kochał,

gniewał się i niecierpliwił

KS. GRZEGORZ STRZELCZYK
Nie trzeba być wielkim znawcą Pisma Świętego, by zorientować się, że autorzy Ewangelii piszą o różnych stanach emocjonalnych Jezusa, który „okazuje głębokie wzruszenie" (por. J 11, 38), gniewa się (por. Mk 3, 5), płacze (por. Łk 19,41), raduje się (por. Łk 10,21). Są to najczęściej króciutkie wzmianki, ograniczające się do jednego czy dwóch określeń. Jezus, przeżywając emocje, jednocześnie coś mówi i (lub) czyni. Próżno by jednak szukać w Ewangeliach pogłębionych rozważań o Jezusowych uczuciach. Dlatego wszystko, o czym napiszę poniżej, będzie miało charakter rekonstrukcji, opierającej się na tym, co zapamiętali i utrwalili w kanonicznych Ewangeliach uczniowie

Na początek warto postawić pytanie, czy sfera emocjonalna Jezusa rzeczywiście funkcjonowała tak samo jak nasza. Wątpliwości co do tego pojawiały się w refleksji chrześcijańskiej nierzadko. Czytając starożytne komentarze biblijne (zwłaszcza z IV i V w., ale także te późniejsze), można się natknąć na interpretacje, wedle których uzewnętrzniane przez Jezusa uczucia to w rzeczywistości… symulacja obliczona na określony skutek pedagogiczny. Zgodnie z tym założeniem, okazując emocje, Mistrz z jednej strony uwiarygodniał to, że jest człowiekiem, z drugiej - dawał przykład, w jaki sposób ludzie mają sobie z nimi radzić.

rozstrzygnięcia soborowe

Obecnie teoria symulacyjna może dziwić. Powstawała ona w czasach, w których dużą rolę odgrywały stoickie ideały emocjonalnej niewzruszoności, a także zmagano się z pytaniem, co to znaczy, że Jezus był prawdziwie człowiekiem. W 325 r. Sobór Nicejski uroczyście potwierdził, że Chrystus jest wcielonym Synem Bożym, Bogiem samym. Natychmiast pojawiła się pokusa, aby człowieczeństwo przesunąć na plan dalszy. Czym bowiem jest ono wobec boskości? Przez następne kilkaset lat Kościół bronił się przed kolejnymi herezjami „amputującymi" Jezusowi pewne elementy człowieczeństwa: a to ludzką duszę (apolinaryzm), a to ludzką naturę jako taką (monofizytyzm), a to ludzką wolę (monoteletyzm). Sporne kwestie rozstrzygnęło orzeczenie Soboru Chalcedońskiego (451 r.), który jasno stwierdził, że Jezus jest zarówno w pełni Bogiem, jak i w pełni człowiekiem. Nie brakuje w Nim zatem żadnego z elementów, które składają się na ludzką naturę. Jednym z nich jest właśnie emocjonalność.

Rozstrzygnięcie z Chalcedonu zwalnia nas z poszukiwania karkołomnych interpretacji, chroniących przed dosłownym rozumieniem emocji przypisywanych Jezusowi przez Ewangelistów. Oczywiście musimy się pogodzić z tym, że w ich narracjach emocje Jezusa nigdy nie są bezpośrednim przedmiotem rozważań. Ich opisy mogą być podporządkowane celom redakcyjnym, które trzeba by każdorazowo rekonstruować - na to jednak brakuje tutaj miejsca. Spróbuję zatem wskazać najważniejsze rysy Jezusowej emocjonalności.

bez liftingu

Zacznę od końca, czyli od najintensywniejszego przeżycia emocjonalnego opisanego w Ewangeliach – modlitwy w Ogrójcu. Jezus, przeczuwając śmierć, doznał gwałtownego lęku, a zapewne i całej gamy powiązanych z nim uczuć, np. osamotnienia. Właśnie wtedy boleśnie doświadczył słabości uczniów, którzy tej jednej godziny z Nim nie czuwali (por. Mt 26, 40). Warto zapamiętać, co Jezus uczynił ze strachem, samotnością, rozczarowaniem: poszedł się modlić. Modlił się tak długo, aż był w stanie przezwyciężyć lęk.

Jezus nie zagłuszał negatywnych uczuć, nie uciekał przed nimi, ale tak jak w Ogrójcu, mierzył się z nimi zawsze „na bieżąco". Co więcej, nie wahał się okazywać swych uczuć publicznie. Co najmniej dwa razy zaprzeczył tezie, że „chłopaki nie płaczą": nad grobem przyjaciela Łazarza (J 11, 35) i wobec przewidywanego losu ukochanego miasta - Jerozolimy (Łk 19, 41). Różne odcienie smutku towarzyszyły Jezusowi dość często. Co ciekawe, Jego smutek stanowił reakcję na zło i grzech oraz ich skutki. Nie prowadził bynajmniej do rozpaczy. Wręcz przeciwnie, pobudzał do działania, którego celem było usunięcie zła. Oto Jezus płacze nad śmiercią Łazarza i za chwilę śmierć przezwycięża. To sprzężenie smutku z wolą działania bodaj najwyraźniej ukazuje św. Marek (3,5) w scenie uzdrowienia w szabat: spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!". Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. Jezus jest jednocześnie zagniewany i zasmucony, przy czym smutek dotyczy pożałowania godnego stanu grzesznika, gniew zaś zła, w tym wypadku obłudy.

To gniewne spojrzenie zanotowane przez św. Marka nie jest bynajmniej jedynym świadectwem „mocnych" uczuć Jezusa. Choć nie zawsze są one nazywane po imieniu, można je odczytać z dynamiki opowiadań. Przypomnijmy sobie np. scenę wyrzucenia kupców ze Świątyni, przewracanie stołów i rozrzucanie monet, albo szósty rozdział Ewangelii Jana - w atmosferze rosnącego napięcia, sprowokowanego zresztą przez samego Jezusa, pada pytanie, w którym słychać zniecierpliwienie: czy i wy chcecie odejść? (J 6, 67). Napięcie związane z konfliktem z żydowskimi przywódcami religijnymi było dla Jezusa „chlebem powszednim". Obłuda i wykorzystywanie motywacji religijnej przeciwko dobru człowieka wyzwalało Jego gwałtowne reakcje. Świadczyć o tym może użyte przez Niego określenie „plemię żmijowe", nienależące do delikatnych. Piotr, usiłujący tłumaczyć Mistrzowi, że pewne zapowiedzi są politycznie niepoprawne, musiał przełknąć, twarde słowa zejdź mi z oczu szatanie (J 16, 23), przy których Jezus odwrócił się do niego plecami. Trudno oprzeć się wrażeniu, że popularne przedstawienia Jezusa często pomijają tego rodzaju emocje, a akcentują jednostronnie anielską wręcz łagodność, odrealniając tym samym obraz Jego człowieczeństwa.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl