

"najważniejszy dogmat
o Chrystusie"
Wydaje się, że teologia nie cieszy się zbyt wielkim uznaniem w polskim Kościele. Wprawdzie istnieją szacowne i dobre uczelnie, na których jest ona wykładana, ale ilość licencjatów, doktoratów i habilitacji słabo przekłada się na ogólną atmosferę w kraju. W powietrzu brak pytań o istotę tego, w co wierzymy.
Kiedyś nastoletni syn mojego znajomego zapytał z ironią w głosie: „Tato, ty naprawdę wierzysz w te wszystkie rzeczy?”. Znajomy przyznał, że zdziwiło go nie tyle samo pytanie, co odkrycie, że syn nie umie określić, co to są owe „wszystkie rzeczy”. Dla młodego człowieka z katolickiej rodziny, po wielu latach chodzenia na katechezę, wiara to jakiś bliżej nieokreślony zespół dość niewiarygodnych opowieści i poglądów, które nawet trudno wymienić. No, może poza aborcją, której zło było akurat dla niego oczywiste. Wiadomo jednak, że wcale nie trzeba być chrześcijaninem, żeby widzieć niedorzeczność aborcji.Kiedyś
Katechizmowe formułki o Bogu, wierze i Kościele, które z trudem zapamiętują dzieci pierwszokomunijne, po to, by potem szybko usunąć je z pamięci, to trochę za mało, by przekazać wiarę. Trudno je jednak odsyłać do lamusa. Stoi za nimi często zdobywana przez wieki mądrość Koscioła. Ksiądz Łukasz Kamykowski mówi w wywiadzie do tego numeru LISTU: „Nie da się wyrzucić i zastąpić czymś zupełnie nowym formuł, o które chrześcijanie spierali się przez wieki. Nie można się łudzić, że nagle użyje się nowych pojęć, nie sięgając do starych. Trzeba do nich wracać, wnikać w ich sensy i powiązania, choćby dlatego, żeby zobaczyć, czy czegoś nie zgubiliśmy”.Byłoby wspaniale móc usłyszeć kiedyś w jakimś małym parafialnym kościele podczas kazania analizę np. pojęcia homoousios, zrobioną jednocześnie dla sześciolatków i ich zapracowanych rodziców, dla zbuntowanych nastolatków i rozmodlonych staruszek.
ELA KONDERAK
redaktor naczelny



