Wielki cudotwórco,

módl się za nami!

ANDRZEJ KAMIŃSKI OP
Chociaż św. Jacek rzeczywiście dokonał wielu cudów, zdziwiłby się zapewne tym wezwaniem litanii. Nie nazywali go tak nawet ci, którzy byli świadkami jego niezwykłych interwencji. Dla nich było oczywiste, że czynienie cudów wynika z jego więzi z Panem Bogiem. Dla nas nie jest to już takie proste, bo oderwaliśmy cuda od Boga i umieściliśmy je w przestrzeni magii. Chcemy, by się dokonywały, ale nie chcemy przez nie spotkać się z Jezusem. Cuda św. Jacka uczą nas czegoś zupełnie innego

pielgrzymka nie zawsze religijna

Najlepiej widać to w opowieści z „Żywota św. Jacka" o cudzie przywrócenia do życia młodego rycerza, Piotra, który utopił się w Wiśle. W drodze na uroczystość św. Stanisława Jacek spotkał „tłum szlachty i ludu płaczący nad ciałem". Matka zmarłego zwróciła się do kaznodziei: „Mężu Boży, Bracie Jacku, wiem, że jesteś sługą Bożym oddanym i pełnym pobożności oraz miłosierdzia. Spójrz na moją nędzę. Miałam oto jednego syna, a teraz widzę go martwym, cóż teraz biedna zrobię, straciłam już męża i najukochańszego syna". Właściwie o nic Jacka nie prosiła, wylała tylko przed nim swój ból. Wierzyła, że on ją zrozumie, że będzie umiał jej współczuć i wesprze ją w modlitwie zanoszonej do Pana Boga. Najważniejsze nie jest to, że Jacek potrafi czynić cuda, ale to, że jest Bożym człowiekiem, będzie zatem umiał przedstawić boleść matki Panu Bogu, a Ten z pewnością go wysłucha.

Co stało się dalej? Jacek bez słowa odszedł na bok. Nie dotknął zmarłego magiczną różdżką nie wypowiedział zaklęć, nie uzdrowił. Poruszony cierpieniem kobiety zaczął się modlić. Wycofał się, aby to Pan Bóg był najważniejszy. Zanim cokolwiek uczynił, zapytał Boga: „Czy Ty naprawdę chcesz to zrobić? Czy to jest rzeczywiście potrzebne?". Kobieta to rozumiała, nie naciskała na niego, nie wołała: „Musisz mi pomóc. Gdzie idziesz?!". Dała Jackowi wolność, ufając, że zrobi to, czego chce Bóg.

Jacek powrócił po modlitwie i dopiero wówczas nawiązał z kobietą dialog. Zapytał: „Kiedy twój syn utonął?". To pytanie wydaje się pozbawione sensu. Słowa te nie sąjednak tak ważne, jak pragnienie okazania jej współczucia, zrozumienia. Dopiero potem św. Jacek podszedł do jej syna i wskrzesił go.

dwie wiary

Aby wydarzył się cud, potrzebne było spotkanie wiary matki i wiary św. Jacka. Jeśliby tego zabrakło, mielibyśmy do czynienia z magią. Czasami nasza relacja z Panem Bogiem ma właśnie taki magiczny charakter. Nie chcemy się z Nim spotykać, oczekujemy tylko, że spełni nasze prośby, gdy będziemy tego potrzebowali i uiścimy odpowiednią „zapłatę" w postaci modlitwy lub wyrzeczenia. Cuda nie istnieją jednak same dla siebie. Są potwierdzeniem prawdy Ewangelii, potwierdzeniem prawdy obecnej w Kościele. Jeśli nie prowadzą do umocnienia wiary, nie mają sensu. Jacek jest wielkim cudotwórcą, ponieważ dzięki wierze jego i ludzi, których spotyka, Bóg dokonuje nadzwyczajnych interwencji w ich życiu. Misja Jacka nie polegała na posługiwaniu charyzmatem czynienia cudów. Był przede wszystkim kaznodzieją. Jedynym jego pragnieniem było głoszenie Ewangelii, a niejako „przy okazji" dokonywały się cuda. Zamysł Pana Boga był taki, aby Jacek dotykał przez nie ludzi w ich codzienności. Warto zwrócić uwagę na to, jakie to były cuda: przywrócenie syna matce, podniesienie kłosów zboża, wskrzeszenie krowy... Były to rzeczy pospolite, ale dla ludzi, których spotykał, niezwykle ważne. Przychodzili do Jacka, bo on ich rozumiał i wręcz z nimi współodczuwał. Święty nie obrażał się, gdy jego - kaznodzieję, prosili o pomoc w tak codziennych sprawach. Mógłby powiedzieć „Nie obchodzi mnie twoje zboże ani twój krowa, przyszedłem tutaj głosić Jezusa!", ale pragnął naprawdę spotykać się z tymi, którym niósł Dobrą Nowinę. Właśnie wtedy, gdy razem z nimi się modlił, zdarzał się cud. Są dzisiaj tacy, którzy uważają się za wielkich ewangelizatorów, przyciągają tłumy, ale nie potrafią zatrzymać się na potrzebach pojedynczego człowieka, ponieważ tak bardzo są skupieni na swojej misji. Oni nie czynią cudów. Są też „cudotwórcy", którzy swoimi działaniami nie przemieniają ludzi. Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami jest właśnie św. Jacek, jednocześnie głoszący Ewangelię i czyniący cuda. Tajemnica jego wielkości tkwi w jego „przezroczystości" - nieskupianiu uwagi na sobie, wycofywaniu się, aby zrobić miejsce Bogu. Był wielkim cudotwórcą nie przez to, co czynił, ale przez swoją wiarę i pokorę wobec Pana Boga i człowieka.

dać szansę św. Jackowi

Dzisiaj działa tak samo. Trzeba tylko dać mu szansę i - tak jak matka zmarłego Piotra - opowiedzieć mu o swoim bólu. Czasem czujemy przecież, że jesteśmy za słabi, aby stawać z naszym problemem przed Panem Bogiem. Jesteśmy za słabi, by prosić, bo ból jest tak wielki, że możemy tylko płakać. Skupiamy się na sobie, znika gdzieś zaufanie do Pana Boga. W takich chwilach warto zwrócić się z wiarą do św. Jacka, on zrozumie cierpienie, przedstawi nasz problem Panu Bogu. Warto go także prosić w sprawach pozornie błahych i codziennych, on to zrozumie, bo tak samo jak za życia, współodczuwa z człowiekiem, który mu się powierza, wchodzi w jego doświadczenie, zanosi je do Boga i wyprasza. Wyprasza cuda.

- fragment


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl