świadomi

emocji

JACEK PRUSAK SJ
Niezależnie od tego, jaką każdy z nas ma wrażliwość uczuciową, nie ulega wątpliwości, że uczucia mają realny wpływ na nasze życie, także duchowe. Nauczyciele duchowi podkreślają, że mogą one zarówno zbliżać nas do Boga, jak i od Niego oddalać. Jak się w tym wszystkim nie pogubić?

w gąszczu definicji

W języku potocznym terminy „emocje" i „uczucia" bywają często używane zamiennie. Psychologowie odróżniają te pojęcia, nie są jednak zgodni co do ich definicji. Niektórzy z nich uważają, że uczucia to uświadomione emocje, a emocje to stan pobudzenia całego organizmu. Ogólnie emocje są pierwszymi reakcjami, których doświadczamy, odbierając różne bodźce zmysłowe. Towarzyszą im zmiany somatyczne, ekspresje mimiczne i pantomimiczne i zachowania. Emocje są najczęściej reakcjami impulsywnymi, zmiennymi i spontanicznymi. Pojawiają się i znikają szybko, chociaż mogą w danym momencie wywoływać bardzo silne poruszenie. Możemy np. przejść od śmiechu do płaczu w kilkanaście sekund; równie szybko pod wpływem jakiegoś bodźca (np. muzyki) możemy poczuć zachwyt albo irytację.

Doświadczając różnych emocji, zdobywamy nie tylko informacje o świecie, ale również o tym, jaką sami przyjmujemy wobec niego postawę: na co reagujemy, co nas przyciąga, a co odrzuca. Aby skorzystać z tych informacji, trzeba emocje przeżywać świadomie. Jest to skomplikowany proces, wymagający refleksji i autorefleksji. Ktoś może się np. pocić w momencie zdenerwowania, ale nie zdawać sobie sprawy, co wywołuje tę reakcję. Musi zadać sobie trud przeanalizowania tej reakcji: zapytać samego siebie o jej przyczynę i znaleźć odpowiedź. Przyczyną może być zdenerwowanie, trema itp. Uświadamiając sobie przeżywaną emocję, nazywamy ją, przy czym nie jest to czynność automatyczna - wymaga naszego zaangażowania. Dopiero taką uświadomioną, czyli nazwaną emocję, psychologowie określają mianem uczucia.

Bycie świadomym nie musi jednak od razu oznaczać poszukiwania w sobie przyczyny emocji, analizowania jej źródła. Jeśli mój rozmówca denerwuje mnie lub złości, nie muszę zastanawiać się nad tym, dlaczego tak się dzieje. Wystarczy, że zdam sobie sprawę z tego, co w tym momencie przeżywam, że nazwę swoją złość czy zdenerwowanie. Już samo to pozwoli mi nabrać dystansu do całej sytuacji i spokojnie kontynuować rozmowę. Później mogę się zastanowić, dlaczego zrodziło się we mnie takie a nie inne uczucie. Może się wtedy okazać, że mój rozmówca przypominał mi kogoś, kogo nie lubię. Jeśli jednak nie nazwę swojej emocji, będę nieświadomie działał pod jej wpływem i popełnię wiele błędów, np. stanę się dla mojego rozmówcy nieżyczliwy.

Niestety często się zdarza, że nie chcemy być świadomi przeżywanych emocji. W naturalny dla siebie sposób dążymy do takiego przedstawienia i wyjaśnienia swoich zachowań i zdarzeń, w których braliśmy udział, by zabezpieczyć się przed przeżywaniem trudnych emocji, np. żalu czy wstydu. Bycie świadomym zmusza do nieustannej pracy nad sobą, która bywa czasami kojarzona z nienaturalnością, popadaniem w schematy. Tymczasem właśnie jako świadomi własnych uczuć możemy sobie pozwolić na spontaniczność, bo w odpowiedni sposób reagujemy na to, co się wokół nas dzieje. Nie ma w nas lęku przed tym, co niesie życie. Potrafimy cieszyć się teraźniejszością, zamiast analizować przeszłość albo zastanawiać się nad odległą przyszłością.

świetnie cię „rozumiem"

Z przeprowadzanych badań wynika, że większość decyzji w naszym życiu podejmujemy nie na podstawie głębokich analiz intelektualnych, ale na podstawie emocji. Są one dla nas najważniejszym punktem odniesienia zwłaszcza w sytuacjach, które wymagają naszej szybkiej reakcji. Kiedy wędrując po górach spotkamy na swej drodze niedźwiedzia, groźnie ryczącego na nas, doświadczymy lęku. Lęk uruchomi nasz system obronny, który podpowie nam: „walcz albo uciekaj!". W takim momencie nie będziemy się zastanawiać, czy niedźwiedź jest rzeczywiście groźny, czy tylko na takiego wygląda. „Przy okazji" takiej analizy moglibyśmy stracić życie. Odczuwana przez nas emocja miała wartość informacyjną. W sytuacjach bardziej złożonych sam komunikat emocjonalny jednak nie wystarcza - potrzebna jest pogłębiona refleksja. Do sytuacji takich należy rozpoznawanie stanów emocjonalnych innych ludzi. Zdarza się, że projektujemy wówczas swoje emocje, te, które sami przeżywamy w danej chwili. Każdy z nas tworzy własną siatkę poznawczą, zbudowaną między innymi z różnych emocji. Jeżeli wstaliśmy rano z nastawieniem, że życie jest nic nie warte, a przed nami kolejny beznadziejny dzień, to zgodnie z nim będziemy odczytywać emocje nie tylko własne, ale też innych ludzi. Będzie się nam np. wydawać, że ktoś nas nie lubi, bo się do nas nie uśmiecha. Tymczasem on nie będzie się uśmiechał z powodu zmęczenia albo bólu zęba. Większość problemów w relacjach interpersonalnych bierze się właśnie z założenia, że rozumiemy, co przeżywa druga osoba, bo sami to przeżywamy albo przeżywaliśmy. Refleksja towarzysząca przeżywaniu emocji pozwala uniknąć błędu takiego prymitywnego posługiwania się emocjami. Konieczna jest refleksja, która będzie im towarzyszyła.

emocje i rozum

Czy w życiu codziennym możliwe jest oddzielenie emocji od rozumu? Nie jest to takie proste. Często działamy spontanicznie, pod wpływem emocji, ale uważamy, że były to działania rozumowe. Jest tak w wypadku decyzji podejmowanych na zasadzie: „to mi się podoba" lub „to mi się nie podoba". Tę naszą skłonność do kierowania się emocjami sprytnie wykorzystują specjaliści od marketingu i reklamy. Wielu ludzi kupuje dany produkt nie dlatego, że go potrzebuje, ale dlatego, że im się spodobał. Kobieta kupująca kolejne buty jest przekonana, że dzięki nim wygląda lepiej, jest bardziej atrakcyjna, wyjątkowa. Nie myśli o tym, że w szafie ma już dwadzieścia podobnych par, kupionych z tego samego powodu. Co więcej, samo kupowanie sprawia jej przyjemność, poprawia nastrój. Nie występuje tutaj żaden czynnik racjonalny, refleksja: „Nie potrzebuję przecież kolejnych butów, nawet jeśli są ładne i bardzo mi się podobają". Może być również tak, że będziemy próbowali podchodzić do każdej sytuacji wyłącznie rozumowo, ignorując emocje. Do psychologów trafiają czasami osoby, które nie potrafią odnaleźć się w społeczeństwie, ponieważ wszystko poddają analizie, a nie są wrażliwe na informacje płynące z komunikatów niewerbalnych, nie wyczuwają nastrojów, nie rozpoznają atmosfery. Rozwiążą każdą krzyżówkę, naprawią komputer, ale nie poradzą sobie z kierowaniem ludźmi, ponieważ nie będą w stanie odczytać informacji, które niosą emocje. Ich odczytanie jest dla nich trudne i czasochłonne. Normalnie większość sygnałów odbieramy na podstawie postrzegania i odczytywania emocji. Widząc kogoś, kto się do nas uśmiecha, przyjmujemy, że uśmiech jest oznaką pozytywnego nastawienia tej osoby do nas. Ktoś, kto ma trudności z odczytywaniem komunikatów emocjonalnych, będzie się w takiej sytuacji zastanawiał, czego uśmiechający się od niego chce, i minie sporo czasu, zanim odczyta uśmiech jako dowód przyjaznego nastawienia czy sympatii.

Bóg i moje emocje

W relacji z Bogiem sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, bo nie mamy możliwości zaobserwowania Jego uczuć. Chcielibyśmy, aby Bóg oddziaływał na nasze zmysły tak samo jak inne bodźce czy przedmioty, dlatego często przypisujemy Mu własne stany emocjonalne, a wiarę utożsamiamy z przeżywanymi w danym momencie uczuciami. Jeśli na modlitwie doświadczam ukojenia, to czuję, że Pan Bóg jest przy mnie. Wydaje mi się również, że jest On wtedy ze mnie i z mojej modlitwy zadowolony. Kiedy natomiast przeżywam na modlitwie trudności, odczytuję to jako znak opuszczenia przez Boga. Istnieje więc niebezpieczeństwo, że koncentrując się na tych emocjach i uczuciach, zabrnę w ślepą uliczkę, w której nie znajdę Boga, a jedynie siebie.

Doświadczenie wielu świętych i mistyków pokazuje jednak, że emocje pełnią ważną rolę w życiu duchowym. Św. Ignacy Loyola w „Regułach o rozeznawaniu strapień i pocieszeń duchowych" pisał o poruszeniach (hiszp. afeccìon), które nie są tylko chwilowymi doświadczeniami, ale sposobem odnoszenia się do jakiejś osoby lub rzeczy. Bycie poruszonym oznacza bycie zaabsorbowanym tym, co mnie porusza. Ignacy był przekonany, że istnieją takie poruszenia, które daje człowiekowi bezpośrednio Bóg, oraz takie, które mają źródło w ludzkiej psychice. To one popychają do działania lub do niego zniechęcają. Dzięki pragnieniom pochodzącym od Boga w duszy człowieka rozpala się miłość ku Niemu (por. ĆD 316). Bóg daje się poznać człowiekowi przez dynamikę wewnętrznych poruszeń (por. ĆD 316, 317), dlatego św. Ignacy zwraca uwagę na konieczność porządkowania uczuć, tak aby lepiej rozumieć, co Bóg nam przez nie przekazuje. Czasem ludzie próbują walczyć z emocjami. Spowia-dająsię np. z rozproszeń na modlitwie, traktując je jako kryterium oceny jakości życia wewnętrznego. Jeśli podczas modlitwy martwię się o dziecko, to mogę sobie powiedzieć, że modlitwa ta jest bezwartościowa, i zaniechać jej, ale mogę też modlić się dalej, świadomie szukać kontaktu z Bogiem, nie ignorując tego, co czuję.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl