święty Jacek

nie ma rzeczy niemożliwych

z o. Tomaszem Gałuszką OP,
teologiem i mediewistą,
koordynatorem jubileuszu 750-lecia śmierci św. Jacka
rozmawiają Marta Wielek i Marcin Jakubionek

Ojcze, jaki właściwie byłśw. Jacek? Wiemy, że pochodził ze znaczącego rodu, był dobrze - jak na owe czasy - wykształcony, a jednak ze znanych nam przekazów wyłania się obraz Jacka „swojskiego": lepiącego pierogi, ratującego zniszczone zboże, wskrzeszającego jałówki...
Można powiedzieć, że jest dwóch Jacków, albo raczej, że Jacek ma dwie tożsamości: historyczną i pochodzącą z ustnych przekazów. Pierwsza powstała na podstawie posiadanej przez nas wiedzy historycznej, druga na podstawie opowieści stworzonej sto lat po śmierci świętego przez dominikanina o imieniu Stanisław, pełniącego w zakonie funkcję lektora. Te dwie tożsamości nie są ze sobą sprzeczne, raczej się uzupełniają.


Czyżby biograf św. Jacka nie do końca trzymał się faktów?
Lektor Stanisław sporządził biogram św. Jacka (znany pod łacińskim tytułem De vita et mira-culis sancti Hyacinthi), opierając się głównie na tym, co sam odnalazł i co opowiedzieli mu starsi bracia zakonni. W prologu swojego dzieła pisze: „starałem się przedstawić to, co odnalazłem w pismach i w opowieściach wiarygodnych ojców, którzy z kolei zaczerpnęli informacje od swoich poprzedników, którzy osobiście znali świętego Jacka oraz z nim rozmawiali". W średniowieczu memoryzacja, czyli pamięciowe przekazywanie
 
 

W każdym numerze o św. Jacku znajdziesz film o jego życiu i cudach

wydarzeń, była bardzo ważna. Można podejrzewać, że spora część informacji zawartych w De vita... jest prawdziwa. Ze współczesnych badań historycznych wynika, że lektor Stanisław nie tyle zmyślał, co raczej w swoisty sposób interpretował dostępne mu źródła. Dzisiaj trudno nam to zrozumieć, ale biografowi Jacka nie zależało na precyzyjnym odtworzeniu życiorysu świętego. Chciał przez tę opowieść przekazać swoim współbraciom coś więcej - próbował zbudować teologiczny wizerunek św. Jacka. Znajomość historii XIII w. oraz kontekstu powstania tego dzieła pozwala dzisiaj wyłuskać z niego fakty. To jest taka „historyczna neurochirurgia".

Nie da się zresztą zrozumieć św. Jacka bez poznania czasów, w których żył. Na przykład Kraków, który on znał, nie przypominał raczej europejskiego ośrodka kulturalnego i intelektualnego, jakim jest obecnie. Gdybyśmy tak wówczas stanęli na kopcu Kościuszki, którego wtedy jeszcze nie było, i spojrzeli na panoramę miasta, zobaczylibyśmy morze drewnianych chałup i wystające gdzieniegdzie ceglane lub kamienne budowle sakralne. Wśród nich mały kościółek parafialny pod wezwaniem Świętej Trójcy, typowo romański: kamienny z małymi okienkami i drewnianym prostym sklepieniem. Jedynym miejscem intelektualnego rozwoju była szkoła katedralna na Wawelu. Biblioteki były malutkie i skromne. Kiedy spojrzymy teraz na ówczesną Francję, Włochy, czyli niecałe 2 tys. km od Krakowa, zobaczymy, że tam już królował strzelisty gotyk, rozwijała się kultura, powstawały pierwsze uniwersytety. Nic więc dziwnego, że wykształceni na tych uczelniach dominikanie, byli tak chętnie przyjmowani nie tylko w Krakowie, ale też w wielu miejscach, do których zawędrowali. W interesie i władców, i Kościoła było sprowadzenie do siebie dominikanów, jako tych, którzy dzielą się swoją wiedzą, a przy tym nie gonią za pieniądzem.

Czy naprawdę przyjmowano ich z taką otwartością?
Pierwszą reakcją na widok dominikanów nie był z pewnością entuzjazm, ale pytanie: „Kim wy właściwie jesteście?". Każdy z wyruszających na misję braci, otrzymywał jednak od papieża swoisty „paszport" - bullę rekomendacyjną, którą okazywał lokalnemu biskupowi. W sumie zachowało się kilkadziesiąt egzemplarzy tych paszportów. Do niedawna byliśmy przekonani, że w Polsce jest tylko jeden, niegdyś przechowywany w klasztorze oo. Dominikanów we Wrocławiu. Pochodzi z 1221 r. i prawdopodobnie właśnie z nim św. Jacek i bł. Czesław wyruszyli z Rzymu do Polski. Kiedy w Pradze ich drogi się rozeszły, Jacek zostawił go zapewne Czesławowi, ponieważ sam zmierzał do Krakowa, gdzie nie potrzebował żadnej rekomendacji. Bullę rozpoczyna cytat z Pisma Świętego: Kto przyjmie proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma (Mt 10, 41). W dalszej części papież Honoriusz III zachęca duchownych, aby bez obaw przyjmowali dominikanów, ponieważ dzięki temu zyskają pomoc w pracy duszpasterskiej.

