jablko

"zanim spotkasz Boga,

musisz spotkać siebie"

spotkać

siebie

z o. Przemysławem Ciesielskim
dominikaninem, proboszczem parafii NMP Królowej Aniołów w Korbielowie,
rozmawiają Beata Kolek i Anna Dąbrowska

Ojcze, chyba jeszcze nigdy nie rozmawiałyśmy z pustelnikiem...
Nie jestem pustelnikiem...

Ale mieszkał Ojciec w samotności, w górach, daleko od ludzi.
To jeszcze nie czyni ze mnie pustelnika. Rok spędzony z dala od ludzi był dla mnie tylko odskocznią od normalnej pracy, a nie sposobem na całe życie. W naszym zakonie, jeśli ktoś potrzebuje dłuższego odpoczynku, to najczęściej otrzymuje zgodę na tzw. rok szabatowy, czyli rodzaj urlopu. Różnie można go wykorzystać: na studia za granicą albo wyjazd na kurs językowy. Ja chciałem po prostu gdzieś się zaszyć, pobyć w samotności...

wyrwać się

z Matriksa

STANISŁAW MORGALLA SJ
Słowo „jezuici" kojarzy się różnie, nierzadko z przewrotnością i spiskową teorią dziejów. Tak było od początku. Samo określenie, choć użyte jako obraźliwy epitet wobec synów św. Ignacego z Loyoli, zostało przez nich przyjęte w przekornym duchu Kazania na Górze i stało się nazwą zakonu bardziej rozpoznawalną aniżeli oficjalna: „Towarzystwo Jezusowe". Gdybyśmy jednak mogli wpływać na ludzkie umysły, to każdy z nas -jezuitów, chciałby być kojarzony z „Ćwiczeniami duchownymi" św. Ignacego, dlatego że od nich wszystko się zaczęło i one zupełnie jawnie przedstawiają naszą wersję historii

oddychać

Imieniem

MAKSYMILIAN NAWARA OSB
Człowieka wierzącego nie trzeba przekonywać o konieczności modlitwy. Nie tylko dlatego, że słyszał już o tym setki razy, ale także dlatego, że - bardziej lub mniej -czuje, że modlitwa jest podstawową potrzebą ludzkiego serca. Można na tę potrzebę reagować okazjonalnie: kiedy „źle się dzieje" lub „gdy jest nam dobrze". Można też podjąć decyzję: „chcę się modlić niezależnie od wszystkiego". Często jednak pojawia się problem - „chcę, ale nie za bardzo wiem jak". Modlitwa kojarzy się nam z czymś żmudnym, trudnym, a nawet nudnym

miał dobre

spojrzenie

ANDRZEJ KAMIŃSKI OP
Nie wiem, czy przeżywał mistyczne uniesienia. Nigdy mi o tym nie opowiadał. W jego sposobie bycia było jednak coś, co przekonywało, że gdzieś w zakątku jego serca stale trwa spotkanie z Panem Bogiem - w ciszy i bez egzaltacji. To głębokie zjednoczenie z Jezusem nie zamykało go jednak na ziemską rzeczywistość, wręcz przeciwnie - przeżywał ją intensywniej niż większość znanych mi ludzi. Wydawało się, że cały jest zanurzony w Bogu, a jednocześnie całym sobą uczestniczy w otaczającym go świecie


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl