalność, a ludzkie próby jednoczenia są jak budowanie Wieży Babel - są często próbą unifikacji lub zawładnięcia, są mniej lub bardziej przerażającą parodią jedności
Bogu jednak jedność może się udać, bo w końcu On sam jest wspólnotą trzech odrębnych Osób zjednoczonych w jednej boskiej naturze (Aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy). Co to jednak znaczy „jedno/jeden"? Można wyróżnić dwa znaczenia tego słowa. „Jeden" może oznaczać jedność - bycie niepodzielonym i niepodzielnym, oraz może oznaczać jedyność, czyli unikalność, wyjątkowość.
O jedność trzeba się starać także wtedy, gdy myślimy o historii. Można myśleć jednocząco,a można łatwo i beztrosko odrzucać i potępiać całe pokolenia wierzących, teologów, hierarchów. „Jacy oni byli niemądrzy, jacy naiwni…" - tak nieraz myślimy o poprzedzających nas braciach w wierze, o których świadectwa zachowały się w różnej formie, a także przecież często o naszych dziadkach i rodzicach. To błąd. Ważne, aby zrozumieć, że nie można budować jedności tylko tu i teraz, bo to wyzwanie mające obejmować pokolenia, które już były, i te, które nadchodzą. Patrząc wybiórczo i lekceważąco na historię i na Tradycję, popełniamy występek przeciwko jedności. To oczywiście nie oznacza, że nasze spojrzenie nie może być krytyczne - wprost przeciwnie: odrzucanie i wykluczanie też ma swoją tradycję i trzeba jej stawić czoło, nazywając zło i głupotę, które się wydarzyły. Walka o jedność to nie tylko kwestia nadziei i odważnych wizji dotyczących przyszłości, ale także mądre spojrzenie w przeszłość.
Nie bez znaczenia jest uświadomienie sobie, że drogą do jedności wszystkich jest osobiste nawrócenie. Tu także jest miejsce na rozważanie o chcianej przez Jezusa jedności. Jedność ta ma zacząć się w każdym człowieku. Gdy Jezus modli się nad nami: Aby byli jedno, to chce również jedności, harmonii w każdym z nas. Niestety, zbyt często myślimy i chcemy myśleć o sobie w kategoriach rozdwojenia, walki, przeciwstawnych pragnień. Nie chcemy zmierzyć się z własnym, a przecież wszczepionym przez Boga, pragnieniem szczęścia. Zredukowana do rytuału lub do moralności religia staje się dodatkowym elementem rozbijającym w nas jedność zamierzoną i chcianą przez Boga. On chce uczynić z nas ludzi gotowych do miłości, dążących do jedności w sobie samych, z innymi ludźmi i z samym Bogiem. Nie wtedy, gdy odgraniczamy, ale wtedy, gdy łączymy i jednoczymy wszystko, i w nas indywidualnie, i w nas jako wspólnocie, spełniają się słowa Chrystusowej modlitwy. Nie bez znaczenia jest, że modlitwa Chrystusa za Kościół jest powiązana bezpośrednio z chwałą, której Bóg ma doznać przez Kościół. Aby uświadomić sobie, w jaki sposób Bóg chce w tym świecie działać, i by wyjść temu działaniu naprzeciw, warto przywołać słowa św. Ireneusza: „chwałą Boga żyjący człowiek". Jezus mówi o sobie, że na ziemi otoczył Ojca chwałą przez to, że wypełnił dzieło - ostatecznym Jego dziełem było pokonanie śmierci. Im więcej w nas życia, tym więcej Bóg, do którego się przyznajemy, doznaje chwały. Gdy nasze przyznawanie się do Boga jest zaprzeczeniem życia, wtedy w naturalny sposób wypełniają się słowa Pisma: poganie bluźnią przeciw imieniu Boga (Rz 2, 24; Iz 52, 5; Ez 36, 20). Jak mało potrzeba, aby ta groźba stała się faktem. Do Boga bowiem można się przecież przyznawać, ale równocześnie może być w nas wiele duchowej martwoty, która powoduje, że wszędzie szukamy zła, która zaprzecza dobru i miłości w imię ideologicznych założeń, która sprzeciwia się wolności, radości, entuzjazmowi. Życie w nas musi tu i teraz prezentować tę moc, która przeprowadzi nas przez smutek, cierpienie i śmierć - wtedy dopiero jest to życie w rozumieniu chrześcijańskim. Przyznawanie się do życia czyni świadectwo chrześcijańskie przejrzystym i prawdziwie jednoczącym, bo życie jest czymś na tyle prostym i podstawowym, że przyciąga każdego człowieka.
