co z tym

Galileuszem?

JAKUB GOMUŁKA
„Sprawa Galileusza" to jedna z bardziej wstydliwych kart w historii Kościoła i niewątpliwie jedna z najbardziej kosztownych pomyłek, mających przez długie stulecia katastrofalny wpływ na relacje między nauką a wiarą. Składają się na nią dwa zasadnicze błędy - ludzi i instytucji związanych ze Stolicą Apostolską. Pierwszy z nich polegał na przeszacowaniu autorytetu teologii i rozmyciu granicy między treścią Pisma Świętego a jego interpretacją, a także granicy między hermeneutyką biblijną a filozofią. Był to błąd jednorazowy - został popełniony w 1616 r., gdy Święte Oficjum uznało heliocentryzm za herezję. Późniejsze potępienie Galileusza w 1633 r. - mające definitywnie zakończyć „sprawę" - było prostą konsekwencją tego błędu


Zakończenie było oczywiście iluzoryczne - wszak budowa świata nie zależy od dekretów Rzymskiej Inkwizycji. „Sprawa" ciągnęła się więc przez wieki, siejąc zgorszenie, oczekując, aż Kościół nabierze odwagi, by otwarcie przyznać, że się mylił. Przyznać, że człowiek, którego uznał za heretyka, miał rację w teologicznym sporze o interpretację Biblii. To, że odwagi brakowało przez trzysta pięćdziesiąt lat, jest właśnie drugim, znacznie poważniejszym błędem.

Arystoteles i Ptolemeusz

Do czasów wydania przełomowego dzieła Kopernika, w nauce europejskiej (a także wcześniej, w nauce arabskiej i hellenistycznej) przyjmowano model kosmologiczny wypracowany przez Arystotelesa, jednego z najważniejszych filozofów starożytności, oraz Ptolemeusza, wielkiego matematyka i astronoma żyjącego w II w. po Chr. Podstawowymi założeniami tego modelu były nieruchomość Ziemi, skończoność i kulistość świata oraz fundamentalny podział rzeczywistości na dwie różniące się pod względem fizycznym sfery. Sfera nadksiężycowa, zbudowana z doskonałej substancji zwanej eterem, odznaczała się wiecznością i niezmiennością, a także doskonałym jednostajnym ruchem po okręgu. Z kolei sfera pod-księżycowa, złożona z przemieszanych ze sobą w różnych proporcjach czterech pierwiastków (ziemi, wody, powietrza i ognia), była dziedziną nietrwałości i zmienności.

Kiedy jednak mówimy o kosmologii Arystote-lesowsko-ptolemejskiej, dokonujemy pewnego skrótu myślowego. Faktycznie są to bowiem dwa różne modele nieba, które dzieli bardzo wiele. Arystoteles założył, że kulista ziemia stanowi centrum świata, wokół którego porusza się szereg przezroczystych sfer, na których umieszczone są ciała niebieskie: najbliżej powierzchni Ziemi znajduje się sfera Księżyca, dalej sfery Merkurego, Wenus, Słońca, Marsa, Jowisza i Saturna, który do XVIII w. był najdalszą znaną planetą. Wszystkie one, zwane „gwiazdami błądzącymi", wolno i jednostajnie poruszają się względem ostatniej, najbardziej zewnętrznej sfery dźwigającej gwiazdy stałe, która obraca się w najszybszym ruchu dobowym.

Wizja Arystotelesa była prosta i odpowiadała założeniu o doskonałości i boskim charakterze sfery nadksiężycowej - obiekty, o których mówiła, były kuliste i poruszały się jednostajnym ruchem obrotowym. Nie odpowiadała jednak faktycznie obserwowanemu ruchowi planet. Teoretyczny model tego ruchu, opracowany przez Ptolemeusza, był już niezwykle skomplikowany: wymagał między innymi przesunięcia środka Ziemi poza geometryczny środek sfer oraz założenia, że planety nie są umieszczone nieruchomo na sferach, lecz poruszają się po małych orbitach zwanych dyferensami, których środki poruszają się po większych orbitach, a dopiero środki tych ostatnich przesuwają się ruchem - wcale nie jednostajnym - względem firmamentu, czyli sfery gwiazd stałych.