Ojciec powiedział „do niedawna"...
Rok temu z naszego krakowskiego archiwum wydobyliśmy na światło dzienne jeszcze jeden paszport św. Jacka. Nie wiem, jak to się stało, ale został zlekceważony przez historyków, mimo że wśród dokumentów nosi sygnaturę numer 1. Być może uznano, że jest to jeden z wielu średniowiecznych dokumentów znajdujących się w naszym zakonnym archiwum. Powiem tylko, że z samego XIII w. mamy ponad osiemdziesiąt różnych pism, a zatem można coś przeoczyć. Trafiłem na ten paszport zupełnie przypadkowo... Zmęczony pracą nad swoim doktoratem o średniowiecznej biblisty-ce postanowiłem zająć się na chwilę czymś innym. Zacząłem przeglądać stare pergaminy. Sięgnąłem po pierwszy z nich i zobaczyłem dokument napisany pięknym kurialnym pismem, z ołowianą bullą papieża Grzegorza IX. Zainteresował mnie, więc zacząłem szukać informacji na jego temat. Ponieważ prawie niczego nie znalazłem oprócz kilku słów w książce Jacka Woronieckiego OP i krótkiej wzmianki w artykułach Jana Spieża OP, spróbowałem zbadać go jeszcze raz w inny sposób. Wynik był zaskakujący, okazało się, że jest to właśnie bulla rekomendacyjna z 1227 r.! Przypuszczam, że Jacek wystarał się o nią, będąc już w Krakowie. Potrzebował potwierdzenia od papieża, aby od kapituły katedralnej uzyskać zgodę na ufundowanie klasztoru.

Bez bulli nie mógł tej zgody dostać? Przecież był bratankiem biskupa.
Zapewne wystąpiły jakieś kłopoty i Jacek wolał mieć wszystko na papierze, a dokładniej na pergaminie. Pamiętajmy, że był to okres rozbicia dzielnicowego, trwały nieustannie polityczne rozgrywki pomiędzy zwolennikami poszczególnych książąt. Iwo Odrowąż sprzyjał panującemu w Krakowie Leszkowi Białemu, który był w konflikcie z Władysławem Laskonogim i Konradem Mazowieckim. Sytuacja była trudna i nikt nie miał pewności, jak będzie wyglądał kolejny dzień. Dominikanie zatem postarali się również o oficjalną rekomendację samego papieża. Gdy tylko otrzymali pożądany dokument, szybko uregulowali swoją sytuację prawną - otrzymali zachowane do dziś dwa pisma sygnowane przez biskupa Iwona i krakowskich kanoników, potwierdzające fundację klasztoru. Możliwe jest również nieco prostsze wyjaśnienie: dominikanie krakowscy po prostu pozazdrościli swoim współbraciom z Gdańska, którzy już od roku posiadali w swoim archiwum klasztornym dokument o podobnym charakterze. Ta kwestia - jak widać - wciąż czeka na rozwiązanie... Dla mnie jednak ciekawsza niż okoliczności pozyskania tej bulli jest jej treść. Ma zupełnie inny charakter niż wspomniany wcześniej dokument z roku 1221. Rozpoczyna ją cytat z Pisma Świętego: A ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu... (Mt 24, 12). Po nim następuje zachęta papieża do przyjmowania dominikanów, która brzmi jak groźba. Dominikanie nie są już przedstawiani jako pomoc dla lokalnego duchowieństwa, ale jako jedyny ratunek dla świata. Powołani do tego, by „poszukiwać tego, co należy do Chrystusa", mają wyrywać chwasty herezji wraz z korzeniami.

Dlaczego tak ostro?
To chyba jedno z najtrudniejszych pytań. W Polsce raczej heretyków nie było. Przemknęli co prawda przez nasze tereny włoscy flagellanci, czyli biczownicy, ale nie zrobili na ludności specjalnego wrażenia. Polacy mają chyba w sobie naturalną odporność na nowinki. Skoro już raz przyjęliśmy chrzest i nauczyliśmy się żyć w Kościele, to nie będziemy co trzysta lat zmieniać wiary. Być może Grzegorz IX wybrał ten formularz dla wywołania większego wrażenia albo też z bardziej prozaicznej przyczyny - po prostu zawsze korzystał z takiego formularza, znany był bowiem ze swego antyheretyckiego nastawienia.

Skąd jednak wiemy, że to był paszport Jacka?
Lektor Stanisław zanotował, że Jacek dysponował w Krakowie listem od papieża (litterae papales). Do tej pory sądziliśmy, że miał na myśli paszport z 1221 r., który Czesław zaniósł do Wrocławia. Teraz wiemy, że chodziło mu o ten, odnaleziony niedawno w naszym archiwum.

Zatem wciąż wracamy do tekstu lektora. Nie jest on chyba jedynym źródłem wiedzy o św. Jacku?
Jednym z najstarszych. Wcześniej pojawia się tylko mała wzmianka w XIII-wiecznym kazaniu Peregryna z Opola. Z połowy XV w. pochodzą listy Zbigniewa Oleśnickiego i królowej Zofii związane ze staraniami o kanonizację Jacka. Część naszej wiedzy czerpiemy też z kronik Długosza, który miał dostęp do różnych nieznanych nam dzisiaj dokumentów. Lektor Stanisław pewnie też korzystał przynajmniej z części tych źródeł, ale nieco inaczej je interpretował.

Co więc pewnego wiemy o Jacku?
Może zacznijmy od tego, że z obecnie prowadzonych badań historycznych wynika, iż jest jeszcze wiele pytań i zagadek. Na przykład kwestia, która wydaje się najbardziej fundamentalna: czy św. Jacek miał rzeczywiście na imię Jacek.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl