jablko

"święty Jacek

i jego cuda"


Są tacy święci, z którymi mamy kłopot. Szczególnie, gdy usiłujemy ich poznać, zbliżyć się do nich, zaprzyjaźnić się z nimi. Nie pozostawili po sobie żadnych traktatów, opowieści - w ogóle żadnych pism i niczego innego, co można by było zobaczyć, dotknąć, zanalizować. No, może oprócz kilku własnych kości przechowywanych dziś w bogato zdobionych relikwiarzach. Można przejść cały szlak świętego Jacka: z Krakowa po Rzym i Kijów, i poza legendami zawartymi w ikonograficznych przekazach, nie znaleźć niczego konkretnego. Tak się przynajmniej wydaje na pierwszy rzut oka. Taki święty Tomasz z Akwinu, który żył niewiele później niż święty Jacek, napisał miliony słów i każdy może dziś do woli zagłębiać się w jego myśli, czy poznawać osobowość. Nawet pokorna Mała Teresa pisała. A św. Jacek nic. I św. Dominik też nic.


Wpatrując się nieco dłużej w owo „nic" znajdujemy jednak coś, co pozwala wydobyć postać świętego Jacka z pierwotnej mgły. To „coś" może umknąć powierzchownemu obserwatorowi, choćby dlatego, że wydaje się zbyt oczywiste. Każdy życiorys świętego zaczyna się na ogół od opowieści o czasach, w których żył. Ale życiorys świętego Jacka zaczyna się od świętego Dominika i jego geniuszu. Święty Jacek ten geniusz zobaczył, rozpoznał i przyniósł do Polski.
Dominik miał intuicję i odwagę. Po pierwsze, zobaczył, że chrześcijaństwo się chwieje, bo ludzie nie znają Chrystusa. Zamiast prawdy przyjmują bajania samozwańczych proroków, których wizja rzeczywistości niesie ze sobą śmierć (katarzy). Bywa też, że zniechęceni Kościołem po cichu przestają wierzyć i żyjąz dala od Boga. Po drugie, odkrył skąd bierze się słabość chrześcijańskiego głoszenia. Po trzecie, nie zawahał się porzucić wszystkiego, co miał, czyli pozycji społecznej i bezpieczeństwa, jakie ona ze sobą niesie i pójść do ludzi na piechotę, ale ze Słowem pełnym mocy.

Czasem wydaje się, że czas zatoczył koło. Europa w sensie religijnym jest Czagrożona (podobnie jak było w XIII wieku), niektórzy mówią nawet, że umiera. Głoszenie Chrystusa jakoś nam nie idzie. Zawodzą właściwie wszystkie instytucje. Zawodzą media (szczególnie to medium, które do niedawna było nadzieją Kościoła, czyli telewizja), zawodzą nowe wspólnoty i stare zakony. Brakuje szaleństwa, które było kiedyś udziałem świętego Dominika i świętego Jacka. Brakuje ludzi, którzy w nowy sposób opowiedzą chrześcijaństwo, którzy opuszczą wszystko, zapomną o niebezpieczeństwach wynikających z ubóstwa, znajdą nowy język i zostaną usłyszani przez tych, którzy się gdzieś pogubili. W końcu ludzie wcale się nie zmienili przez wieki - wciąż czekają na nadzieję, na słowo, które niesie Życie. Oby zjawił się nowy święty Jacek na zawiłych europejskich drogach, póki ludzie jeszcze czekają.
Święty Jacek, święty Dominik… Ktoś mógłby pomyśleć, że tak niewiele po nich pozostało. Tylko jakiś zakon, parę kościołów i legend… No i Europa, i Polska.

Święty Jacku, który niosłeś Ewangelię na krańce świata, wspomóż Miesięcznik LIST w pokonywaniu trudności finansowych.

ELA KONDERAK
redaktor naczelny


nasi partnerzy
    Przeznaczeni   www.rodzinna.pl