

"trudne czasy
dla pokory"


"kobieta
ma mieć swoje życie"
gdy matki
mają problemy
PIOTR DYLIK
W tym roku moja mama skończyła sto lat. Były kwiaty, życzenia, prezenty, tłum gości i Msza św. w jej intencji. O jubileuszu napisała lokalna gazeta. Zaciekawieni znajomi dopytywali się o stan zdrowia jubilatki - stulatki to wciąż nieczęste zjawisko. Tymczasem ja miałem problem - uświadomiłem sobie, że już nie doczekam się odpowiedzi na pytania, które od lat stawiałem mojej matce. Jej coraz gorsza kondycja fizyczna, pamięć już nie tak dobra jak kiedyś, zawężające się zainteresowania (najważniejsze jest to, co będzie na obiad i czy zdąży na czas do toalety) zminimalizowały szanse na odpowiedzi. A przecież w historii naszej rodziny pozostało wiele niejasności, przemilczeń, tajemnic
moja wielka wina
EWA WOYDYŁŁO
Zbliżając się do własnego „środka życia", niemal każdy sporządza bilans. Dzieci i ich sukces lub brak sukcesu należą do ważnych spraw rzutujących na poczucie spełnienia. Sposób życia dorosłych dzieci stanowi coś w rodzaju filtru, przez który wielu z nas postrzega siebie i przeprowadza ocenę swych dokonań. Błędy dziecka uważamy za rezultat swoich pomyłek. Wstydzimy się tego, że nie sprostaliśmy zadaniu. Wstydzimy się również, że źle myślimy o swoich dzieciach, mamy do nich żal lub odczuwamy zazdrość wobec innych ojców i matek, którym powiodło się lepiej
"kobieta powinna mieć swoje życie"
z o. Józefem Augustynem, jezuitą,
kierownikiem duchowym, rekolekcjonistą,
redaktorem „Życia Duchowego",
rozmawiają Marta Wielek i Anna Dąbrowska
kierownikiem duchowym, rekolekcjonistą,
redaktorem „Życia Duchowego",
rozmawiają Marta Wielek i Anna Dąbrowska
Ojcze, gdy dzieci dorastają i próbują założyć własną rodzinę albo w inny sposób się usamodzielnić, wtedy w relacji między nimi a ich matkami pojawia się dziwne napięcie. Nadal się kochają, ale coraz częściej zdarzają się sytuacje, które powodują albo otwarty konflikt, albo co najmniej irytację jednej lub obu stron. Skąd się bierze to napięcie?
Przywiązanie matki do swego dziecka jest ogromne. Przed urodzeniem jest ono częścią jej ciała, niemal jej własnością. Feministki mówią ostro: „Mój brzuch należy do mnie!". Po narodzinach dziecko oddziela się od matki fizycznie, ale przez cały okres dzieciństwa ich związek emocjonalny trwa nadal. Z czasem, gdy dziecko usiłuje się usamodzielnić, także w sferze uczuciowej, zaczyna się problem. Dla wielu matek zawsze dzieje się to „za wcześnie".
Przywiązanie matki do swego dziecka jest ogromne. Przed urodzeniem jest ono częścią jej ciała, niemal jej własnością. Feministki mówią ostro: „Mój brzuch należy do mnie!". Po narodzinach dziecko oddziela się od matki fizycznie, ale przez cały okres dzieciństwa ich związek emocjonalny trwa nadal. Z czasem, gdy dziecko usiłuje się usamodzielnić, także w sferze uczuciowej, zaczyna się problem. Dla wielu matek zawsze dzieje się to „za wcześnie".



