

"nastolatki
instrukcja obsługi"
czy mnie jeszcze
kochasz?
z dr Ewą Gurbą, psychologiem,
nauczycielem akademickim UJ
rozmawia Marta Wielek
nauczycielem akademickim UJ
rozmawia Marta Wielek
Kiedy rodzi się dziecko, wydaje nam się oczywiste, że wymaga ono nieustannej opieki, uwagi i czułości rodziców. Potem malec dorasta, staje się coraz bardziej samodzielny, a rodzice - zwłaszcza matki - cieszą się, że wreszcie będą mogli trochę odsapnąć. Tymczasem dziecko „nagle" staje się nastolatkiem i...
... i potrzebuje tyle samo, a może i więcej, opieki, uwagi i czułości.
... i potrzebuje tyle samo, a może i więcej, opieki, uwagi i czułości.
Dlaczego młodzi
nie chodzą do kościoła?
BARTŁOMIEJ DOBROCZYŃSKI
Nastolatkom trudno jest dzisiaj znaleźć powód, by chodzić do kościoła. Po pierwsze, większość z nich nie zadaje sobie pytań o to, czy istnieje coś poza doczesnością. Te sprawy stają się ważne dopiero wtedy, gdy ktoś uświadomi sobie własną śmiertelność, a to - zdaniem psychologów - przychodzi najczęściej po trzydziestce. Po drugie, młodzi lubią wszystko to, na co Kościół radzi uważać. Interesuje ich seks, używki, popularność, sukces, pieniądze, niezależność... Po trzecie wreszcie, świat, w którym żyją, kieruje się wartościami zupełnie nieprzystającymi do tych, które proponuje religia. Z tego punktu widzenia polski nastolatek ma właściwie tylko jeden powód, by nazwać siebie katolikiem: to, że jest Polakiem
zapomniane
kapłaństwo wszystkich wierzących
AGNIESZKA ŁYSIŃSKA
Pewnej niedzieli moja nastoletnia córka oznajmiła mi, że nie pójdzie na Mszę św. Zapytałam o powód, chociaż spodziewałam się, jaką dostanę odpowiedź. I rzeczywiście usłyszałam: „Bo nie wierzę". Wtedy zadałam jej pytanie: „A skąd wiesz, że nie wierzysz?". To pytanie pozostaje nadal otwarte, a Ola pewnie długo będzie szukać na nie odpowiedzi. Póki co praktyki religijne zawiesiła „aż do odwołania". Gdy pojawiają się wątpliwości, wtedy szuka się potwierdzenia, że Bóg istnieje, nawet jeśli nie można już wierzyć w Niego swoją naiwną, dziecięcą, ufną wiarą
ewangelizacja
na żebraka
MAŁGORZATA ŁAKOMIEC
Jeszcze rok temu wydawało mi się, że nie nadaję się do żadnego ewangelizowania. W lutym ubiegłego roku usłyszałam jednak o pomyśle letniej ewangelizacji wzdłuż wybrzeża. Grupa miała pójść tak, jak pierwsi apostołowie: bez jedzenia, pieniędzy, bez umówionych noclegów, bez transportu do kolejnych miejscowości. Nazwano tę wyprawę „ewangelizacją na żebraka". Z jednej strony bardzo chciałam się przyłączyć, z drugiej jednak miałam mnóstwo obaw



