
"zanim spotkasz Boga,
musisz spotkać siebie"
Wszystkie słowa, jakie przychodzą mi do głowy, gdy myślę o konieczności wnikania w głąb siebie wydają mi się banałem. To przecież takie oczywiste, tyle razy omawiane: od jakości mojego kontaktu ze sobą zależy jakość moich kontaktów ze światem. Również, żeby być z Bogiem muszę umieć być ze sobą, jeśli ucieknę od siebie, albo rozpłynę się nie wiadomo w czym, nie spotkam Go. Współczesna kultura, szczególnie ta odwołująca się do psychologii, pełna jest zachęt do poznawania i wnikania we własne wnętrze. Wszelkiej maści warsztaty psychologiczne i terapeutyczne, szkolenia, ćwiczenia, banalne gazetowe analizy i skomplikowane mądre książki zdają się rozwiązywać nasze problemy ze sobą. A jednak, mimo, że jesteśmy coraz bardziej „normalni", że działamy coraz sprawniej i nasze wnętrze nie kryje przed nami już niemal żadnych tajemnic, wciąż bywamy daleko od siebie. Poznawanie siebie nie zawsze bowiem równa się byciu ze sobą. Może się zdarzyć, że poznając siebie stajemy się sobie samym coraz bardziej obcy, uciekamy od siebie.
Jest tylko jeden sposób na spotkanie siebie bez ucieczki przed sobą. Ten sposób to spotkanie siebie w obecności Boga. Paradoksalnie, żeby spotkać Boga muszę spotkać siebie, ale mogę siebie spotkać tylko spotykając Jego. Czy jednak powinienem być najpierw z Nim, żeby być ze sobą, czy najpierw ze sobą, żeby być z Nim? Słowo „najpierw", które człowiekowi wydaje się takie ważne, jest niepotrzebne. Muszę być z Nim, żeby być ze sobą- muszę być ze sobą, żeby być z Nim. Tajemnica Jego i mojej obecności zawiera się w słowie „teraz". Chrześcijaństwo wypracowało wiele sposobów na takie bycie „teraz"- zachęcamy do ich wypróbowania.
ELA KONDERAK
redaktor naczelny