Model Ptolemeusza, mimo że przez długie stulecia pozwalał na precyzyjne przewidywania ruchu „gwiazd błądzących", nie został nigdy zaakceptowany jako faktyczny opis struktury kosmosu. Zarówno bowiem w epoce hellenistycznej, jak w czasie rozkwitu nauki arabskiej oraz w okresie rozwoju chrześcijańskiej scholastyki w średniowieczu, filozofowie pozostawali pod przemożnym urokiem syntetycznej myśli Arystotelesa.

Filozofowi ze Stagiry udało się bowiem zestroić w jeden system spekulatywną teologię i metafizykę oraz kosmologię i fizykę opartą na potocznym doświadczeniu. Imponująco szeroki zakres zjawisk, jakie ów system wyjaśniał, oraz jego spójność logiczna sprawiały, że przez wieki narzucał się on filozofom z autorytetem wiedzy definitywnie pewnej. Z tej perspektywy dzieło Ptolemeusza, pomimo wielokrotnych empirycznych potwierdzeń, mogło uzyskać najwyżej status użytecznego narzędzia, wygodnej matematycznej hipotezy nieodpo-wiadającej rzeczywistości, a jedynie pomagającej w obliczeniach.

heliocentryzm

Mikołaj Kopernik nie był pierwszym uczonym, który zaobserwował ruch Ziemi wokół Słońca. Arystarch z Samos, żyjący w III w. przed Chr., również proponował model kosmosu, w którym Słońce jest nieruchome, Ziemia obiega je jako jedna z planet, w dodatku wykonując ruch obrotowy wokół własnej osi. Teoria ta nie spotkała się jednak z przychylnym przyjęciem w starożytności, ponieważ potoczne doświadczenie zdawało się jej przeczyć, nie dawała się pogodzić z fizyką Arystotelesa, a w dodatku nie miała za sobą żadnych poważnych argumentów astronomicznych. Pod tym względem sytuacja nie uległa zasadniczej zmianie w ciągu tysiąca ośmiuset lat dzielących Arystarcha od Kopernika.

Różnicę stanowiła narastająca liczba i wzrastająca dokładność obserwacji astronomów, co pociągało za sobą konieczność przyjęcia niezwykle skomplikowanej konstrukcji matematycznej Ptolemeusza. Trzeba pamiętać, że oryginalny system Kopernika nie był wcale prostszy, ponieważ astronom z Torunia przyjmował, że planety krążą ruchem jednostajnym po orbitach kołowych, co nie jest zgodne z rzeczywistością (oba błędne założenia odrzucił dopiero Kepler, formułując swoje sławne trzy prawa ruchu planet). Tym niemniej model Kopernikański okazał się dokładniejszy i łatwiejszy w użyciu od Ptolemeuszowego, co spowodowało, że niektórzy astronomowie przyjęli go jako lepsze matematyczne narzędzie pracy.

obserwacje Galileusza

De revolutionibus orbium coelestium, czyli najważniejsze dzieło Kopernika, zostało opublikowane w 1543 r., natomiast pierwsze potępienie jego podstawowych tez nastąpiło dopiero w 1616 r. Można spytać, skąd ta ponad 70-letnia różnica? Odpowiedź wiąże się ściśle z działalnością Galileusza. Galileo Galilei, urodzony w Pizie matematyk i filozof, pionier nowożytnej fizyki i astronomii, był pierwszym, który do obserwacji nieba zastosował przyrząd optyczny zwany lunetą. Dzięki skonstruowanemu przez siebie instrumentowi dającemu ponad 20-krotne powiększenie, dokonał licznych odkryć, które zszokowały współczesny mu świat naukowy. Obserwacje Galileusza ujawniły, że powierzchnia Księżyca jest porowata, Słońce ma plamy i wiruje, a wokół Jowisza krążą cztery małe ciała niebieskie.

Najważniejsze było jednak odkrycie faz Wenus: okazało się, że ta najjaśniejsza z planet faktycznie wygląda niemal zawsze jak rogalik. Krąży ona znacznie bliżej Słońca niż Ziemia, zatem nigdy nie możemy zobaczyć jej tarczy oświetlonej w pełni. Ustalenie tego faktu oznaczało, że modele sfer niebieskich Arystotelesa i Ptolemeusza są na pewno błędne: Wenus (a w domyśle pozostałe znane planety) nie może krążyć wokół Ziemi.

Aż do 1611 r., w którym Galileusz dokonał swojego wielkiego odkrycia, system Kopernika nie był zbyt popularny w środowisku uczonych zajmujących się niebem, a poza tym nie stanowił poważniejszego tematu intelektualnych rozważań (do nielicznych wyjątków należał ekscentryczny filozof Giordano Bruno, skazany na śmierć między innymi za głoszenie heliocentryzmu). Przez nieobeznanych z niuansami astronomii filozofów czy teologów mógł być traktowany najwyżej jako konkurencyjna względem Ptolemeuszowej hipoteza, czyli matematyczne narzędzie niemówiące nic o rzeczywistości, ponieważ jawnie sprzeczne z całą ówczesną wiedzą o świecie. Ustalone przez wielkiego Pizańczyka fakty spowodowały jednak, że teoria heliocentryczna zaczęła zyskiwać zwolenników, a także znaczny rozgłos, do czego zresztą Galileusz - sam zdeklarowany kopernikanin - walnie się przyczynił. Jasne się stało, że nowa wizja świata stanowi konkurencję nie tyle dla Ptolemeusza, co dla samego Arystotelesa.

Propozycja, która odbierała Ziemi centralne miejsce w kosmosie, spotkała się jednak z bardzo silnym oporem nawet wśród astronomów. Znano bowiem model kosmosu, który pozwalał wyjaśnić zjawisko faz Wenus przy jednoczesnym utrzymaniu założenia geocentryzmu. Była to teoria Tycho Brahe, wedle której centralnie położoną, choć wirującą Ziemię obiegają Słońce i Księżyc, a inne „błądzące" ciała niebieskie krążą wokół Słońca. Była to idea kompromisowa, której sam Galileusz nigdy nie brał poważnie.

problemy teologiczne

To nie zwolennicy teorii Tycho Brahego okazali się jednak największym utrapieniem Pizańczyka, lecz filozofowie, a przede wszystkim teologowie i kaznodzieje, którzy oskarżyli go o szerzenie herezji. Ubocznym skutkiem „chrystianizacji" filozofii Arystotelesa, która dokonała się w XIII w. przede wszystkim za sprawą św. Tomasza z Akwinu, była „arystotelizacja" katolickiej teologii. Kwalifikatorzy Świętego Oficjum oceniający tezy Kopernika stwierdzali najpierw ich absurdalność z punktu widzenia obowiązującej doktryny filozoficznej, a następnie ich heretyckość.

Wkrótce po dokonaniu swoich najważniejszych odkryć astronomicznych, Galileusz, sprowokowany atakami ze strony teologów, podjął się próby pogodzenia nowego modelu kosmosu, który uważał za niewątpliwie prawdziwy, z nauką Kościoła i Biblią. Przedstawiany mu zarzut herezji polegał bowiem na rzekomej niezgodności helio-centryzmu z Pismem Świętym, przede wszystkim z opowieścią o cudzie Jozuego, który polegał na wstrzymaniu ruchu Słońca. Pizańczyk starał się wykazywać niedorzeczność tego rodzaju her-meneutyki dowodząc, że dosłowne odczytanie opisu cudu zatrzymania Słońca obala również mechanikę nieba Arystotelesa: Jozue, aby wydłużyć dzień, musiałby unieruchomić sferę gwiazd stałych odpowiedzialną za cykl dobowy, a nie sferę Słońca, która poruszała się względem niej w bardzo powolnym cyklu rocznym, w dodatku w przeciwnym kierunku.

Idea hermeneutyki biblijnej, którą wypracował Galileusz w tzw. listach kopernikańskich, zakładała, że między naukowo badaną prawdą o świecie a prawdą Pisma Świętego nie może być sprzeczności, ponieważ obie mają swoje źródło w Bogu. Sytuacja, gdy pozornie mamy do czynienia z taką sprzecznością, oznacza, że problematyczny fragment Biblii ma sens symboliczny, a nie dosłowny. Innymi słowy, w dziedzinie prawd o świecie empirycznym autorytet nauki jest w pełni autonomiczny, a odczytanie Pisma należy dostosować do stanu wiedzy, którą uzyskujemy na drodze badań i rozumowania.

potępienia

Propozycja hermeneutyczna Galileusza, której celem było zażegnanie sporu między nowoczesną nauką a teologią, przyniosła odwrotne skutki. Teologiczni oponenci argumentowali, że oto matematyk, a więc profan, na własną rękę i bez upoważnienia autorytetu nauczycielskiego Kościoła stara się interpretować Biblię. Tego rodzaju zarzut nie mógł zostać zignorowany przez papieża i Święte Oficjum, stawiał bowiem Pizańczyka - wbrew jego intencjom - w jednym szeregu z protestantami. Pierwsza sprawa przeciw Galileuszowi, z 1616 r., zakończyła się potępieniem kopernikanizmu. Za „filozoficznie niedorzeczne" i „formalnie heretyckie" uznano zarówno tezę o ruchu Ziemi i nieruchomości Słońca, a dzieło De revolutionibus zostało wpisane do Indeksu Ksiąg Zakazanych. Żadne bezpośrednie represje nie dotknęły jednak samego Galileusza, który został jedynie dyskretnie upomniany i zobowiązany do zaprzestania publicznych wystąpień w obronie teorii heliocentrycznej.

Znacznie surowiej potraktowano Pizańczyka po drugim procesie, siedemnaście lat później. Bezpośrednią jego przyczyną było wydanie w 1632 r. przez Galileusza „Dialogu o dwóch naj ważniejszych systemach świata", w którym zestawił ze sobą ptolemejski geocentryzm z kopernikanizmem (kompromisowy system Tycho Brahego nie został w ogóle uwzględniony). Było to dzieło popularyzatorskie, w którym autor jednoznacznie opowiadał się za teorią kanonika z Torunia i przedstawiał szereg argumentów ją wspierających.

Galileusz, z rozmysłem łamiąc wymuszone na nim w 1616 r. zobowiązanie, sądził prawdopodobnie, że sytuacja w Stolicy Apostolskiej zmieniła się na jego korzyść. Kilka lat wcześniej papieżem został bowiem Maffeo Barberini (Urban VIII), człowiek wielkiej kultury intelektualnej, z którym Pizańczyk był w bardzo dobrych stosunkach i zapewne liczył na pomoc z jego strony. Tym, czego astronom nie wziął pod uwagę, była sytuacja geopolityczna w Europie. Kontynent od 1618 r. pogrążony był w wyniszczającej wojnie trzydziestoletniej, w której koalicja państw protestanckich toczyła walkę z katolickim cesarstwem Habsburgów. Protestanci, którzy w pierwszej dekadzie wojny ponosili dotkliwe porażki, w latach trzydziestych zaczęli zyskiwać militarną i polityczną przewagę. Wszystko to odcisnęło się oczywiście na klimacie intelektualnym wewnątrz Kościoła, wzmacniając postawy integry-styczne i konserwatywne. W tej atmosferze nawet sam papież uznał dzieło Pizańczyka za „gorszące", a gdyby nawet nie miał takiego przekonania i tak nie mógł go obronić.

22 czerwca 1633 r. Galileusz - wówczas człowiek 69-letni - został skazany przez Trybunał Rzymskiej Inkwizycji na karę do żywotniego aresztu domowego oraz cotygodniowe odmawianie siedmiu psalmów pokutnych. Pod groźbą tortur zmuszony został do odwołania swoich przekonań jako błędnych i heretyckich. Sam „Dialog" został wciągnięty na Indeks Ksiąg Zakazanych, a jego wydrukowane egzemplarze miały zostać zarekwirowane i spalone. Popularna pogłoska, jakoby Galileusz wstając z kolan po usłyszeniu wyroku wyszeptał słowa „a jednak się kręci" została wymyślona ponad sto lat później, przez londyńskiego dziennikarza.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl