słuch absolutny,

czyli kobieta w Kościele

ELA KONDERAK
Kobiety wcale nie dążą do święceń kapłańskich. Nie chcą też, jakby się czasem wydawało, władzy w Kościele. Jeśli od czasu do czasu wypowiadają się w tym właśnie duchu, to jest to wynik raczej rozżalenia spowodowanego zjawiskiem „podwójnej miary", niż rzeczywistym pragnieniem. „Podwójna miara" występuje od wieków i dotyczy bardziej sfery kultury i obyczajów niż nauki Kościoła. Polega na tym, że inaczej ocenia się kobiety, a inaczej mężczyzn. Stosuje się w tej ocenie zupełnie inne kryteria

Najłatwiej zaobserwować to w sferze seksu. Inaczej patrzy się na łamanie szóstego przykazania przez mężczyznę a inaczej przez kobietę. Nauka Kościoła jest wprawdzie jasna: grzech jest grzechem, bez względu na to, kto go popełnia i Chrystus nie pozostawia co to tego żadnych wątpliwości, ale powszechna opinia jest nieubłagana: kobieta powinna być „nieskalana", a mężczyzna „musi się wyszumieć". Ona ma być „niewinna", on „doświadczony". W stosowaniu „podwójnej miary" minione wieki doszły do absurdu uważając, że kobieta, jeśli chodzi o „te rzeczy", zawsze jest winna. Francuska autorka książek o historii duchowości, France Beer, analizując doświadczenie mistyczne kobiet w średniowieczu tak pisze o ich postrzeganiu w dziejach: „Kobieta jest z natury słaba, ciąży na niej jakaś ułomność; jednocześnie jednak moc jaka w niej tkwi, zwłaszcza, jeśli ma ona wymiar seksualny, jest bezwzględnie negatywna i stanowi aktywne zagrożenie dla mężczyzn. Wynika stąd (tak przynajmniej można domniemywać), że tam gdzie mamy do czynienia z nagannym związkiem między mężczyzna a kobietą, sprawcą jest niemoralna niewiasta, która odwołując się do jego cielesnej natury, skutecznie skusiła swego partnera. Nie jest więc jego winą, jeśli zbłądził, zaś jego żona powinna to zrozumieć. Poza tym, to kobieta musi zawsze dowieść, że nie zeszła z drogi cnoty, a nie odwrotnie".

W wielu dziedzinach dużo się zmieniło w ostatnich stuleciach, kobiety zaczęły się domagać swoich praw i zdobyły je. Weszły na uniwersytety i do polityki, z powodzeniem pełnią role społeczne i uprawiają zawody jeszcze niedawno zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. Tylko w sprawach seksu wydaje się, że ciągle ciąży na nich jakieś piętno.

spotkać feministkę

Być może nigdy nie zastanawiałabym się głębiej nad kobietą w Kościele, gdyby nie wizyta w redakcji pewnej feministki. Była to feministka zagorzała, ale katolicka, czyli taka, która rozważa naukę Kościoła, a szczególnie myśl Jana Pawła II i w oparciu o nią, chce w nowy, głębszy sposób określić miejsce kobiety w świecie. Uzasadniając swoje zaangażowanie i chcąc przełamać mój dystans zapytała w pewnym momencie: „A jaki ty masz wpływ na przykład na procesy decyzyjne w Kościele? Czy od ciebie coś w ogóle zależy?". Sugestia była jednoznaczna: „Nic od ciebie nie zależy, bo jesteś kobietą. Wszystkie decyzje należą do mężczyzn". Zawsze byłam przekonana, że w Kościele ode mnie zależy wszystko, ale zasiała we mnie niepokój. Czy jestem ignorantką, której trzeba otworzyć oczy?

„Procesy decyzyjne" - co to właściwie jest? Nie mam na nie żadnego wpływu i nawet tego nie wiem? Ale czy w ogóle chciałabym mieć taki wpływ? Czy powinnam chcieć? Chodziłam z tą myślą kilka dni, aż w pewnym momencie odkryłam, że w gruncie rzeczy w Kościele wszystko zależy od kobiet. Procesy decyzyjne też.

świat kobiecy i świat męski

Jest tyle rzeczy do opowiedzenia zanim człowiek zapyta o władzę. Gdy się patrzy na wybitne kobiety w Kościele, takie, o których mężczyźni w swym „procesie decyzyjnym" orzekli, że są święte, a nawet obdarzyli je tytułem Doktora Kościoła, można zauważyć, że władza to była ostatnia rzecz, o jaką one pytały. One zawsze pytały o Niego. Pisma Małej i Wielkiej Teresy, czy Katarzyny ze Sieny pełne są przejmujących opisów niepokoju o Boga, niepokoju o więź z Nim. One pytają o Niego, a On pyta o nie i w tej rozmowie nie ma końca. Kobiety mają chyba w sobie jakąś specjalną zdolność do stawiania takich pytań (co nie znaczy, że mężczyźni ich nie stawiają). Skąd się bierze ta zdolność?

Jednym z najciekawszych opisów kobiety, jaki czytałam jest analiza o. Wojciecha Giertycha OP - obecnie Teologa Domu Papieskiego (LIST 03/98). Ojciec Wojciech udowadnia, że kobiecie, z natury rzeczy, łatwiej dostrzec Boga, łatwiej Go usłyszeć, bo tak została stworzona. „Spróbujmy wniknąć głębiej w intencje Stwórcy - pisze - w Księdze Rodzaju stworzenie kobiety jest opisane jako późniejsze wobec stworzenia Adama. Pan Bóg zobaczył, że Adam był samotny. Stworzył więc Ewę, aby przełamała jego samotność. Ale nie chodzi tylko o towarzyszenie mężczyźnie, Ewa ma przełamać samotność Adama w bardzo głębokim sensie. Ma mu pokazać, jak blisko jest Pan Bóg. Dlatego można powiedzieć, że kobieta ma pewną misję duchową wobec mężczyzny - ma go obudzić na miłość".

Mężczyzna w Raju, sam na sam z Bogiem czuje się samotny, może nawet nudzi się. Wokół wspaniała przyroda, zwierzęta, Bóg Twarzą w twarz i nic. Tak jakby Adam nie umiał Go w pełni zobaczyć i z tego powodu, nawet w Raju, nie był do końca szczęśliwy. A Bóg, jak to Bóg, zawsze daje więcej niż człowiek prosi. Dając Ewę dał Adamowi w nowy sposób również Siebie, bo Ewa jest bliżej Stwórcy czy może raczej w trochę w inny sposób Go doświadcza. Pisze o. Wojciech: „Kobieta została tak stworzona (psychicznie, duchowo), że jest bardziej wrażliwa na poruszenia Ducha Świętego, na wezwania do miłości, do ofiarności. Chyba jest bardziej cierpliwa. Umie też znieść cierpienie związane z oczekiwaniem. Potrafi czekać. Wie, że dojrzewanie przebiega powoli. Nie będzie na siłę przyspieszać poszczególnych etapów. Mężczyzna chce widzieć sukces od razu, chce efektów natychmiast. Kobieta uczy go: poczekaj, nie spiesz się, dziecko musi dojrzeć, musi się rozwinąć. I miłość Boża w twoim sercu także musi się rozwinąć".

Kobieta nie tylko rodzi dziecko, ona w jakimś głębszym, duchowym sensie rodzi mężczyznę do życia Bogiem. I tak, jak ze swej natury chroni życie dziecka, tak chroni życie Boże, które poczęło się w mężczyźnie i ma zostać przekazane dalej. „Kobieta jest bardziej wrażliwa na przekazywanie życia, zarówno biologicznego, jak i duchowego, które jest byciem z Bogiem. Bóg objawił się nam jako Ojciec, ale ukazał naturę ojcostwa, które jest czułe, delikatne, miłosierne. Żeby mężczyzna nauczył się takiej czułej i delikatnej miłości, potrzebuje kobiety, która łatwiej uchwyci to swoim intuicyjnym umysłem. To kobieta uczy mężczyznę, jak stać się ojcem w wymiarze duchowym".

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl