

"opowieści
o świętych i grzesznikach"
Czy Kościół boi się tego, co nowe? Czy najchętniej zamknąłby się w mysiej dziurze, czy jakichś okopach Świętej Trójcy, byle nie narażać się na trud konfrontacji z szybko zmieniającym się światem? A może tak powinno być? Może świat jest zagrożeniem dla chrześcijańskiej tożsamości, a Sobór Watykański II to herezja, jak pisze w swoich listach do naszej redakcji pewien ksiądz (przynajmniej podaje się za księdza), błagając, byśmy się nawrócili i odrzucili soborowe nauki? To zupełnie teoretyczne pytania, bo nikt w redakcji nie ma takich pokus, ani lęków.
A jednak u początków naszego redakcyjnego myślenia o tym numerze LISTU stał niepokój. Niepokój o Kościół. Można odnieść wrażenie, że ostatnimi czasy wzrasta w Polsce niechęć do Kościoła. Zaskakują zarówno niektóre publiczne wypowiedzi, jak i fora internetowe pełne anonimowych obelg. Czasem strach słuchać tego, co ludzie myślą. Może jest jakaś racja w ich rozżaleniu, ale można też odnieść wrażenie, że wiedza zarówno polityków z pierwszych stron gazet, jak i przeciętnych Kowalskich o tym, czym jest Kościół, kończy się na wiedzy o jego niezgodzie na aborcję, eutanazję i zamrażanie zarodków. Sztandarowe oskarżenia o ciemnotę i zacofanie wynikają z niewiedzy (żeby nie powiedzieć z ciemnoty i zacofania) krytyków.
Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski OP powiedział w wywiadzie: „Ludzie wszędzie tak samo cierpią, kochają, umierają, żywią nadzieję, a Chrystus przychodzi do każdego człowieka, bez względu na to, gdzie żyje i jak. O tym trzeba ludziom mówić" (str. 23). Skorzystaliśmy z tej podpowiedzi i poświęcaliśmy ten numer LISTU ludziom, którzy szli do innych ludzi, by im zanieść trochę światła i prawdy. To nie byli typowi głosiciele. Congar, Mateo Ricci, Cyryl i Metody, Paweł z Tarsu i inni. Oni szli tam, gdzie było najtrudniej, do tych, którzy byli najbardziej „na nie". Płacili za to najczęściej niesprawiedliwymi oskarżeniami, cierpieniami, czasem nawet śmiercią, ale się nie ugięli. To, co czynili nie było ani dowodem zacofania (jak chciałaby pewna posłanka do sejmu), ani progresizmu (jak twierdzi wspomniany LISTOWY korespondent). To byli ludzie, którzy widzieli dalej, głębiej i szerzej. Na nich oparła się europejska cywilizacja, a historia im właśnie przyznała rację.
ELA KONDERAK
redaktor naczelny