- fragment
jedność
Jedność, czyli pierwsze znaczenie „jednego", narzuca się jako coś bardziej oczywistego, coś, co odmienia się przez wszystkie przypadki z okazji różnych ekumenicznych spotkań. Modlitwa Arcykapłańska to rzeczywiście podstawowy punkt odniesienia dla wszelkiego dążenia do jedności wśród chrześcijan - jeden z najważniejszych kościelnych dokumentów dotyczących ekumenizmu to encyklika Jana Pawła II nosząca właśnie tytuł Ut unum sint („Aby byli jedno"). Hasła zachowują swoją wartość i warto do nich wracać, ale trzeba postawić sobie pytanie o to, co myślimy o jedności w praktyce. Wydaje się, że katolicki punkt widzenia zawsze narażony jest na pokusę zbyt zewnętrznego pojmowania jedności, przez pryzmat instytucji, form, zwyczajów, prawa. Pojęcie „jedności w miłości" wydaje nam się czymś zbyt abstrakcyjnym - a szkoda, bo o to tu właśnie chodzi. Jedność w miłości pozostawia margines dla odmiennych zwyczajów, poglądów, przekonań. Przynależność do Chrystusa wyrażająca się w ufnej miłości ma sprawiać, że człowiek nie czuje się zagrożony na swoich pozycjach i w związku z tym nie staje się agresywny w stosunku do innych. To proste, a jednak tak trudne. Nie chodzi tu tylko i nawet nie przede wszystkim o relacje z chrześcijanami innych wyznań, w których różnice często narastały przez setki lat. Lepiej spojrzeć na tych, którzy pretendują do bycia w pełnej jedności realnie i formalnie, należąc dzisiaj do Kościoła katolickiego. Jedność jest tu nieustannym wyzwaniem, czymś, co ciągle musi opierać się pokusie odrzucania, piętnowania, dzielenia, a co dzieje się często w imię specyficznego pojmowania prawdy, moralności, dobrych obyczajów. Przy Chrystusie odnaleźli się w jedności ci wszyscy, których niestety dzisiaj najchętniej widzielibyśmy z daleka od Kościoła. Dzisiaj jest im jeszcze trudniej powrócić.O jedność trzeba się starać także wtedy, gdy myślimy o historii. Można myśleć jednocząco,a można łatwo i beztrosko odrzucać i potępiać całe pokolenia wierzących, teologów, hierarchów. „Jacy oni byli niemądrzy, jacy naiwni…" - tak nieraz myślimy o poprzedzających nas braciach w wierze, o których świadectwa zachowały się w różnej formie, a także przecież często o naszych dziadkach i rodzicach. To błąd. Ważne, aby zrozumieć, że nie można budować jedności tylko tu i teraz, bo to wyzwanie mające obejmować pokolenia, które już były, i te, które nadchodzą. Patrząc wybiórczo i lekceważąco na historię i na Tradycję, popełniamy występek przeciwko jedności. To oczywiście nie oznacza, że nasze spojrzenie nie może być krytyczne - wprost przeciwnie: odrzucanie i wykluczanie też ma swoją tradycję i trzeba jej stawić czoło, nazywając zło i głupotę, które się wydarzyły. Walka o jedność to nie tylko kwestia nadziei i odważnych wizji dotyczących przyszłości, ale także mądre spojrzenie w przeszłość.
Nie bez znaczenia jest uświadomienie sobie, że drogą do jedności wszystkich jest osobiste nawrócenie. Tu także jest miejsce na rozważanie o chcianej przez Jezusa jedności. Jedność ta ma zacząć się w każdym człowieku. Gdy Jezus modli się nad nami: Aby byli jedno, to chce również jedności, harmonii w każdym z nas. Niestety, zbyt często myślimy i chcemy myśleć o sobie w kategoriach rozdwojenia, walki, przeciwstawnych pragnień. Nie chcemy zmierzyć się z własnym, a przecież wszczepionym przez Boga, pragnieniem szczęścia. Zredukowana do rytuału lub do moralności religia staje się dodatkowym elementem rozbijającym w nas jedność zamierzoną i chcianą przez Boga. On chce uczynić z nas ludzi gotowych do miłości, dążących do jedności w sobie samych, z innymi ludźmi i z samym Bogiem. Nie wtedy, gdy odgraniczamy, ale wtedy, gdy łączymy i jednoczymy wszystko, i w nas indywidualnie, i w nas jako wspólnocie, spełniają się słowa Chrystusowej modlitwy. Nie bez znaczenia jest, że modlitwa Chrystusa za Kościół jest powiązana bezpośrednio z chwałą, której Bóg ma doznać przez Kościół. Aby uświadomić sobie, w jaki sposób Bóg chce w tym świecie działać, i by wyjść temu działaniu naprzeciw, warto przywołać słowa św. Ireneusza: „chwałą Boga żyjący człowiek". Jezus mówi o sobie, że na ziemi otoczył Ojca chwałą przez to, że wypełnił dzieło - ostatecznym Jego dziełem było pokonanie śmierci. Im więcej w nas życia, tym więcej Bóg, do którego się przyznajemy, doznaje chwały. Gdy nasze przyznawanie się do Boga jest zaprzeczeniem życia, wtedy w naturalny sposób wypełniają się słowa Pisma: poganie bluźnią przeciw imieniu Boga (Rz 2, 24; Iz 52, 5; Ez 36, 20). Jak mało potrzeba, aby ta groźba stała się faktem. Do Boga bowiem można się przecież przyznawać, ale równocześnie może być w nas wiele duchowej martwoty, która powoduje, że wszędzie szukamy zła, która zaprzecza dobru i miłości w imię ideologicznych założeń, która sprzeciwia się wolności, radości, entuzjazmowi. Życie w nas musi tu i teraz prezentować tę moc, która przeprowadzi nas przez smutek, cierpienie i śmierć - wtedy dopiero jest to życie w rozumieniu chrześcijańskim. Przyznawanie się do życia czyni świadectwo chrześcijańskie przejrzystym i prawdziwie jednoczącym, bo życie jest czymś na tyle prostym i podstawowym, że przyciąga każdego człowieka.
