
"ekstaza"
ekstaza
czyli odpoczynek od siebie
BARTŁOMIEJ DOBROCZYŃSKI
Zdarza się to niektórym ludziom. Trwa niedługo, od paru sekund, do najwyżej paru godzin. Czasem następuje po długim przygotowaniu, postach i modlitwach, czasem spada na delikwenta znienacka, jakby piorun w niego uderzył. Człowiek nadal jest tym samym człowiekiem, znajduje się w tym samym miejscu, spogląda na te same rzeczy, ale równocześnie wszystko wokół niego jest całkowicie inne, można by powiedzieć przemienione od wewnątrz. Do tego dołącza się niezwykłe odczucie jedności, pełni, spokoju, czasem przepojone religijną czcią. Pojawia się nowe rozumienie siebie, świata i swojego w nim miejsca. Niekiedy rodzi się przemożne odczucie świętości całej egzystencji i pragnienie zmiany swojego życia. Często łączy się to z zanikiem lęku i głęboką zgodą na własne życie i własny losMatka Teresa zmagała się ze swoją „nie-wiarą"
gdy dusza
wyrywa się z ciała
z o. Jackiem Prusakiem,
jezuitą, psychoterapeutą
rozmawiają Anna Dąbrowska i Marta Wielek
rozmawiają Anna Dąbrowska i Marta Wielek
Miewa Ojciec ekstazy?
W takim sensie, w jakim pisze się o nich w podręcznikach psychologicznych czy teologicznych - nie. A szkoda, może gdybym je miał, moje życie nabrałoby innego smaku.
A co pisze się w podręcznikach?
Przede wszystkim, że ekstaza jest zmienionym stanem świadomości, któremu towarzyszy wyobcowanie z otaczającego środowiska, zawieszenie zmysłów, brak wrażliwości na bodźce, zesztywnienie ciała... Ma ona dokładnie te same cechy psychofizjologiczne co trans.
W takim sensie, w jakim pisze się o nich w podręcznikach psychologicznych czy teologicznych - nie. A szkoda, może gdybym je miał, moje życie nabrałoby innego smaku.
A co pisze się w podręcznikach?
Przede wszystkim, że ekstaza jest zmienionym stanem świadomości, któremu towarzyszy wyobcowanie z otaczającego środowiska, zawieszenie zmysłów, brak wrażliwości na bodźce, zesztywnienie ciała... Ma ona dokładnie te same cechy psychofizjologiczne co trans.
po prostu
nienasycenie
ZDZISŁAW J. RYN
Kiedy w 1966 r. wyruszałem na szczyt Elbrus w Kaukazie, nie do końca wiedziałem, jakie niespodzianki zgotuje mi ta wspaniała i groźna góra. Na wysokości pięciu tysięcy metrów nagle usłyszałem, jak chrzęst czekana wbijanego w zmrożony lód przemienia się w niebiańską melodię, coś między muzyką a śpiewem ptaków, zwielokrotnioną jak echo w przestrzeni
Święta
od namiętności
BEATA KOLEK
„Spoglądam na dzieło Giovaniego Lorenzo Berniniego z kaplicy Cornaro rzymskiego kościoła Santa Maria della Vittoria. Zdumiewające i niepokojące. Światło pada z ukrytego okna wprost na kobietę i anioła, który grotem mierzy w jej serce. Biała marmurowa postać św. Teresy spoczywa w pozycji półleżącej, głowa i tułów wygięte ku tyłowi, twarz wyraża najwyższy zachwyt i niedocieczony wyraz nieobecności w stosunku do widza. Usta jakby wołały z głośno wyrażonej rozkoszy" - pisze o rzeźbie przedstawiającej św. Teresę z Avila o. Jan Andrzej Kłoczowski i dodaje - „Stojące obok mnie Amerykanki uśmiechają się ze zrozumieniem, one wiedzą, co w istocie przedstawia ta pobożna rzeźba, ostatecznie każda z nich od lat ma swojego psychoanalityka"



