modlitwa

wymaga cierpliwości

z o. Markiem Donajem,
augustianinem, proboszczem kościoła
św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie,
rozmawia Iwona Budziak

Jak długo jest Ojciec w Krakowie?
Od piętnastu lat.

A proboszczem w tym kościele?
Teraz będzie już drugi rok.

Słusznie więc podejrzewam, że jest Ojciec świadkiem rozrastania się kultu św. Rity w tutejszej świątyni?
Tak. Fenomen tego kultu polega na tym, że powstał on „od dołu”. Nasze możliwości są niewspółmierne w porównaniu z popularnością, jaką cieszy się ta święta. Przez lata ludzie dowiadywali się od siebie nawzajem: gdy ktoś miał problem, chorował, był w złej kondycji duchowej czy fizycznej, ktoś inny polecał mu modlitwę do św. Rity.
Jeśli po tej modlitwie coś zmieniło się w jego życiu, szukał miejsca, w którym mógłby ją znaleźć, przychodził na nabożeństwo ku jej czci 22. dnia jakiegoś miesiąca... Gdy dzisiaj patrzymy na wiernych gromadzących się na tych nabożeństwach, to wiemy, że w gruncie rzeczy św. Rita sama się rozpropagowała.

Widzę, że Ojciec coś ze sobą przyniósł: dwie grube księgi…
W jednej z nich są intencje, które czytaliśmy podczas nabożeństw. Te zostały spisane w komputerze – oryginały oczywiście przechowujemy. Dawniej czytaliśmy z karteczek, które ludzie u nas pozostawiali czy przysyłali do klasztoru, ale zdarzało się, że przekręcaliśmy imiona, czasem trudno było też odczytać sens prośby. Bywały i takie intencje, których przeczytać nie mogliśmy, na przykład prośba o to, by ktoś się odkochał, albo o to, by jakaś dziewczyna nie wyszła za mąż za muzułmanina... Teraz s. Krystyna, augustianka, każde z wezwań spisuje, a także redaguje. O proszę: „podziękowanie za otrzymane łaski”, „prośba o opiekę nad synem”, „o polepszenie zdrowia Danusi”, „o błogosławieństwo...”, „podziękowanie za wyleczenie z choroby nowotworowej składa Grażyna...”. Każdego miesiąca odczytujemy około dwustu wezwań.
Natomiast druga księga to kronika parafialna. Jest taki zwyczaj, że na odpust ku czci św. Rity zapraszamy na spotkanie różne ważne dla nas osoby, na przykład tych, którzy wspomagają nasz klasztor lub wspierają remont kościoła. Tu wszystko dokumentujemy.

Zatem ojcowie modlą się z przychodzącymi...
Tak, ale przyznam, że chętnie zmienilibyśmy tę formę kultu. Czytanie kolejnych próśb i podziękowań może nasuwać skojarzenia z koncertem życzeń, a przecież nie o to chodzi. Ludzie przychodzą tu z konkretnego powodu, najczęściej dlatego, by przedstawić jakieś prośby. Nam zależy przede wszystkim na tym, by pamiętali, że ostatecznym celem ich modlitwy jest sam Bóg.

A czy nie obawia się Ojciec, że ta forma nabożeństwa połączonego z błogosławieństwem róż może sprawiać wrażenie obrzędu nieco magicznego? Ktoś może pomyśleć sobie tak: „Wezmę taką poświęconą różę do domu i dzięki niej świat się zmieni, choroba minie, życie się uprości”.
Przecież element magiczności ktoś może dostrzec w pokropieniu wodą święconą. „Przyjdzie ksiądz po kolędzie”, pomacha kropidłem i od tego momentu ma się coś zmienić... W kościele często uczestniczymy w takich obrzędach, w których pojawiają się materialne znaki, uzewnętrzniające istotę danego obrzędu czy nabożeństwa. Przynosimy do kościoła świecę gromniczną i wracamy z nią do domu. Podobnie czynimy z różą. Ona symbolizuje miłość i piękno, a pobłogosławiona i zabrana do domu uświęca go. Tyle że zostawienie kartki z intencją, przyniesienie róży czy zapalenie świeczki to jeszcze nie wszystko.

Co to znaczy: „nie wszystko”?
Istotą tego kultu jest wiara modlących się ludzi i ich miłość do św. Rity. Ona żyje wśród nich. Może wielu jest bliska przez to, że była kobietą, która w cierpieniu przeżyła swe niełatwe małżeństwo, dzieci także nie sprawiały jej radości, zakonnice jej nie chciały...

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl