Chrześcijanin,

Polak, Europejczyk

MAREK PIEŃKOWSKI OP
Zaryzykowałbym twierdzenie, że można mówić o dwóch etapach chrystianizacji w Polsce. Pierwszy, za czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego, objął tylko elity polityczne i intelektualne. Drugi, zapoczątkowany w XIII w. przez zakony żebracze - franciszkanów i dominikanów - miała już charakter powszechny. W ten sposób myśl chrześcijańska, a co za tym idzie, także europejska, została stopniowo przyswojona przez zwyczajnych, prostych ludzi

Mendykanci (tzw. zakony żebracze) rozwijali się niezwykle dynamicznie. Świadczą o tym chociażby niektóre daty z początków historii dominikanów: w 1216 r. następuje oficjalne zatwierdzenie Zakonu Kaznodziejskiego, w 1221 r. umiera św. Dominik, w 1222 r. dominikanie sąjuż w Krakowie, a w 1246 r., czyli 25 lat później, zakładają klasztor w Tallinie w Estonii. W dodatku pierwsi dominikanie uważali, że jako ubodzy członkowie zakonu żebrzącego nie powinni jeździć konno; przemierzali więc całą Europę pieszo. Taki „pielgrzymi" sposób życia nie przeszkodził im nawet w przyjęciu zasady, aby kolejne kapituły generalne Zakonu odbywały się co roku - na zmianę: w Bolonii i w Paryżu. Przy okazji takiego wędrowania Bracia modlili się, rozmyślali a także głosili Ewangelię napotkanym ludziom...

nie bać się świata

Dlaczego ten ruch tak szybko się rozprzestrzeniał? Najlepiej tłumaczy to dominikańskie wezwanie: contemplata aliis tradere, nakazujące dzielić się z innymi ludźmi owocami własnej kontemplacji, własnej modlitwy oraz studiów. Istniejące wcześniej klasztory mnisze (benedyktyni, cystersi) z założenia były wspólnotami znacznie bardziej odizolowanymi od świata; modlili się, studiowali i pracowali przede wszystkim we własnym gronie. Podejmowali wprawdzie działania misyjne, ale nie angażowali się zbytnio w duszpasterstwo tam, gdzie istniała już sieć diecezji i parafii.

Działalność zakonów żebraczych przyniosła wielu ludziom dostęp nie tylko do bogactwa tradycji chrześcijańskiej, ale stopniowo także przedchrześcijańskiej. Wystarczy wspomnieć zupełnie pionierskie dzieła dominikanów - Alberta Wielkiego i Tomasza z Akwinu, lub franciszkanów - Bo-nawentury czy Aleksandra z Hales. Dzięki nim chrześcijańska Europa przyswoiła sobie dorobek myśli greckiej i rzymskiej.

Otwartość na ewangelizację odróżniała mendykantów od mnichów, z kolei poziom wykształcenia - od przeciętnych duchownych pracujących w parafiach. W tamtych czasach ksiądz, który umiał czytać i pisać, uważany był za wyjątkowego intelektualistę. Pokazuje to świetnie pewna anegdota, opisująca, co zdarzyło się ponoć gdzieś w Anglii, bodajże w VII lub VIII w. Pewien gorliwy biskup nakazał, żeby każdy ksiądz w jego diecezji bez pomyłki umiał powtórzyć (bo na ogół czytać i tak nie potrafił): „Ojcze nasz", „Wierzę w Boga" i słowa Przeistoczenia. Wszyscy duchowni podnieśli wówczas lament, nigdy wcześniej bowiem takich wymagań im nie stawiano! Do czasów Jacka w tej dziedzinie niewiele się zmieniło; dopiero Sobór Trydencki wprowadził powszechne wymaganie poważniejszych studiów dla kandydatów do stanu duchownego.

Dominikanom pomogła też konsekwentnie realizowana idea ubóstwa. Bracia Kaznodzieje wędrowali piechotą z jedną lub dwiema książkami (bo więcej trudno było unieść), spali byle gdzie... Nie mieli więc zbyt wielkich wymagań ta ewangeliczna prostota ludzi stosunkowo wysoko wykształconych robiła wrażenie. Stąd liczny napływ kandydatów do zakonów żebraczych, stąd też poparcie ze strony biskupów oraz lokalnych władców, które dawało możliwość zakładania coraz większej liczby klasztorów.

Jacek-Europejczyk Trzeba zaznaczyć, że powtórna chrystianizacja Polski była w owym czasie tożsama z europeizacją. W Europie istniały wówczas nacje, np. słowiańska, germańska czy romańska, nie były to jednak narody w nowożytnym rozumieniu tego pojęcia. Bolesny proces rodzenia się państw narodowych jest związany dopiero z okresem reformacji. Natomiast Europa zachodnia i środkowa w czasach Jacka traktowana była jako tzw. Universitas Christiana, czyli „Świat Chrześcijański", będący swoistą jednością. Symbolem tej jedności był zarówno cesarz, jak i papież - najwyższe autorytety: świecki i duchowny. Poważne problemy pojawiały się wówczas, jeśli papież i cesarz nie chcieli lub nie potrafili zgodnie współpracować.

Przybycie Jacka jego braci dominikanów (a także pierwszych franciszkanów) do Polski umocniło przynależność naszego kraju do europejskiej Universitas Christiana. Powtórzę: chodziło nie tyle o elity polityczne i kościelne (te były jeszcze bardzo nieliczne), co właśnie o prosty lud. Dzięki działalności zakonów żebraczych dokonywało się stopniowe rozpowszechnienie wśród prostych ludzi takiego sposobu życia i myślenia, jakim żyła wówczas cała Europa. Oczywiście, z uwzględnieniem różnic wynikających z naszej słowiańskiej, nieco odrębnej, mentalności.

w duchu Izajasza

Tereny późniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów mają specyficzną historię. Zaciążył na niej jeszcze pierwszy etaap chrystianizacji. Chrześcijaństwo dotarło do Polski, mniej wiolskimniejwięcej w tym samym czasie, z dwóch stron: w wydaniu łacińskim z Czech i Niemiec oraz w wydaniu greckim z Bizancjum przez Ruś Kijowską (a jeszcze wcześniej przez Księstwo Wielkomo-rawskie). początku mieliśmy więc do czynienia ze spotkaniem różnorodnych kultur i ze związaną z tym faktem nauką wzajemnej tolerancji. Zarazem - jak dziś twierdzi np. prof. Bohdan Cywiński - Kościół w granicach współczesnej Polski ma po dziś dzień charakter zarówno łaciński jak i słowiański. Jacek Odrowąż, sądząc po jego szerokiej i owocnej działalności misyjnej, umiał harmonijnie połączyć te cechy. Pochodził z ziem polskich, a jednocześnie był w pełni Europejczykiem, bo czuł się częścią Świata Chrześcijańskiego. Tego można (i należy!) dzisiaj się od niego uczyć.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl