wampiryczne

związki

BERNADETTA JANUSZ
Vlad Dracula, władca średniowiecznego Siedmiogrodu, miał zaprzedać swoją duszę siłom ciemności, aby odnaleźć zmarłą ukochaną. Dla niej stał się półdemonem, wampirem żywiącym się ludzką krwią, która dawała mu nieśmiertelność. Ponoć w końcu znalazł się śmiałek, który go uśmiercił, albo też - co bardziej prawdopodobne - ludzie przestali wierzyć w bajki. Nie chodzi jednak o prawdę historyczną, legenda o Draculi jest ponadczasową opowieścią o uczuciu, które niszczy człowieka i wszystko, co było mu bliskie. Czasem nawet nie podejrzewamy, jak bardzo może to dotyczyć nas samych (red.)


Psycholodzy używają metafory wampiryzmu rzadko, często jednak sięgają po nią pary, które zgłaszają się na terapię małżeńską. Nawet jeśli nie mówią wprost o wampirycznej relacji, to ich opowieści mogłyby być jej ilustracją. „On mnie wykańcza. Kiedy chcę gdzieś wyjść, coś się z nim dzieje; staje się kimś I zupełnie innym". „Jakby coś w niąwstąpiło - przy mnie zachowuje się inaczej niż w pracy, inaczej niż wśród znajomych". Jeszcze nie tak dawno wskoczyliby za sobą w ogień, a teraz trudno im ze sobą wytrzymać. Czują się wyczerpani nieustannymi kłótniami, przemęczeni, bo ciągle próbują sprostać oczekiwaniom drugiej osoby. Nie można powiedzieć, że im na sobie nie zależy, czy też, że nic ich już nie łączy. Wręcz przeciwnie, jest w nich głód bliskości i miłości, ale ma on w sobie właśnie coś wampirycznego - odbiera im energię i radość życia.

tajny pakt

Przykładem niszczącej siły wampirycznych relacji są tzw. układy koluzyjne. Słowo „koluzja" oznacza dosłownie „tajny pakt", „nieświadomą zmowę". Układ koluzyjny to typ relacji opartej na dążeniu do zaspokojenia emocjonalnych braków poprzez partnera. Bywają wśród nich związki osób o podobnych potrzebach i zranieniach. Dużo częściej „tajny pakt" zawierają osoby, których potrzeby wzajemnie się uzupełniają. Pierwszy typ związku na początku daje iluzję totalnej jedności. Spotyka się dwoje ludzi, oboje czują, że coś ich łączy, że jest między nimi jakaś niewidzialna nić porozumienia. Zdarza się, że tym, co ich do siebie przyciąga, jest jakaś wspólna „bieda", która daje im poczucie wręcz magicznego porozumienia. Mogą nią być trudne doświadczenia z dzieciństwa: zaniedbanie, brak więzi, bliskości, stabilności. Przykładowo osoby, które zostały odrzucone, mogą szukać w kolejnych związkach sposobu na wypełnienie pustki po poprzedniej miłości, szansy na zaspokojenie głodu bliskości, pewności, której wcześniej nie miały. Często nieświadomie wybierają na partnerów osoby z tym samym zranieniem. Nie muszą one od razu znać swojej przeszłości czy odkrywać jej wzajemnie przed sobą. Intuicyjnie wyczuwają bowiem jakieś głębokie łączące ich pokrewieństwo. Jednakże owa iluzoryczna jedność załamuje się wtedy, gdy odkrywają, że pomimo wspólnoty dusz nie potrafią dać sobie tego, czego sami nie mają i czego nigdy nie doświadczyli. Zamiast nawzajem się wspierać i uwalniać od przeszłości pojawia się frustracja i poczucie krzywdy aktywujące nie zawsze uświadomioną obawę, że ich aktualny związek skończy się tak, jak poprzednie. Bliskość i dowody miłości wkrótce przestają im wystarczać. Ona będzie mu wyrzucać, że spędzają ze sobą za mało czasu; on jej, że niewystarczająco troszczy się o niego. Narastające pretensje będą pogłębiać ich lęki. Nawet jeśli jedno z ich nie nosiłoby w sobie podobnego zranienia, nie będzie w stanie znieść presji oczekiwań, nie wytrzyma zachłanności partnera. W końcu on zacznie uciekać przed jej emocjonalnym bombardowaniem, bo przecież to nie on wcześniej ją porzucił... Im bardziej jednak będzie się odsuwał, tym bardziej zacznie potwierdzać jej przypuszczenia - co doprowadzi do błędnego koła.

niczym połówki jabłka

Najczęściej jednak nasze instynktowne poszukiwanie kogoś, kto pomoże nam zaspokoić nasz wewnętrzny głód, prowadzi do zawarcia paktu opartego na wzajemnej wymianie. Dziecko, które z jakichś powodów pełniło w rodzinie rolę „emocjonalnego ojca lub matki", w dorosłych relacjach będzie nieświadomie ten wzorzec powielać. Jego uwagę będą przykuwały osoby słabe, zagubione, bo tylko przy nich może się spełniać i czuć kimś wartościowym. Taka osoba będzie podświadomie dążyć do stworzenia związku z „emocjonalnym dzieckiem". Pamiętam z terapii takie małżeństwo: on - król towarzystwa, wypatrzył swoją przyszłą żonę na imprezie studenckiej. Stała z boku - jak sam powiedział - „miała brzydką czapkę i nikt z nią nie rozmawiał". Zakochał się w tej „sierotce" i zaopiekował się nią. Jej to odpowiadało: potrzebowała, by ktoś się o nią troszczył. Kluczem do tej relacji jest komplementarność, uzupełnianie się. Wydaje się, że nie ma w tym nic złego, że właśnie tak powinno być. O szczęśliwych małżonkach mówi się przecież, że pasują do siebie jak dwie połówki jabłka. W wypadku związków opartych na „tajnym pakcie" komplementarność jest jednak ważniejsza niż miłość i wzajemna więź. Jeżeli zależność znika, małżeństwo przestaje mieć rację bytu. Wspomniana wyżej para trafiła do naszej poradni po... zdradzie męża. Kiedy żona zaczęła rozwijać się zawodowo, awansowała w pracy, czyli stała się bardziej pewna siebie i niezależna, on przestał się czuć potrzebny i poszukał sobie nowej „sierotki". W klubie sportowym zobaczył stojącą pod ścianą nieporadną, trochę ciamajdowatą dziewczynę i zakochał się w niej. Z reguły obie strony skrupulatnie wypełniają warunki umowy, śledzą swoje kroki, szachują się nawzajem, aby utrzymać równowagę w związku. Pilnują, aby parter nie porzucił przypisanej mu roli. Prowadziłam niedawno terapię małżeństwa, w którym mąż odczuwał bardzo silny niepokój, gdy jego żona wychodziła rano do pracy. Któregoś dnia nie wytrzymał, zamknął drzwi, klucz wyrzucił przez okno, za nim poleciały telefony komórkowe. Przez cały czas żył w iluzji, że zawsze będą razem, w każdej chwili, w każdej sekundzie. Jego pragnienie wyłączności było typowe dla fantazji fazy zakochania. Przechodzi przez nią każda para - czas poświęca się wtedy głównie sobie, kontakty z przyjaciółmi i ze znajomymi stają się rzadsze. Później w sposób naturalny związek otwiera się na innych. Niektórzy jednak nadal chcą pozostać na tym pierwszym etapie. Powodów może być wiele, np. osoba mająca niezaspokojoną potrzebę pierwotnej jedności (np. bliskości matki) w relacjach intymnych stanie się zachłanna jak dziecko - pragnąc mieć tylko dla siebie obiekt swej miłości, całą jego energię, wszystko. Będzie traktować innych (rodzinę, bliskich, znajomych z pracy) jako zagrożenie, będzie widzieć w nich wrogów, którzy chcą zniszczyć jej małżeństwo. Każda aktywność zewnętrzna partnera: praca, hobby, spotkania towarzyskie, może sprawić, że będzie się czuła porzucona. Pojawi się podejrzliwość i próba kontrolowania wszystkich kroków partnera, a być może także oskarżenia o oziębłość lub zdradę.

bez wzajemności

W dojrzałych związkach małżonkowie potrafią pogodzić się z tym, że nie są w stanie zaspokoić wszystkich swoich emocjonalnych potrzeb. Nie są też trwale przypisani do swoich ról, mogą się nimi wymieniać. W zależności od sytuacji, raz jeden przyjmuje rolę opiekuna, raz drugi. Wiedzą, że w związku jest czasem lepiej, a czasem gorzej. Mają także świadomość własnej niedoskonałości, akceptują partnera takim, jakim jest. To im pozwala niwelować frustracje i napięcia, daje szansę na poznanie siebie, swoich silnych i słabych stron. Ich relacja jest oparta na wzajemności.

W wampirycznej relacji takiej wzajemności nie ma. Energia przepływa jednokierunkowo: jeden zawsze daje i niczego w zamian nie oczekuje, drugi zawsze bierze, nic od siebie nie dając. Może chcieliby zmienić panujący układ, ale wewnętrzna skaza im to uniemożliwia. On może myśleć: „Zawsze byłem tym, który się opiekuje, teraz tym bardziej nie mogę zawieść bliskiej mi osoby". Ona natomiast może uważać, że nie ma w sobie nic wartościowego, co mogłaby dać. Usztywniają się w swoich rolach, a tym samym pozbawiają się szans na pełne poznanie i kontakt. Oboje ponoszą koszty. Ten, który się opiekuje, nie odczuwa satysfakcji, ponieważ jakaś jego część zawsze pozostaje niezaspokojona - odzywa się w nim dziecko, którym nikt się nie zaopiekował. Kiedy partner natarczywie domaga się opieki i czułości, zaczyna reagować złością lub gniewem. Straty są także po drugiej stronie: i tym „dzieckiem" z kolei cały czas ktoś się opiekuje, cały czas ktoś wszystko za nie robi. Jego potrzeby są zaspokojone, ale co z poczuciem wartości? Kompletna ruina...

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl