jablko

"ekstaza"


Niemal każdy człowiek, którego zapytamy o ekstazę uśmiechnie się (najczęściej z zawstydzeniem, tak jakby pytanie było niestosowne) i powie kilka słów o konieczności życia tu i teraz, o twardym stąpaniu po ziemi i nie uciekaniu od problemów. Chcielibyśmy uchodzić za ludzi rozsądnych, nie za szalonych. Żadnych ekstaz. Mamy ważne stanowiska, doktoraty i habilitacje, dzieci, które na nas patrzą, w ogóle jesteśmy ważni i akuratni. Tylko czasem trochę nas zaniepokoi jakiś sen, albo widziany na ulicy przez ułamek sekundy przyjaciel, który dawno umarł, albo modlitwa, która wyrywa się naszej kontroli. Nie wiadomo skąd to i dlaczego.


Każda kultura ma swoje ekstazy. Są takie, w których ekstaza wywoływana jest poprzez środki halucynogenne i takie, w których dochodzi się do niej poprzez długie medytacje, posty i wyrzeczenia. Człowiek w głębi duszy pragnie ekstaz, bo one są wyjściem poza niego samego i dzięki temu może choć na chwilę od siebie odpocząć. Kiedy Bartłomiej Dobroczyński snuł w naszej redakcji swoją opowieść o ekstazie, na początku ciągle mu przerywaliśmy, bo chcieliśmy szybko się dowiedzieć jak to jest w chrześcijaństwie. A on mówił o rytmie ziemi, wulkanach i oceanach, o jedności wszystkich i wszystkiego, której doświadczamy zapomniawszy o sobie i która jest nam, w jakimś sensie, pisana po śmierci.

A kiedy ojciec Tomasz Kwiecień opowiedział o tym, że Bóg jest zawsze w ekstazie powzięliśmy poważne podejrzenie, że również tu na ziemi ekstaza jest do życia koniecznie potrzebna. I tą myślą dzielimy się w tym miesiącu z naszymi Czytelnikami zapraszając do przemyśleń na ten temat.

ELA KONDERAK
redaktor naczelny


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl