gdyby nie moja babcia...
o bracie Rogerze, założycielu Wspólnoty z Taizé
JĘDRZEJ MAJKA
W maju skończył dziewięćdziesiąt lat. Nie lubił mówić o sobie. „Dlaczego ja, a nie inni bracia? – pytał. – Nigdy niczego nie tworzymy sami. To Bóg zawsze nas poprzedza przez wydarzenia. To On otwiera drogę”. Dzięki niemu cały świat usłyszał o małej burgundzkiej wiosce, która stała się oazą pokoju i pojednania
podzieleni chrześcijanie
Babcia brata Rogera pochodziła ze starego rodu wyznania ewangelickiego. Podczas pierwszej wojny światowej mieszkała na północy Francji. Jej trzej synowie walczyli na froncie, ona zaś, mimo bombardowań, pozostała w domu. W końcu na jej posiadłość również spadły bomby. Jedna wyrwała dziurę w ogrodzie, druga, nie wybuchając wpadła między książki w bibliotece. Mimo to starsza pani została. Przyjmowała pod swój dach uciekinierów, starców, kobiety i dzieci. Uciekła dopiero w ostatniej chwili. „Podzieleni chrześcijanie – mówiła – zabijają się nawzajem w Europie, zamiast się pojednać, żeby zapobiec nowej wojnie”. Dlatego zaczęła chodzić do katolickiego kościoła. W ten sposób chciała dokonać pojednania w sobie samej. Czyniła to jednak tak, by jej zachowanie nie wyglądało na wyparcie się swoich przekonań. Te dwie postawy: podejmowanie ryzyka i pojednanie z wiarą katolicką, stanowiły wzór dla przyszłego założyciela Wspólnoty Taizé.protestanci od zawsze
Ojciec brata Rogera w bardzo młodym wieku zdecydował się na podjęcie studiów teologicznych. Został protestanckim pastorem. Matka była uzdolniona artystycznie. Pochodziła z francuskiej rodziny, „protestanckiej od samych początków Reformacji” – opowiada jej syn. Roger był dziewiątym, ostatnim dzieckiem Amélii i Charlesa Schutza. Miał jednego brata, znacznie starszego od siebie, dlatego najczęściej wspomina siostry. To one wybrały dla niego imię. „Kiedy byłem młody, wielkie znaczenie miał dla mnie fakt, że przyszedłem na świat po tylu siostrach, nie mogłem się razem z nimi wychowywać. Najmłodsza z dziewczynek, Genevieve, ciągle grała na fortepianie, nawet kiedy była całkiem mała, i nie mogliśmy się bawić razem. Zawsze bawiłem się sam, ale wcale nie czułem się osamotniony” – wspomina.Gdy Roger podrósł, zgodnie z rodzinnym zwyczajem przygotowywał na Boże Narodzenie prezenty dla ubogich. Od początku listopada wydawał kieszonkowe na upominki. W czasie świąt w jego domu zapraszano do stołu sieroty.
wyjątkowa kobieta
Pośród wspomnień z dzieciństwa, jedno zajmuje w jego pamięci miejsce wyjątkowe. Zdarzyło się niedługo po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Miał wówczas cztery lata, doskonale jednak pamięta atmosferę oczekiwania. Miała przybyć babcia. „Przyjechała do naszej wsi wozem, późnym wieczorem – wspomina. – Była tak wyczerpana, że zdążyła tylko nas uściskać i zemdlała. W jej bagażach był czerwony koc. Owinięto ją weń i zabrano do pokoju. Nie widziałem jej potem przez kilka dni. Mój podziw dla niej musiał być pomnożony faktem, że była najwyraźniej bardzo chora, u kresu sił”.Dopiero później Roger zrozumiał, ile zawdzięczał tej osobie, która w tak dramatyczny sposób wkroczyła w jego życie. „Jak to się stało – wspomina – że uchwyciłem to wszystko, co ona reprezentowała? Pozostaje to dla mnie tajemnicą. Mój ojciec pod koniec życia chętniej mówił o ludziach, którzy wywarli na niego wpływ, i często wyrażał swój podziw dla teściowej. Babcia zmarła, gdy Roger miał sześć lat.
- fragment



