

"nie bój się
Kodu da Vinci"
Tajemnica jest dziś towarem deficytowym, dlatego tak dobrze sprzedają się jej podróbki. Ona – tak nam się czasem wydaje – dodaje koloru szarej codzienności i nadaje smak życiu. Kto nie uprawia sportów ekstremalnych zawsze może znaleźć trochę adrenaliny rozwiązując tajemnice. Wokół zaroiło się więc od ludzi i instytucji „zawodowo” zajmujących się wyszukiwaniem tajemnic i podawaniem ich do publicznej wiadomości. Ale, cóż to za tajemnice! Wszystkie podobne do siebie, rano się pojawiają a wieczorem przestają nas interesować, bo znamy ich rozwiązanie
Gdyby Dan Brown, autor „Kodu Leonarda da Vinci” miał choć blade pojęcie o chrześcijaństwie wiedziałby, że jedyna naprawdę interesująca tajemnica leży wewnątrz człowieka, gdzieś na granicy między nami a Bogiem. Współczesny człowiek, któremu doskwiera jednoznaczny, banalny świat, rzadko sobie to uświadamia i w poszukiwaniu głębi sięga po kolejny kryminał z elementami chrześcijaństwa. Bo trzeba przyznać, że autorzy książek i filmów z pretensjami do bestsellerów mają intuicję, oni czują, że coś jest na rzeczy z tym chrześcijaństwem. Nigdy oczywiście nie zdecydują się na takie ostre postawienie sprawy, że prawdziwa tajemnica związana jest z życiem religijnym człowieka, ale kolejny kiepski kryminał zaprawiają ostatnio nagminnie odrobiną katolicyzmu.
Nie warto się tym denerwować, ani odsądzać ich od czci i wiary. Przeminą tak, jak „Kod Leonarda da Vinci”. Książka jest marna, napisana językiem gazety, ale film to już zupełna klęska. Nie ma w nim ani jednej dobrze zrealizowanej sceny i ani jednej roli aktorskiej. Jest nuda rozmów rozgrywanych głównie na zbliżeniach, dziwaczna przestrzeń, która nie jest ani Paryżem, ani Londynem (w książce przynajmniej to funkcjonuje). Całości dopełnia nietrafiony styl oświetlenia – nie wystarczy zgasić światło żeby było tajemniczo – i dziwaczny, „znerwicowany” montaż. Ciekawe, co w tym filmie tyle kosztowało. Chyba tylko reklama.
To, co spece od reklamy podają nam jako nadzwyczajne odkrycia, znane jest w Kościele od wieków. Wbrew ich zapewnieniom nikt tego nigdy nie ukrywał, ani nie ukrywa. Co jest winą Kościoła dawno zostało z bólem przez Kościół wyznane, co jest dobre i prawdziwe jest kontynuowane.
W tym numerze postanowiliśmy opowiedzieć kilka ciekawych historii z dziejów Kościoła. W sumie napisaliśmy ich kilkanaście, ale zmieściło się zaledwie dziewięć. W sam raz do poczytania na wakacjach, zanim zjawi się nowy Dan Brown i będzie mam wmawiał, że to jakieś ukryte tajemnice Kościoła.
Zapraszamy do lektury.
ELA KONDERAK
redatkor naczelny