jedyność
Gdy powtarzamy na Mszy Credo i wymawiamy słowa: „wierzę w jeden (…) Kościół", to rozumiemy przez to także wyjątkowość, jedyność Kościoła. Mamy być jedyni - takich jak my nie ma, nie było i nie będzie nigdzie. Kościół ma być „jedyny w swoim rodzaju", to znaczy: rzeczywiście prowadzić do pojednania ludzkości z Bogiem. Jedyność ta to nie tylko ekskluzywizm wyrażający się w formule „poza Kościołem nie ma zbawienia", ale również dążenie do faktycznej zbawczej obecności Kościoła w świecie. Kościół w takim rozumieniu miałby być „zaczynem" jedności wszystkich ludzi, przyczyniać się do niej, stawać się jej wyraźnym, wiarygodnym znakiem. Kościół ma być zaczątkiem, „zalążkiem" nowej ludzkości, który w naturalny sposób będzie wzrastać i przyciągać. Stosunki panujące w Kościele mają być alternatywą dla tych, które widać poza nim. Ma to być - jak określają to współcześni teolodzy - „projekt nowego społeczeństwa", „nowa forma społeczna"1. To wspólnota, w której traktuje się wszystkich ludzi z miłością i szacunkiem, gdzie nie działają grzeszne i rozpowszechnione w świecie podziały, gdzie wszyscy są u siebie: ubodzy i bogaci, chorzy i zdrowi, kobiety i mężczyźni,odnoszący sukces i ci przybici klęską, ludzie różnych orientacji politycznych i seksualnych, ludzie z różną przeszłością i ci pozornie bez szans na przyszłość. Czy to niekończąca się lista życzeń będąca wieczną utopią, czy też pociągająca wizja, na której zależy samemu Jezusowi Chrystusowi i która ma przynieść „chwałę Bogu"? Widać, że Jezus miał się o co modlić. Deklaracje i dokumenty Kościoła chętnie ten temat eksploatują, mówiąc nawet o Kościele, że to „niejako sakrament" pojednania ludzi z Bogiem2. A co na to świat? W praktyce uznanie tej jednoczącej roli Ludu Bożego nie przy chodzi mu - delikatnie mówiąc - łatwo. Widzi on raczej w wielu kościelnych instytucjach element przyczyniający się do pogłębienia rozbicia ludzkości, ludzkiej rodziny. Czymś zbyt prostym jest stwierdzenie, że to krnąbrność świata jest wszystkiemu winna. Zbyt często bowiem Ludowi Bożemu nie chodzi o pójście za bezkompromisowością Ewangelii, ale o głębokie uwikłanie się w sprawy rozbijające jedność. Często to kwestie polityczne, jeszcze częściej ekonomiczne, a prawie zawsze związane z mentalnością i niewłaściwym obrazem Boga, Kościoła i religii w ogóle. Kościół niejako wbrew słowom Chrystusa robi wszystko, aby sam swoją wiarygodność utracić i stać się jedynie elitarnym klubem wybranych i - na pozór - nienagannych. Wchodząc w grę pozorów, ukrywając lub wykluczając to co słabe i grzeszne, tym bardziej traci swoją chcianą przez Boga moc świadectwa. Wielki i tragiczny to paradoks, a niestety stał się on chlebem powszednim. Gdy więc wybrzmiewa modlitwa Jezusa, to jest ona także w tym aspekcie dramatycznie aktualna.- fragment



